Artykuł Janusza Dobrosza ,Prezesa Ruchu Społecznego "Naprzód Polsko" w Naszym Dzienniku.
2009-03-26, Warszawa

Ruch Społeczny Naprzód Polsko jest na scenie politycznej ugrupowaniem nowym, choć wielu jego założycieli, jak np. Dariusz Grabowski, Bogdan Pęk, Andrzej Zapałowski, Bogusław Rogalski, Janusz Szewczak czy Ryszard Kędra, ma duże doświadczenie w działalności publicznej i znaczne zasługi w walce o nasze narodowe interesy i obronę polskiej własności.

Wspólnie uznaliśmy, iż na początku XXI w. przed narodem i państwem polskim stanęły nowe i trudne zadania, a dominujące w życiu publicznym partie polityczne nie rozumieją lub - co gorsza - nie chcą zrozumieć grozy sytuacji i niebezpieczeństw, które wiszą nad naszą Ojczyzną. Koncentrują się na konfliktach wokół błahych spraw i na medialnych spektaklach, przez co skazują Polskę na coraz większe uzależnienie od zewnętrznych wpływów i nacisków, cywilizacyjne zacofanie, biedę i upadek obyczajów oraz zasad moralnych.

Dlatego konieczne jest podjęcie zdecydowanych działań i zerwanie z praktyką, w której dominuje akceptacja dla popierania tzw. mniejszego zła, a nie odważne opowiadanie się za prawdą, niepodległością i wartościami, choćby ci, którzy je reprezentują, stali na tzw. straconej pozycji. Powstaliśmy i działamy w polityce po to, by słowo "tak" znaczyło "tak", a słowo "nie" znaczyło "nie", a ci, którzy są za, a nawet przeciw, przestali mamić Polaków.

Właśnie teraz, kiedy coraz boleśniej do naszych domów zaczyna zaglądać kryzys, a ludzie tracą pracę i dochody, potrzebna jest nowa, wiarygodna oferta polityczna oparta na autentycznych wartościach Dekalogu, na odwadze, prawdzie, realnym programie i wiarygodnych ludziach, którzy w przeszłości dawali dowody na to, że głoszonych przez siebie poglądów i działań nie traktują koniunkturalnie.

Naszym celem jest Polska niepodległa Polska niepodległa, nowoczesna, zasobna i sprawiedliwa - to Polska, w której perspektywy życia i rozwoju będzie miała zdecydowana większość Polaków. Tak się złożyło, że zgodnie z kalendarzem wyborczym jako pierwsze czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego. To los zdecydował, iż od nich rozpoczynamy długi marsz i walkę o zaufanie Polek i Polaków.

Te wybory odbywać się będą w przełomowym momencie, mogą one w istocie rozstrzygnąć o tym, czy Polacy chcą, czy nie chcą niepodległego państwa. Mamy nadzieję, że wybory do Parlamentu Europejskiego staną się swoistym plebiscytem wokół sprawy o wadze najwyższej - samego istnienia Polski jako samodzielnego bytu państwowego. Świadomy Polak winien wiedzieć, iż głos oddany na ugrupowania, które zaakceptowały tzw. traktat reformujący z Lizbony, czyli PO, SLD, PSL, to w istocie rzeczy głos za likwidacją niepodległości naszej Ojczyzny. Głos oddany na kandydatów PiS niesie za sobą wielkie niebezpieczeństwo, iż w zależności od politycznych okoliczności tak fundamentalna sprawa będzie przez to ugrupowanie i jego przywódców traktowana koniunkturalnie, bo przecież nikt inny, jak tylko prezydent Lech Kaczyński podpisał ten traktat, a znaczna część posłów i senatorów PiS poparła jego ratyfikację w Sejmie i Senacie. Naprzód Polsko jednoznacznie stwierdza: "Tu nie ma miejsca na krętactwo i zgodę na traktat ograniczający do minimum samodzielność Polski". Deklarując zarazem, iż wybrani z naszych list Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Naprzód Polsko - Piast posłowie do Parlamentu Europejskiego będą walczyć, by traktat reformujący pod żadną postacią nie wszedł w życie. Bronić też będziemy polskiej waluty narodowej.

Powyższe słowa nie świadczą wcale o tym, iż nasze środowisko jest z gruntu przeciwne wszelkim procesom integracyjnym, które zachodzą na naszym kontynencie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że świat i Europa w dobie internetu, komunikacji lotniczej zmieniają się w oszałamiającym tempie. Dotychczasowe bariery wymiany myśli i towarów kurczą się, bo przestrzeń i czas znajdują się w zupełnie innym wymiarze niż jeszcze przed 20 laty. Zatem nowa epoka wymaga pewnej koordynacji działań, również w skali naszego kontynentu. Nawet gdyby się chcieć izolować, to ten proceder się nie uda, gdyż media elektroniczne wcisną się w każdą szczelinę i dotrą do adresata.

Współpraca narodów Europy wydaje się naturalna i pożyteczna, ale jednocześnie wcale to nie znaczy, że nieliczne grono uzurpatorów ma te naturalne procesy naginać do własnych interesów, poglądów i woli. Nie znaczy to również, że mają nam, Polakom, regulować i narzucać światopogląd, model życia czy arcybiurokratyczne normy.

W kierunku Europy ojczyzn opartej na chrześcijańskich wartościach By rozumnie współpracować i integrować wysiłek europejskich państw i narodów w konkurencji z szybko rozwijającą się Azją, należy zidentyfikować przyczyny i mity, którymi eurokraci wprowadzają w błąd miliony mieszkańców Europy, w tym Polski. Na początek warto rozprawić się z mitem nowoczesności, którą jakoby niesie ze sobą Unia Europejska. Mam nieodparte wrażenie, że jej symbolem stają się ostatnio słynne parady miłości i zbiorowe manifestacje seksualnego wyuzdania i dewiacji.

Nie ulega wątpliwości, iż dokonania technologiczne najbogatszych państw UE stoją na wysokim poziomie, ale przecież USA czy niektóre kraje Azji znacznie Europę wyprzedzają na tym polu. Polacy mogą się uczyć od innych krajów Unii chociażby dobrej organizacji pracy, skuteczności działania wymiaru sprawiedliwości, budowy funkcjonalnej infrastruktury, autostrad, dróg itp. Warto z ich doświadczeń skorzystać. Problem jednak w tym, że ten cały technologiczny i cywilizacyjny dorobek zachodnich państw ulega erozji w tak fundamentalnych dziedzinach życia społecznego, jak zasady moralne i tradycyjny system wartości, a w konsekwencji również w obszarze techniki, infrastruktury i organizacji życia politycznego.

Dodatkowo do starzejącej się i wymierającej Europy wpływa stały strumień emigrantów z krajów Afryki i Azji; ludzi, którzy cywilizacyjnie, kulturowo i mentalnie różnią się znacznie od narodów Europy. Najważniejsze jest jednak to, że sami zachodni Europejczycy w ciągu ostatniego półwiecza ulegli mylnie postrzeganej nowoczesności i wolności, wyrzekli się etyki chrześcijańskiej, podważają trwałość rodziny i małżeństwa, a za swój symbol uznali aborcję, pornografię czy wszelkie dewiacje seksualne. Rozkład fundamentów moralnych, wzorców zachowań, sposobu pojmowania dobra i zła wcześniej czy później musi doprowadzić do upadku ekonomicznego i technologicznego, bo przecież kiedy nad większością społeczeństwa panować będą jedynie żądze i hedonizm, nie będzie miejsca ani na wielkie idee i cele, ani na ich realizację. Jak to wielokrotnie udowadniała historia Europy i Polski, to prawdziwa miłość i szacunek do drugiego człowieka, rodziny, własnego narodu inspiruje zarówno pojedynczego człowieka, jak i ludzkość do wielkich dzieł.

Promowanie przez dyktatorów współczesnej Unii Europejskiej pseudowartości nihilizmu i relatywizmu w istocie rzeczy skierowane jest przeciw człowiekowi, przeciw prawdziwemu rozwojowi Europy. Głoszona przez nich nowoczesność jest największą uzurpacją współczesnego świata. Czy można być nowoczesnym, prowadząc jednocześnie do dekadencji i samozagłady całego dorobku naszej chrześcijańskiej, europejskiej cywilizacji? My, Polacy, tak jak inne historyczne narody Europy, nowoczesność musimy widzieć jako środek do ulepszania swego życia w harmonii duchowych i materialnych wartości, w rozwoju życia gospodarczego naszego kraju, w produkcji dobrej, zdrowej żywności, coraz skuteczniejszej walki z chorobami i przestępczością oraz w kulturalnym rozwoju człowieka.

Środowiskom skupionym wokół Naprzód Polsko nie chodzi wcale o to, by z wiary katolickiej czynić jakąś propagandę, ale o to, by Polacy, Europejczycy, kierowali się w życiu etyką opartą na chrześcijańskich wartościach, Dekalogu, który przecież i dla osób obojętnych religijnie powinien stanowić wzorzec postępowania, na którym opiera się ład społeczny, gwarantujący harmonijny rozwój, bezpieczeństwo i normy postępowania. Posłowie wybrani do Parlamentu Europejskiego z naszego ugrupowania przedstawiony wyżej sposób patrzenia na współczesne problemy stojące przed Polską i Europą będą stale propagować w swej codziennej pracy i poszukiwać dla niego sojuszników. Aby Europa, rozwijając się, nie traciła swej podmiotowości i tożsamości w sprawach najistotniejszych, konieczny jest przełom. W przeciwnym razie silniejsze i mobilniejsze cywilizacje w ciągu kilkudziesięciu lat całkowicie zdominują nasz kontynent, w tym Polskę.

Jesteśmy eurorealistami i właśnie dlatego jako przedstawiciele Narodu szczególnie doświadczonego przez historię możemy innym zagubionym społecznościom ukazywać drogę, która nie tylko ocali Polskę, ale i Europę. Proponujemy, podobnie jak nasz wielki rodak Ojciec Święty Jan Paweł II, by oprzeć Europę na narodach, w których tożsamość jest siłą, a nie słabością. Właśnie dlatego będziemy forsować ustanowienie dla naszego kontynentu Karty Praw Wolnych Narodów Europy rozumianej jako kodeks postępowania i współpracy opartej na poszanowaniu ich odrębności i niepodległości. Zarazem nic nie stoi na przeszkodzie, by państwa Unii Europejskiej coraz ściślej współdziałały w dziedzinie gospodarki, kultury, ochrony środowiska, nauki i sportu.

Szczególną troską pragniemy otoczyć tradycyjnie rozumianą rodzinę, prowadzić politykę prorodzinną nie tylko z moralnego, ale również społecznego i ekonomicznego punktu widzenia. Wymieranie Polaków i innych narodów Europy doprowadzić musi do absolutnej katastrofy demograficznej, społecznej i ekonomicznej.

W obronie polskich interesów w Unii Europejskiej Model integracji forsowany przez tzw. traktat reformujący dla Europy niesie za sobą dodatkowe niebezpieczeństwa, zwłaszcza wobec Polski i Czech. Nasza sytuacja jest znacznie gorsza niż takich państw, jak Grecja, Hiszpania, Portugalia czy nawet Włochy. Polska jest stale na celowniku niemieckim i od lat następuje regermanizacja polskich ziem zachodnich i północnych, zarówno w sferze kulturalnej, jak i ekonomicznej. Uważamy, że przyszłość naszej Ojczyzny będzie się rozstrzygać właśnie na Ziemiach Odzyskanych. Kolejne etapy integracji, zwiększania formalnego i praktycznego znaczenia Unii Europejskiej obiektywnie służą niemieckim celom rewizji wyników II wojny światowej. To nie przypadek, że w pasie ziem zachodnich wyciszona została polska wielkoprzemysłowa produkcja na czele z całym dorobkiem naszej gospodarki morskiej. Przecież taki był oficjalnie ogłoszony z początkiem lat 90. słynny plan premiera Brandenburgii Manfreda Stolpego. Zamykanie polskich stoczni jest wynikiem przywilejów, jakie mają w Unii Europejskiej tereny byłej NRD. Dlatego upadające do 2004 roku stocznie w Rostoku i Schwerinie rozwijają się, a polskie "idą pod nóż". Najbogatsze kraje Unii Europejskiej respektowania uchwalonych przez siebie zasad wymagają tylko od krajów nowo przyjętych, same zaś łamią je, o czym świadczy pomoc publiczna kierowana dziś we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii do prywatnych banków i przemysłu samochodowego. Polskie elity, zarówno rządowe, jak i opozycja parlamentarna, nie chcą i nie potrafią tak dyskryminującej praktyce skutecznie się sprzeciwić. My nie będziemy się lękać, czego wielokrotnie dawali dowody nasi czołowi działacze, i będziemy czynić wszystko, by odzyskać polską własność w przemyśle, wytwórczości, w systemie bankowym i ubezpieczeniowym. Taką batalię można umiejętnie prowadzić również na forum Parlamentu Europejskiego, a argumentów nam nie zabraknie. Środków płynących z Unii Europejskiej do Polski nie traktujemy jako szczególnego aktu łaski i dobrodziejstwa, ale jako częściową rekompensatę za otwarcie naszego rynku, tanią, polską siłę roboczą, utratę wpływów z ceł oraz składkę płaconą do brukselskiej kasy. Należy robić wszystko, by jak najwięcej tych środków trafiało do naszego kraju, by m.in. dzięki nim powstały nowoczesne drogi, autostrady, mosty, połączenia kolejowe. Jest to zadanie o wręcz strategicznym znaczeniu dla naszego państwa, zwłaszcza że coraz mocniej zacieśnia się współpraca niemiecko-rosyjska nie tylko w sferze energetyki.

Na forum Parlamentu Europejskiego trzeba będzie robić wszystko, by do realizacji planu budowy gazociągu pod dnem Bałtyku z pominięciem Polski nie dopuścić. Szalenie istotne będzie również blokowanie wprowadzenia w życie tzw. pakietu klimatycznego, którego prawdziwym celem jest doprowadzenie do upadku polskiej energetyki, opartej na naszych rodzimych, bogatych złożach węgla kamiennego i brunatnego. Polska może być krajem samowystarczalnym energetycznie o taniej energii, trzeba jednak dbać o to, by rozwijało się górnictwo wraz z nowymi technologiami przeróbki węgla oraz jego gazowaniem. Można również znacznie zwiększyć wydobycie rodzimego gazu ziemnego, na szeroką skalę uruchomić alternatywne, odnawialne źródła energii, w tym geotermalne. Uważamy, że tak, jak to czyni Vaclav Klaus, prezydent Czech, mimo nacisków i szykan ze strony Unii Europejskiej, należy budować ścisłe porozumienie z Czechami, Węgrami, Słowacją, by wspólnie realizować nasze cele. W przyszłości, kiedy zdamy egzamin z wzajemnej lojalności, zapewne dołączą do nas kraje bałtyckie oraz Bułgaria i Rumunia. Ostatnie zablokowanie przez polskiego premiera na szczycie Unii Europejskiej węgierskiego finansowego planu ratunku dla środkowej Europy uznajemy za sprzeczne z Polską racją stanu i za nieprzyjazny krok wobec Węgrów. Podobnie jak uznanie przez polski rząd tzw. państwa Kosowo, co podważa zasady suwerenności państw, krzywdzi bratni naród serbski i stanowi w stosunkach międzynarodowych niebezpieczny precedens. Naprzód Polsko wszędzie tam, gdzie w rachubę wchodzić będą problemy gospodarcze, będzie stawiać przede wszystkim na polski kapitał i poprodukcyjne inwestycje.

Za niedopuszczalne uważamy dyskryminowanie polskiego rolnictwa, niskie dopłaty i ograniczenie limitów produkcyjnych np. mleka oraz blokowanie unijnego rynku przed polską produkcją owoców miękkich. Podejmujemy zdecydowaną i bezkompromisową walkę z coraz większymi przejawami antypolonizmu panoszącego się w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii. Wbrew obiegowym opiniom nie jest on wynikiem braku wiedzy, ale ma charakter zorganizowany i bardzo konkretny cel niszczenia dobrego imienia naszego Narodu, co ma następnie usprawiedliwiać wymuszanie na Polsce nieuprawnionych odszkodowań oraz dyskryminowanie Polski i Polaków zarówno politycznie, jak i ekonomicznie. Z problematyką tą ściśle jest związana tzw. polityka historyczna, którą winno się konsekwentnie prowadzić również na forum Parlamentu Europejskiego. Nasi ewentualni deputowani do Parlamentu Europejskiego będą organizatorami wystaw i konferencji, które ukażą skalę i charakter zbrodni popełnionych na Narodzie Polskim w latach II wojny światowej przez hitlerowskie Niemcy i stalinowski ZSRS. Nie zamierzamy, w przeciwieństwie do rządu RP i prezydenta Lecha Kaczyńskiego, tuszować i usprawiedliwiać zbrodni ludobójstwa, jakiej dopuścili się na ludności polskiej Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej ukraińscy nacjonaliści spod znaku UPA, OUN i SS Galizien. Nie jest to propagowanie cierpiętnictwa, ale nasz zbiorowy obowiązek wobec milionów polskich ofiar, jak również wyraz rozsądku i rozumienia polityki, bo kto panuje nad przeszłością, panuje również nad przyszłością. Na przestrzeni historii nieraz Polakom przychodziło działać w parlamentach państw zaborczych - Wincenty Witos działał w austriackim, Wojciech Korfanty w pruskim, a Roman Dmowski w rosyjskim - a mimo to dobrze przysłużyli się naszej Oojczyźnie i umieli panować nad przyszłością.

zródło : Nasz Dziennik