Dyskusja nad informacją rządu o prywatyzacji Banku Źląskiego. (1 punkt porządku dziennego)
1994-03-10, Obrady Sejmu RP, 2 kadencja, 14 posiedzenie, 1 dzień

Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Debata nad prywatyzacją Banku Źląskiego budzi ­ bo budzić musi ­ emocje nie tylko Wysokiej Izby, ale także poważne emocje społeczne. Otóż mamy do czynienia z największą dotąd prywatyzacją w III Rzeczypospolitej, prywatyzacją przeprowadzoną przez giełdę. Zapewne sprawa ta nie budziłaby społecznych emocji, nie dyskutowalibyśmy dzisiaj na ten temat w Wysokiej Izbie, gdyby nie liczne i bardzo poważne błędy popełnione w toku tej prywatyzacji, które rzutują i rzutować muszą na całokształt związanej z tym problematyki.

Wysoka Izbo! W imieniu Polskiego Stronnictwa Ludowego muszę się jednak odnieść do wypowiedzi mojego wielce szacownego poprzednika, który był uprzejmy poruszyć kilka aspektów tej sprawy mających charakter skandalizujący. Otóż uprzejmie Wysoką Izbę informuję, iż pojęcie tzw. listy Pęka jest wymysłem prasowym, zrodzonym w wyniku wielu przekłamań, błędnych informacji i niedomówień. Wysoka Izbo! Tego typu informacje pojawiają się zawsze wówczas, gdy zarówno Wysokiej Izbie, jak i społeczeństwu polskiemu nie przedstawia się rzetelnej informacji. (Oklaski)

Polskie Stronnictwo Ludowe obiecało ­ i obietnicy dotrzyma ­ że wszelkie tego typu sprawy będzie się starało spokojnie, rzetelnie, możliwie profesjonalnie wyjaśnić i podawać wszystkie fakty do wiadomości Wysokiej Izby, a także społeczeństwa. Wymaga tego budowa praworządnego państwa. Jak powszechnie wiadomo, w III Rzeczypospolitej wiele faktów świadczy o tym, że z praworządnością nie jest najlepiej. I dlatego byłoby wielkim politycznym błędem Wysokiej Izby, gdyby jakiekolwiek przyczyny sprawiły, że ta informacja możliwie szybko nie zostałaby sprawdzona i udostępniona. Niemniej jednak moim zadaniem jest dzisiaj odnieść się w sposób pragmatyczny ­ na podstawie posiadanych przez nas informacji ­ zarówno do przedłożenia rządowego, wygłoszonego na jednej z poprzednich debat przez przedstawiciela Ministerstwa Finansów, pana Chmielaka, jak i do tej faktografii, która dzisiaj już jest znana i którą Polskie Stronnictwo Ludowe przyjęło do wiadomości.

Otóż, Wysoka Izbo, przy prywatyzacji Banku Źląskiego, która była pierwszą wielką prywatyzacją przeprowadzoną przez rząd Waldemara Pawlaka, popełniono ogromną liczbę błędów o wielkim znaczeniu i błędów drobniejszych. Na wstępie pozwolę sobie odnieść się do błędów, które mają znaczenie najistotniejsze. Przede wszystkim: kwestia wyceny akcji. Przypomnę, że akcje te zostały wycenione administracyjną decyzją ministra finansów ­ po unieważnieniu pierwszego przetargu ­ i cena została ustalona na poziomie 500 tys. zł za akcję. Ten fakt w sposób decydujący wpłynął na wszelkie emocje związane z tą prywatyzacją. No bo, na miły Bóg, skoro tak ustalono na wyjściu, a następnie rynek kapitałowy, czyli giełda, zdecydował, że cena podczas pierwszego notowania wyniosła 6750 tys. zł, czyli przebicie było 13,5-krotne, to jakże można powiedzieć, że wszystko było w porządku. Jest oczywiste, że cena akcji została w wysokim stopniu nie doszacowana. Podkomisja, której miałem zaszczyt przewodniczyć, starała się wszelkimi możliwymi sposobami ustalić, jakie to fakty, jakie działania wpłynęły na tak wielkie niedoszacowanie tych akcji. Ustaliliśmy, co następuje.

Po pierwsze, w trakcie przygotowywania tych przekształceń zrezygnowano z przeprowadzenia wyceny i sprzedaży akcji przez giełdę papierów wartościowych, która w sposób obiektywny, bez ingerencji urzędniczej, ustaliłaby cenę rynkową w dniu sprzedaży, w dniu pierwszego notowania.

Po drugie, firmy konsultingowe i doradcze, prowadzące ten proces ­ a przypomnę, że cała ta operacja kosztowała skarb państwa 58 mld zł ­ przyjęły błędny, naszym zdaniem, system wyceny, opierając go na wartości księgowej tego banku. Na świecie stosuje się powszechnie właściwie dwie metody wyceny, zwłaszcza jeżeli chodzi o banki. Pierwsza ­ według mnożnika zysku banku ­ jest to współczynnik 5 do 7. Był tu, oczywiście, jeszcze jeden element: mianowicie przygotowując prospekt emisyjny, zarząd banku przedstawił wyniki za I półrocze. Te wyniki okazały się bardzo zaniżone w stosunku do rzeczywistego wyniku, który został ogłoszony na koniec roku. Ale gdyby nawet przyjąć tamten wskaźnik zysku, to cena ustalona za pomocą tego wskaźnika byłaby wielokrotnie wyższa. Eksperci, specjaliści od bankowości, z którymi rozmawiałem, oświadczyli, że można było tę wycenę zrobić polskimi siłami, tutaj, u nas w kraju, za pieniądze 10-krotnie mniejsze. Jestem przekonany, że byłoby to zrobione uczciwie i solidnie, a efekt końcowy byłby znacznie korzystniejszy.

Opierając się na tej dokumentacji, którą dysponowaliśmy, na wskaźnikach giełdowych, na tendencjach giełdowych i wskaźniku P/E oraz biorąc pod uwagę fakt, że nie przeprowadzono badań rynkowych w celu ustalenia optymalizacji ceny giełdowej, jestem przekonany, że cena emisyjna tych akcji powinna być ustalona na poziomie minimum 2 mln zł. Otóż Wysoka Izbo, w tego typu prywatyzacjach kapitałowych każda złotówka ma duże znaczenie. Gdyby akcje te były wycenione jedynie na 600 tys. zł ­ a pojawiały się liczne głosy, że ta cena emisyjna jest zaniżona ­ to do budżetu państwa wpłynęłoby (za każde 100 tys. na wyjściu) 603 mld zł. Gdyby przyjąć cenę emisyjną w wysokości 2 tys. złotych... (Wesołość na sali)

(Poseł Aleksander Kwaśniewski: Jak łatwo popełnić błąd.)

...2 mln zł ­ z czym np. zgodził się pan minister Kaczmarek, który oświadczył, że akcje te powinny być wycenione na 2­2,5 mln zł ­ to różnica, która nie wpłynęła do budżetu państwa wyniosłaby 8958 mld. Należy z tego wyciągnąć daleko idące wnioski i w przyszłości odejść ­ co sugerowała podkomisja ­ od tego typu sposobów wyceny, które nie biorą pod uwagę uwarunkowań rynkowych i oddają decyzję w ręce administracji.

W sprawie jest, oczywiście, niezwykle istotny następny element ­ który prasa ze szczególną satysfakcją przedstawiała w krzywym zwierciadle ­ mianowicie element tzw. inwestora strategicznego. Jak Wysokiej Izbie wiadomo, inwestorem strategicznym ­ po unieważnieniu pierwszego przetargu ­ stała się decyzją administracyjną ministra finansów holenderska grupa kapitałowa ING. Bank ten zakupił od skarbu państwa po cenie emisyjnej pakiet 25,9% akcji. Zakupił po takiej cenie; nie złożył jednak żadnych deklaracji, które z natury rzeczy powinny stanowić normalne zobowiązanie inwestora strategicznego. Istnieje jedynie zapis, że ING nie sprzeda akcji w ciągu 3 lat, co ponadto nie jest obwarowane żadnymi obostrzeniami czy sankcjami prawnymi, na wypadek gdyby zobowiązanie to nie zostało dotrzymane. Bank ten nie złożył żadnego zobowiązania o dokapitalizowaniu BSK, o wprowadzeniu nowoczesnych technologii, nowych rozwiązań dotyczących zarządzania, menedżmentu itd. Inwestor strategiczny w rozwoju rynku kapitałowego jest niezbędny, ale nie na takich warunkach, że gospodarz ­ właściciel działający w imieniu skarbu państwa, czyli nas wszystkich ­ oddaje po tak niskiej cenie praktycznie kontrolny pakiet najlepszego komercyjnego banku polskiego; banku, który kontroluje większość przemysłu Źląska! (Oklaski)

Wysoka Izbo! Ten fakt ma niezwykle istotne znaczenie dla sprawy, bowiem, naszym zdaniem, to właśnie usilne poszukiwanie inwestora strategicznego w decydujący sposób wpłynęło na zaniżenie ceny emisyjnej akcji. W umowie jest zapis, że skarb państwa, który pozostawił sobie 31% akcji nie może podjąć żadnych decyzji o znaczeniu strategicznym bez zgody ING. Oznacza to, że holenderska grupa kapitałowa uzyskała bardzo istotny wpływ na strategię działania BSK za cenę właściwie żadną ­ 1200 mld, które ING zapłacił za ten swój pakiet akcji, to jest mniej więcej tyle, ile w Banku Źląskim wydano na najnowocześniejszy światowy system komputerowy! W czterech latach inwestycje skarbu państwa, w tym banku, wyniosły ponad 100 mln dolarów, a ING uzyskał pakiet kontrolny za 60 mln dolarów. Rozumiem wszystkie książkowe zapisy, ale gdzie sens, gdzie logika? Z faktami nie można się kłócić. Można, owszem, politycznie przegłosować, że 2 x 2=5, jak nieraz zdarzało się na posiedzeniu Komisji Przekształceń Własnościowych, ale z faktami polemizować nie można. A co by się stało, Wysoka Izbo, gdyby z takich czy innych powodów ­ a jest to teoretycznie możliwe ­ inwestor strategiczny odsprzedał te akcje państwu, które jest zainteresowane przejęciem kontroli nad decydującą częścią gospodarki Źląska? Co by się stało?

Wysoka Izbo! W procesie prywatyzacji Banku Źląskiego wystąpiło, zdaniem podkomisji, kilka istotnych zjawisk, które wymagają dalszego wyjaśnienia. Chciałbym tu wyraźnie stwierdzić, że w informacji udostępnionej przeze mnie wszystkim członkom Komisji Przekształceń Własnościowych w normalnym trybie, a następnie w trybie nie uzgodnionym z komisją, wobec zatwierdzenia przez Wysoką Izbę debaty parlamentarnej, nie ma żadnych informacji tajnych łamanych przez poufne. Nie ma. Wszystkie dokumenty, które są tam cytowane, nie mają nawet klauzuli ?poufne?. A jeżeli jeden z dyrektorów Ministerstwa Finansów, specjalista zawodowiec, podobno wybitny ekspert, oświadcza Komisji Przekształceń Własnościowych, że jeżeli coś jest w segregatorze związane sznurkiem i oplombowane, to znaczy, że jest tajne, to zaczynam mieć wątpliwości ­ zresztą miałem je zawsze ­ co do profesjonalizmu, o którym tyle było mowy.

Z informacji tych wynika, że po pierwsze ­ rzecz bez precedensu ­ składająca się z nieprofesjonalnych posłów podkomisja stwierdza błąd. W dacie umowy, praktycznie międzypaństwowej, w której chodzi o biliony zł, o 3 mln dolarów na konsulting i doradztwo, podkomisja stwierdza błąd ­ niewielki, bo tylko o rok ­ i następnie oświadcza się, że właściwie nie ma problemu, bo nastąpiła tylko pomyłka w dacie. Na to ja, inżynier zootechnik, tyle razy wyśmiewany przez prasę jako nieprofesjonalny specjalista, stwierdzam, że w GS albo w SKR, którą miałem zaszczyt kiedyś kierować, taki błąd nie byłby możliwy. (Oklaski) Stawia to pod wielkim znakiem zapytania kontynuowanie za ogromne pieniądze konsultingu i doradztwa zachodniego, którego efektywność pozostawia wiele do życzenia. Jeden z rolników na spotkaniu powiedział, że to jest jak jemioła ­ ładnie z daleka wygląda, ale jak jej za dużo narośnie, to drzewo uschnie. (Oklaski) Myślę ­ trzeba to rozważyć i uczynię wszystko, co możliwe, aby Komisja Przekształceń Własnościowych takie wnioski przyjęła ­ że dalsze korzystanie na tak szeroką skalę z bardzo drogiego i wątpliwej jakości konsultingu firm zachodnich należy ograniczyć, bo zwykle są to firmy, które na swoich rynkach nie znajdują zatrudnienia. (Oklaski)

Następną sprawą, o której trzeba powiedzieć, są zapisy w umowie, co do których podkomisja ma zasadnicze wątpliwości, czy osoby działające w imieniu Ministerstwa Finansów nie przekroczyły swoich kompetencji. Otóż przed podpisaniem umowy międzynarodowej, regulującej spłatę naszego zadłużenia zagranicznego, daje się zapewnienie o możliwości wykupu dalszych akcji skarbu państwa dotyczących tego banku za pomocą skryptów dłużnych. ING, grupa holenderska, jest jednym z głównych operatorów polskiego zadłużenia na wtórnym rynku. Jeżeli rzeczywiście doszłoby do tego, spowoduje to radykalne zaniżenie wartości tego długu, wynoszącej dzisiaj ok. 35 centów za dolara. Może ona także uzyskać pełną kontrolę nad bankiem czy innymi firmami i to rozszerzenie kontroli dokonałoby się za pieniądze, których wartość nie tylko zaniżono przy wycenie, ale jeszcze dodatkowo obniżono przez spekulacje na giełdzie regulującej ceny wtórnego zadłużenia. Jest również zobowiązanie o wyłączności w imieniu skarbu państwa ­ jeżeli będzie to zgodne z obowiązującym prawem ­ tworzenia systemów ubezpieczeń, wykorzystując do tego sieć Banku Źląskiego. Robi się to wówczas, gdy wiadomo, że zgodnie z polskim prawem takie rozwiązania będą możliwe dopiero po roku 1998 ­ i robią to urzędnicy niższego szczebla.

Oczywiście, można by powiedzieć, że ujawniamy wielkie tajemnice państwowe, ale pytam: czy jest to w interesie Polski? Czy wolno dopuścić do tego, żeby urzędnicy bez ustaleń międzynarodowych decydowali o takich zapisach? Mam bardzo poważne wątpliwości. (Oklaski)

Następna kwestia, o której chcę powiedzieć, związana jest z pakietem akcji pracowniczych. Otóż podkomisja, mimo usilnych starań, nie znalazła żadnej podstawy prawnej do przydziału akcji poza akcjami preferencyjnymi. Przypomnę, że było to 3% akcji, czyli według podkomisji 7% akcji przydzielonych zostało pracownikom Banku Źląskiego bezprawnie ­ 7% akcji spośród 10! Wysoka Izbo! To nie przelewki, bo różnica między ceną emisyjną a ceną uzyskaną na giełdzie ­ a dostęp do tej giełdy po pierwszych notowaniach wskutek manipulacji biura maklerskiego Banku Źląskiego mieli prawie wyłącznie pracownicy tego banku ­ to są biliony złotych. (Oklaski) Z dnia na dzień ludzie zatrudnieni w Banku Źląskim, wypaczając zupełnie idee własności pracowniczej, którą Polskie Stronnictwo Ludowe popiera, zarobili biliony bez podatku, a skarb państwa nie uzyskał wpływów, bo gdy powiedziałem, że stracił, to okazało się, że to nie jest to samo. (Oklaski)

Wysoka Izbo! Są bardzo poważne zastrzeżenia co do zapisów zawartych w prospekcie emisyjnym. Podkomisja uzyskała informację, że zapisy w prospekcie emisyjnym dotyczące poszczególnych lat są niezgodne z rzeczywistymi wynikami Banku Źląskiego. Te sprawy ­ i jeszcze wiele innych ­ wymagają bardzo dokładnego i precyzyjnego zbadania. Wczoraj po nieprzyjęciu ­ ale przecież nie odrzuceniu ­ przedwczorajszego sprawozdania Komisja Przekształceń Własnościowych przyjęła wiele ustaleń o przekazaniu do wyjaśnienia prokuraturze, Najwyższej Izbie Kontroli, a także Urzędowi Ochrony Państwa konkretnych problemów w sprawach, w których, naszym zdaniem, możliwa była zmowa. Tym bardziej utwierdza nas w tym przekonaniu fakt, że były minister finansów pan Osiatyński na jednym z posiedzeń Komisji Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów oświadczył, że sprawę powinien zbadać UOP, bo jest nie wykluczone, że taka zmowa miała miejsce.

Fakty, o których powiedziałem, są wystarczającymi argumentami, żeby ta sprawa została wyjaśniona bardzo precyzyjnie i do końca. Do dzisiaj nie uzyskaliśmy odpowiedziali od pana prokuratora generalnego na prośbę o udostępnienie nam dokumentacji, której nie mieliśmy. Zgoda, są pewne zabezpieczenia formalno-prawne, rozumiem, ale nie może być tak, żeby komisja parlamentarna nie uzyskała odpowiedzi od państwowego urzędnika. Tak być nie może! (Oklaski) Wysoka Izba zgadzając się na taką sytuacją traci prestiż. Myślę, że sprawa prestiżu Wysokiej Izby i jej poszczególnych komisji ma ogromne znaczenie, bo tak na prawdę to od którejkolwiek strony zacząć, wszystko kończy się na stwierdzeniu, że racje polityczne, takie czy owakie, w ostatecznym rozrachunku decydują o tym, że nie możemy sprawy posunąć do przodu, że tracimy wiarygodność jako parlament i jako koalicja rządząca. (Oklaski)

Nie wiem, czy są specjalne listy przydziałów, w co ewentualnie zamieszani są politycy albo wysocy urzędnicy państwowi. Nie mam jednak pewności, czy takich list nie ma. Moim obowiązkiem jest domagać się, żeby Wysoka Izba uzyskiwała pewność, że dalszych dodatkowych manipulacji nie było. (Oklaski) I nie zgadzam się ­ myślę, że Wysoka Izba zechce podzielić to stanowisko ­ żeby informacje na ten temat przekazywały te organy państwowe, które ponoszą odpowiedzialność za taki stan rzeczy.

Wysoka Izbo! Kończąc wypowiedź, chciałbym zapewnić w imieniu Polskiego Stronnictwa Ludowego, że kierujemy się zimną, żelazną logiką: Nie jest naszym celem podburzanie opinii publicznej, ale dochodzenie prawdy i budowanie zrębów państwa prawa i sprawiedliwości. Nie może być tak, żeby kolejne sprawy o posmaku afer nie znajdowały rzeczowego wyjaśnienia, a w ślad za tym nie szły także formalnoprawne ustalenia, eliminujące możliwość powtarzania się takich afer w przyszłości.

Tak być nie może i za to ponoszą odpowiedzialność nie poszczególne kluby, lecz cała Wysoka Izba.

Zgłaszam w imieniu Polskiego Stronnictwa Ludowego wniosek formalny, aby materiał przedstawiony w tej sprawie przez rząd został przez Wysoką Izbę odrzucony, jest on bowiem powierzchowny (Oklaski) i nie zawiera wystarczającej liczby informacji i odniesień do spraw najistotniejszych w tej prywatyzacji.

Pozwolę sobie na koniec także na pewną osobistą refleksję. W sprawie tej było wiele doniesień prasowych. Wolna demokratyczna prasa w praworządnym państwie ma ogromne znaczenie i nie tylko powinna kształtować opinię publiczną, ale także wspierać budowę zrębów praworządności, o której mówimy. W tych doniesieniach prasowych przekłamań było tyle, że czas najwyższy zastanowić się, czy jest to w porządku i czy ?czwarta władza? rzeczywiście przyczynia się do budowy praworządności.

Bezsprzecznym prawem demokratycznej prasy jest pokazywanie rzeczy trudnych, nawet najtrudniejszych. Prasa może również się mylić. Ale nikt nie ma prawa do przeinaczania faktów, podawania faktów nieprawdziwych i tworzenia wokół jednej sprawy atmosfery sensacyjnej, a wokół drugiej ­ ośmieszającej.

Dwa przykłady z ostatnich dni: sprawa Banku Źląskiego ­ z jednej strony, a z drugiej ­ sprawa poznańska dowodzą najlepiej, że o podobnych sprawach można mówić z dwóch diametralnie różnych pozycji. Niech mi wybaczą środki masowego przekazu, bo mówię tylko o niektórych periodykach. Mowa jest potęgą, ale czasem brakuje słów, dlatego zacytuję urywek z wiersza wielkiego polskiego poety Juliana Tuwima i kieruję go do tej części środków masowego przekazu, która taką praktykę stosuje: ?Lecz nade wszystko ­ słowom naszym,/ Zmienionym chytrze przez krętaczy,/ Jedyność przywróć i prawdziwość:/ Niech prawo zawsze prawo znaczy,/ A sprawiedliwość ­ sprawiedliwość?. (Długotrwałe oklaski)