Stan prawa przestrzeganie i stanowienie.
(9 punkt porządku dziennego)1994-07-01, Obrady Sejmu RP, 2 kadencja, 24 posiedzenie, 2 dzień
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zaiste ciężko jest mówić w tak poważnej debacie, zwłaszcza po wygłoszeniu tylu mniej lub bardziej trafnych opinii przez moich szanownych przedmówców. Zastanawiałem się właśnie, jaki zespół faktografii poruszyć spośród tych wszystkich, które warto by poruszyć, a które jeszcze poruszone nie były.
Wysoka Izbo! Jest dzisiaj komunałem stwierdzenie, że Polska nie jest krajem w pełni praworządnym, ale byłoby też kłamstwem stwierdzenie, że Polska nierządem stoi i że afery i korupcja w naszym kraju przekraczają pewne wzorce europejskie. I nie to jest, moim zdaniem, groźne. Pewnie, że trzeba dać wyższe wynagrodzenie sędziom, prokuratorom, policjantom, że młodzi policjanci nie mogą chodzić bez broni lub nie umieć się nią posługiwać, jak bywa niejednokrotnie. Jest to kwestia budżetu. Nie może być tak, jak powiadają niektórzy komendanci wojewódzcy, że we wrześniu prawdopodobnie zabraknie paliwa do samochodów służbowych. Myślę, że są to problemy, które będą stopniowo rozwiązywane, w miarę wzrostu gospodarczego, który, jak powiadają uczeni w piśmie, powoli obserwujemy. Nie o tym też chciałem mówić. Natomiast, Wysoka Izbo, jest wiele spraw charakterystycznych dla polskiego państwa w trakcie transformacji. Na czym to polega? Otóż jest to kwestia niewydolności systemu ścigania, systemu wszelkiej kontroli, niewydolności nie wynikającej z braku środków, ale z niesłychanego moim zdaniem i coraz bardziej rozbudowującego się w różnych formach mechanizmu nacisków politycznych. Zacznę może od Wysokiej Izby, zgodnie bowiem z ustawą regulującą prawa i obowiązki posłów, a więc wyrażającą sens istnienia parlamentaryzmu polskiego, jednym z podstawowych zadań parlamentu jest również funkcja kontrolna. Wielokrotnie mówiłem na tej sali, że funkcja kontrolna parlamentu w takim układzie, jaki obecnie mamy możliwość obserwować, jest fikcją. Parlament nie ma właściwie żadnych konkretnych i skutecznych narzędzi bieżącego egzekwowania kwestii związanych z tymi zaszłościami, które bulwersują opinię publiczną.
Co właściwie można zrobić? Przyjmujemy wiadomość o jakiejś sprawie typu aferalnego, usiłujemy zasięgnąć informacji u stosownych organów. Otrzymujemy zwykle odpowiedź, iż są to sprawy tajne łamane przez poufne, co zresztą zwykle jest nie do końca zgodne z ustawą o prawach i obowiązkach posłów. Nie możemy otrzymać, jeśli chcemy zbadać szczegóły sprawy, materiałów faktograficznych i musimy się zdawać na instytucje do tego powołane. Oczywiście, panie premierze, doskonale rozumiem, że parlament nie może się stać mechanizmem, który zastępczo zajmowałby się szczegółowymi sprawami, ale też nie mogę się zgodzić z takim porządkiem rzeczy, że parlament właściwie staje się tylko wentylem bezpieczeństwa, dzięki któremu z tej oto wysokiej trybuny posłowie mogą jedynie z wielką godnością podyskutować, ponarzekać, aby rozładować pewne napięcia, które istnieją w państwie, w poszczególnych stronnictwach, a także by dać sygnał opinii publicznej, że coś się w konkretnych sprawach robi.
Jest takie narzędzie, które parlament ma pod swoją kontrolą nazywa się Najwyższa Izba Kontroli. Muszę z przykrością stwierdzić, że także tutaj jest wiele elementów dla mnie niezrozumiałych. Jest wiele raportów NIK, gdzie jednoznacznie stwierdza się nieprawidłowości, łamanie prawa przez konkretnych ludzi, konkretnych urzędników państwowych. Te raporty są lekceważone przez przedstawicieli rządu, urzędów państwowych, a także niedoceniane w czasie ważnych głosowań w parlamencie i w poszczególnych komisjach. Jest to element moim zdaniem niezrozumiały, posiadam bowiem materiały, całe tomy materiałów, z których jasno wynika, że Najwyższa Izba Kontroli po szczegółowym zbadaniu spraw stwierdza uchybienia wobec prawa, stwierdza poważne wykroczenia, straty finansowe, następnie sprawy te wędrują do prokuratury i co się dalej dzieje? Ano 90% takich spraw zostaje umorzonych bądź to z braku tzw. dowodów, bądź to z uwagi na niską szkodliwość społeczną.
Panie premierze, chciałbym tutaj powołać się na kilka konkretnych przykładów. Jeden z moich doradców, słynny pan Szewczak, bardzo dawno temu złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstw z art. 246 i 217 Kodeksu karnego, udokumentowanych łącznie ponad 300 stronami protokołów, także Najwyższej Izby Kontroli, i wieloma innymi dokumentami, w tym również raportami Ministerstwa Finansów.
Do tej pory jedynie przesłuchano go kilkakrotnie na okoliczność, czy przypadkiem nie miałby ochoty wycofać swojego doniesienia. Prawnicy, z którymi rozmawiałem, twierdzą, że zostało ono skonstruowane zgodnie z wszelkimi zasadami sztuki. Tutaj już nie występuje brak środków, ale nie wiem zła wola, nieumiejętność czy może po prostu zwykłe naciski polityczne.
Rozmawiam z wieloma oficerami wyższego szczebla Policji, zwłaszcza wyspecjalizowanymi w tępieniu przestępstw gospodarczych. Powiadają: nigdy tak nie było przedtem, nawet w najczarniejszych latach komuny, jak było w ciągu kilku ostatnich lat i jest teraz. Wiele rozpracowanych różnymi metodami operacyjnymi i innymi spraw ginie na najwyższych albo średnich szczeblach, nie wychodząc na światło dzienne. Ci ludzie tracą wiarę w to, że ich praca jest, czy może być wykorzystywana, że zmierza we właściwym kierunku. To są, proszę państwa, fakty.
Myślę, że w kręgu spraw, o których mowa, jest to być może 10, 15, może jeszcze mniej procent, ale te sprawy najbardziej bulwersują, bo wszak nie wynikają one z braku środków, tylko z przyczyn zupełnie innych niż formalnoprawne i proceduralne.
Muszę również z przykrością stwierdzić, że obserwuję w ostatnim okresie pewne niepokojące zjawiska w Najwyższej Izbie Kontroli. Kilka protokołów, których tworzenie trwało dwa, trzy miesiące, które oglądałem w brudnopisach w pierwszej wersji, było bardzo bogatych we wszelkiego rodzaju faktografię. I im szczebel wyżej, tym te protokoły chudły. A gdy wyszły z kolegium Najwyższej Izby Kontroli, to okazywało się, że właściwie cała ta robota była nikomu niepotrzebna, bo w jakiś dziwny sposób na każdym szczeblu znikały pewne oczywiste ustalenia. Końcowe wnioski również musiały być w tej sytuacji bardzo skromne i wiele to do sprawy nie wniosło.
Są to te sprawy, które wynikają nie z czego innego, lecz z nieformalnych nacisków politycznych, które w tym organie, powołanym do ścigania prawa, są szczególnie naganne i szkodliwe. Ludzie, oczywiście, boją się. Boją się powiedzieć, który z szefów w danym momencie polecił, co schować do szafy, a co usunąć, gdyż boją się po prostu stracić pracę. Ja im się nie dziwię, bo co im może pomóc poseł zasiadający w parlamencie, skoro na tej sali większość parlamentarna wielokrotnie głosowała za rozwiązaniami, które nie miały nic wspólnego z racjonalizmem i materiałem dowodowym.
Wysoka Izbo! Myślę, że nie będzie demagogią, jeśli przypomnę stare przysłowie, że ryba psuje się od głowy. Kilka przykładów: Otóż w III Rzeczypospolitej padały zarzuty, bardzo poważne zarzuty, dotyczące najwyższych organów państwa, najwyższych przedstawicieli organów państwowych. Zarzuty albo ekonomiczne, albo polityczne. Naprawdę, bardzo poważne, i myślę, że nie trzeba ich przytaczać, bo państwo je pamiętacie. W ślad za nimi nikt nie podał się nigdy do dymisji, nikt nie złożył też oskarżenia o zniesławienie. Na miłość boską, to znaczy, że nie funkcjonuje to, co chcielibyśmy nazywać prawodawstwem, prawem, czy już nie wiem czym.
Również wiele urzędów powołanych do ścigania przestępstw nie reaguje na liczne enuncjacje prasowe, w których oskarża się wprost wysokich urzędników, m. in. Ministerstwa Finansów, wręcz o przestępstwa, o łapówkarstwo.
Prasa, która korzysta z wolności, pisze co chce. Często doświadczam tego na własnym przykładzie, bywa, iż mija się z prawdą. Ale trzeba by, jak sądzę, zastanowić się nad wieloma formalnymi jej doniesieniami, bo nie dają one żadnych efektów. Nie ma po prostu żadnej reakcji.
W państwach Europy Zachodniej, gdzie korupcja jest zapewne nie mniejsza niż u nas, jeżeli minister jeden tylko raz został oskarżony, że doniósł szwagrowi o pewnych możliwościach zrobienia interesu, a napisała o tym wielkonakładowa prasa, natychmiast musiał podać się do dymisji. U nas takie historie się nie zdarzają, natomiast mają miejsca inne historie.
W Stanach Zjednoczonych Ameryki funkcjonuje pojęcie potoczne ?złote spadochrony?. Rzecz polega na tym, że wysocy urzędnicy państwowi, piastujący w okresie kadencji poszczególnych prezydentów ważne funkcje i otrzymujący niskie wynagrodzenie w stosunku do tego, jakie by mogli otrzymywać w firmach prywatnych, w biznesie czy wypełniając inne obowiązki zawodowe, bo zwykle są to wysokiej klasy specjaliści, w nagrodę za godną, nienaganną służbę wobec państwa, otrzymują posady w radach nadzorczych wielkich korporacji. I to są posady bardzo dobrze wynagradzane. Nikt w Stanach nigdy nie zgłasza sprzeciwu wobec takich praktyk.
Natomiast w Polsce, trzeba chyba sobie to dziś powiedzieć, funkcjonuje inny system, nazwałbym go ?czarne spadochrony?. Polega on na tym, że jak któryś z wysokich urzędników państwowych ?nabroi?, złamie prawo, jest oskarżony o korupcję, o poważne błędy, o przyczynienie się do strat, zwłaszcza grosza publicznego, to na tym ?czarnym spadochronie? ląduje mięciusieńko.
Oto jedna ze spraw, niedawno nagłaśniana Bank Źląski. Słynny ekspert bankowy, niejaki pan Sławomir Sikora, po odwołaniu (a wiem, że prawdopodobnie będzie miała ta sprawa konsekwencje prokuratorskie) ląduje miękko na funkcji dyrektora jednego z prezesów zarządu Powszechnego Banku Kredytowego. Następny znany spadochroniarz, były minister, niejaki pan Kawalec, staje się szefem doradców Banku Handlowego. Pan minister Chmielak w błyskawicznym tempie zostaje prezesem ?Warty? nie dalej jak w kilka tygodni po tym, kiedy w protokole NIK zarzuca mu się bardzo poważne złamanie prawa przez sprzedaż 4% akcji skarbu państwa bez odpowiednich uzgodnień w tym zakresie.
To są oczywiście tylko trzy przykłady. Takich przykładów można by podać bardzo wiele. To są właśnie te mechanizmy, które powodują, że w społeczeństwie polskim nie ma wiary w chęć elit politycznych do naprawy w tym względzie.
Wysoka Izbo! To nie kto inny, tylko ta Izba może wpłynąć na konkretne rozwiązania i wymusić odpowiedni ciąg wydarzeń. Myślę, że można to zrobić w formie odpowiedniej uchwały parlamentu. Jeśli zajdzie potrzeba, to Polskie Stronnictwo Ludowe takie działania podejmie, rozmawiałem już w tej sprawie z wieloma kolegami.
Bardzo proszę pana, panie prokuratorze generalny, aby przynajmniej wyrywkowo sprawdzić kilka co poważniejszych, co grubszych spraw, w których nastąpiło umorzenie, bo jestem przekonany, że przynajmniej część z nich umorzono bez racjonalnych i formalnoprawnych podstaw. Myślę, po pańskiej dzisiejszej wypowiedzi, jestem wręcz przekonany, bo nie może być inaczej, że w tej mierze ma pan sporo do zrobienia i że zechce pan to zrobić.
I jeszcze jedna sprawa, o której właściwie miałem nie mówić, bo dotyczy mnie osobiście, ale powiem. Otóż parę miesięcy temu na jednym ze spotkań publicznych pewien drobnego formatu makler giełdowy zelżył publicznie posła Pęka, przewodniczącego komisji parlamentarnej, w słowach, których tu przytaczać się nie godzi. Mało tego, nawoływał publicznie do eksterminacji tegoż osobnika. Zostało formalnie wniesione doniesienie o przestępstwie do prokuratury. Dwa dni temu przychodzi zawiadomienie z podpisem pana prokuratora z Krakowa: z uwagi na niską szkodliwość czynu sprawa zostaje umorzona. Zatem ja też od jutra zacznę lżyć, ale zacznę od prokuratorów. Tak być nie może, Wysoka Izbo. (Oklaski)
Jest oczywiście wiele spraw, o których warto i trzeba powiedzieć. Nie tak dawno ciekawą sytuację mieliśmy w Senacie. Izba ta, właściwie nie wiedzieć czemu, nie dała słynnemu panu senatorowi Gawronikowi szansy oczyszczenia się z zarzutów, mimo że bardzo tego chciał. Myślę, że źle się stało, bo gdyby mu taką szansę dano, to z całą pewnością dzisiaj już byłby oczyszczony. Jest to oczywiście suwerenna decyzja tamtej Izby. Tenże sam senator Gawronik z kolei oskarżył najwyższe czynniki w państwie, że z ich aprobatą doszło do wywiezienia z Polski około 400 mln dolarów. I co? I nic! Właściwie nikt się nawet nie obraził, nikt nie zareagował. Wszystko jest w porządku. Słowem, jest fajnie.
Prokuratorzy nie mogą się doliczyć długów i wyłudzonych kredytów. Rekordziści zagarnęli od 600 do 800 mld zł i nic im podobno nie można udowodnić. Odpowiadają z wolnej stopy. Większość aferzystów, a także pospolitych gangsterów jest zwalniana za kaucją lub, ze względu na zły stan zdrowia, po kilku dniach bądź po kilku tygodniach. Jednocześnie ci sami prokuratorzy powiadają, że zarabiają mało, co jest prawdą, i że też się boją, co także jest prawdą. Nie ma żadnego systemu ochrony świadków. Ludzie boją się zeznawać i będą się bali. Chociaż jestem tylko skromnym posłem, otrzymałem sporo bardzo poważnych pogróżek, podobnie jak i wielu obecnych na tej sali, o czym mi wiadomo. Nie mówię tego po to, żeby się żalić, tylko dlatego, by pokazać, że tworzy się system zastraszania ludzi. Jeżeli to będzie dalej funkcjonować, pójdziemy w kierunku rozwiązań bliższych raczej włoskiemu systemowi, który tak ciężko obecnie wykorzenić.
Wysoka Izbo! Otwarcie granic spowodowało, że w Polsce zaczynają się pojawiać przestępstwa innego typu. Są to zorganizowane przestępstwa ponadnarodowego świata przestępczego. Mafie w Polsce rozpoczęły już walkę nie o haracz, zyski z prostytucji czy z hazardu, ale o wywóz śmieci, o zamówienia budowlane, pranie brudnych pieniędzy na wielką skalę, a nawet przejmowanie małych i średnich przedsiębiorstw w procesie prywatyzacji. Wspomnę tylko wątek niemieckiego biznesmena Dietera Brockmana, zamordowanego ostatnio w Niemczech, który kupił jeden z prywatyzowanych w Polsce dworów, żeby go szybko sprzedać i w ten sposób uprać pieniądze. Jakoś UOP nie prowadzi tej sprawy, a chyba powinien wiedzieć, z kim w Polsce miał powiązania ten niemiecki biznesmen pracz. Jest taka słynna i znakomita reklama: ?Ociec, prać?. Myślę, że obecnie trzeba zmienić tę sentencję, że Polska staje się słynną pralnią, tyle że brudnych pieniędzy. To, co się działo na giełdzie w okresie spadku akcji, było traktowane niezwykle delikatnie wszyscy bali się wypowiadać publicznie na ten temat, żeby nie być oskarżonym o załamanie warszawskiej giełdy. Wszyscy jednak wiedzieli też, że w okresie tego gwałtownego spadku akcji wypłynęły trudno powiedzieć, ile wielkie pieniądze polskich drobnych ciułaczy. Nie ma żadnego systemu, który tego typu praktyki by ograniczał.
Myślę, że na ten temat można by jeszcze mówić bardzo wiele. Na koniec chciałbym wygłosić kilka sentencji.
Nie dalej jak dwa dni temu przyjąłem delegację Fiata Auto Poland. Wiem, że delegacja ta złożyła do pana prokuratora generalnego formalne doniesienie o przestępstwie. Ze wstępnej i bardzo powierzchownej analizy dokumentów wynika, że mieliśmy tam do czynienia z grabieniem majątku narodowego na wielką skalę. Straty, jak sądzą, trzeba liczyć w biliony złotych. Sprawa ta nie wyszła na jaw dopiero dzisiaj. Plącze się ona w różnych prokuratorach rozmaitych szczebli od wielu miesięcy bez żadnych efektów. Wszyscy boją się to ruszyć. Jak sądzę, pan prokurator generalny będzie miał okazję mieć nadzór osobisty nad tą sprawą, bo jest nad czym, zapewniam.
Wysoka Izbo! Parę miesięcy temu zgłoszono w tej Izbie projekt, który, jak sądzę, wart jest dzisiaj przedyskutowania przy okazji omawianego tematu, dotyczy bowiem powołania specjalnej, stałej komisji o uprawnieniach śledczych, w skład której wchodziłyby autorytety moralne z poszczególnych klubów (bez żadnych zróżnicowań typu politycznego). Byłaby to jedyna skuteczna i realna broń parlamentu, służąca egzekwowaniu bardzo poważnych spraw. Jestem pewien, że tego typu rozwiązanie powszechnie przyjmowane w Stanach Zjednoczonych w obu izbach, a doraźnie w Anglii, w Niemczech, we Francji i w innych państwach demokracji w okresie przejściowym może być bardzo skutecznym orężem w walce z przejawami korupcji, mającymi powiązanie z polityką. Tam właśnie, gdzie nie ma dostępu do materiałów, gdzie bardzo trudno dojść do sedna sprawy, taka komisja mogłaby szybko, mając odpowiednie uprawnienia, wyciągać sprawy na światło dzienne. Myślę, że w wielu zagadnieniach poprawiłoby to skuteczność. Jeżeli Polskie Stronnictwo Ludowe zechce przyjąć taką inicjatywę, to wysunę ją na jednym z najbliższych posiedzeń klubu oraz przedstawimy ją na forum parlamentu. Myślę, że sprawa do tego dojrzała, a ta debata potwierdza, że jest ogrom spraw, które mamy do załatwienia.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Na koniec pozwolę sobie przytoczyć z pozoru śmieszną anegdotę, która dotyczy mnie osobiście. Otóż jeden z tzw. autorytetów zagadnął mnie kiedyś mniej więcej tymi słowy: Panie pośle Pęk, pan to wszędzie te ?smoki? widzisz. Ano, mówię, to prawda. Smoków ci u nas dostatek i jeno świętych Jerzych nie staje...
