Informacja rządu o sytuacji strajkowej w Hucie Lucchini-Warszawa. (17 punkt porządku dziennego)
1994-07-07, Obrady Sejmu RP, 2 kadencja, 25 posiedzenie, 2 dzień

Panie marszałku, pan zawsze jest niezwykle miły, wobec mnie szczególnie.

Wysoka Izbo! Pozwolę sobie na wstępie, proszę wybaczyć, panie Rulewski, na drobną uszczypliwość. Obserwuję pewne przesunięcie w pańskiej partii, widzę, że wraca pan na pozycje związkowe.

(Poseł Jan Król: To nas nie martwi.)

I to jest bardzo ciekawa historia w aspekcie tego, że owych decyzji, które spowodowały dzisiejszy stan rzeczy, przecież nie podejmował aktualny rząd ­ to jest pewien spadek. A mówię o tym dlatego, że w pańskiej partii pojawiają się bardzo ciekawe koncepcje ­ o lokaucie się mówi. Słowem ­ cieszę się, że przechodzicie panowie na pozycje związkowe i proszę mi wybaczyć tę dygresję.

Natomiast jeżeli chodzi o sytuację w Hucie Lucchini, ma ona swoją bardzo ciekawą specyfikę. Wysoka Izbo! Myślę, że niedługo, być może za rok, za dwa (nasilenie przewiduje się za jakieś trzy, cztery lata), będziemy mieli takich problemów bardzo dużo. Procesy prywatyzacji postępują i dopiero dzisiaj wychodzą na światło dzienne pewne niedoskonałości umów, jak i nie przewidziane skutki długoterminowe. Tylko że ja, który znany jestem z bardzo krytycznego stanowiska wobec prywatyzacji, gdybym miał szukać dzisiaj winy po stronie polskiego rządu czy bodaj ministra przekształceń własnościowych, czy ministra przemysłu, to niewiele tej winy znajduję. Na miły Bóg, przecież to jest tak, że właścicielem tej firmy, posiadającym pakiet kontrolny, jest konsorcjum włoskie. Związki zawodowe, z całym szacunkiem, bardzo mi bliskie, muszą też rozumieć, że w takich sprawach rząd może jedynie ingerować w wyjątkowych sytuacjach, że właściwie jest to sprawa do rozstrzygnięcia między pracownikami a pracodawcami. W tym przypadku są to po prostu związkowcy i kapitaliści włoscy.

Wysoka Izbo! Zostałem poproszony przez posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego z Sejmu poprzedniej kadencji, iżby przypomnieć z tego miejsca, że wówczas, kiedy to związek zawodowy ?Solidarność? podejmował szybkie kroki w celu sfinalizowania takiego właśnie kontraktu, jaki został sfinalizowany, posłowie PSL oprotestowali go i otrzymali wówczas bardzo ostrą reprymendę od związkowców. Nie jest więc tak, że tutaj strona związkowa jest bez winy. Oczywiście nie chciałbym być tutaj arbitralny, niemniej sygnalizuję ten problem jako pewien ciąg wydarzeń, który z punktu widzenia interesów państwa, Sejmu, będzie ważny, będzie bardzo trudny do rozstrzygnięcia. Tego typu przypadki będą się nasilać. Będą one zmuszały z jednej strony zarówno do bystrzejszego obserwowania przez wypełniających funkcje właścicielskie, w końcu już niewielkie, pewnych zjawisk, tych mikroekonomicznych, w poszczególnych zakładach. Z drugiej strony będą zmuszały związki zawodowe do bardzo poważnego rozważenia decyzji ostatecznych.

Oczywiście dzisiaj nie mam upoważnienia do występowania w imieniu Polskiego Stronnictwa Ludowego. Na podstawie tych materiałów, które uzyskałem dopiero wczoraj, mogę się jedynie wypowiadać bardzo ogólnie i skrótowo. Bardzo bym chciał, żeby się okazało, że ten strajk znajdzie swój rozsądny finał, to znaczy, że będą respektowane zarówno interesy państwa polskiego, jak i tej załogi. Przyznaję, że jest rzeczywiście faktem ­ takie materiały już są w moich rękach ­ że załoga otrzymuje wynagrodzenie, licząc w cenach porównywalnych, o 16% niższe, aniżeli otrzymywała uprzednio, a wydajność pracy wzrosła bardzo znacznie, o ponad 100%. Jest to w pewnym sensie jawna niesprawiedliwość społeczna. No, ale skoro było kiedyś wielkie przyzwolenie społeczne na kapitalizm i ten kapitalizm budujemy, to nie ma możliwości ingerencji rządu bezpośrednio w ustalenia płacowe między związkiem zawodowym a właścicielem zakładu. To jest proces, który ma zachodzić tam na miejscu, w zakładzie, a rząd ­ jeżeli właściciel, inwestor zewnętrzny, dochowuje umowy ­ nie ma właściwie żadnych podstaw do ingerencji w tę materię.

Trzeba równocześnie bardzo mocno napiętnować to, że podpisano umowę ­ autorem jej był, przypomnę, pan minister Niewiarowski ­ w której nadano prawo właścicielskie bez uregulowania stanu własności gruntów. Był to dla inwestora włoskiego pretekst ­ nie wiem, czy tylko formalny, ale w każdym razie bardzo ważny (już kończę, panie marszałku) ­ dzięki któremu zapowiedziane i zapisane w umowie inwestycje nie mogły być realizowane. O ile wiem, dzisiaj sytuacja się o tyle zmieniła, że ten obszar, którego stan własności dzięki obecnemu strajkowi w jakimś sensie został już formalnoprawnie uregulowany, jest właśnie tym obszarem, na którym miały być realizowane główne inwestycje. Jeśli to nieprawda, proszę mnie poprawić.

Dlatego też sądzę, że w tej sytuacji trzeba będzie wykazać wiele rozwagi. Jesteśmy wszyscy w to uwikłani, a wobec tego niechaj każdy podejmuje takie działania, jakie są możliwe. Na przyszłość wiedzmy, że musi być tak, że związki zawodowe muszą ponosić odpowiedzialność także i za strajki przegrane. Tego typu decyzje nie mogą być podejmowane pochopnie. Jednocześnie muszą ponosić odpowiedzialność ci ludzie, którzy w imieniu skarbu państwa podpisują wadliwe umowy i unikają wszelkiej, ale to wszelkiej odpowiedzialności. (Oklaski)