Traktat z Lizbony (debata na posiedzeniu plenarnym w Strasburgu)
2008-02-20, Strasburg

Panie Przewodniczący! Proces integracji europejskiej sam w sobie nie jest czymś złym, wręcz przeciwnie. Jeśli byłby przeprowadzany uczciwie, na zasadach solidaryzmu i rzeczywistego poszerzania demokracji, mógłby być powszechnie akceptowany. Tymczasem dzisiaj nad tym gmachem i nad Unią Europejską unosi się duch powszechnej obłudy. Nie da się zaprzeczyć, że budowa tego quasi-państwa europejskiego na takich zasadach, jak zapisane w traktacie, zdecydowanie ograniczy realną demokrację, która stanie się w rzeczywistości demokracją blankietową.

W samym Parlamencie ograniczono demokrację wypowiedzi i manifestowania woli politycznej posłów. Instytucje europejskie i biurokracja europejska przejmuje kluczowe kompetencje, a największe państwo nie jest w stanie zdelegalizować ewidentnie faszystowskiej partii, która wzywa do zmiany granic europejskich.

Mówicie dzisiaj o wspólnej polityce energetycznej. Dlaczego nie ma tu powszechnego oburzenia przeciwko rurociągowi, który Niemcy z Rosją ponad głowami Polski, Litwy i Estonii prowadzą przez Bałtyk, żeby dać możliwość Rosji odcięcia dostaw energii do tych krajów? Dlatego nie dajemy wiary w wasze dobre intencje. Ta wiara jest podstawą przyszłości, bo budować można tylko na prawdzie.