Sprawozdanie Komisji Nadzwyczajnej w sprawie wniosku prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o ponowne rozpatrzenie ustawy z dnia 7 marca 2001 r. o reprywatyzacji (druki nr 2719 i 2808).
(19 punkt porządku dziennego)2001-05-24, Obrady Sejmu RP, 3 kadencja, 109 posiedzenie, 3 dzień
Panie Marszałku! Pani Minister! Wysoki Sejmie! Tak oto od 10 lat toczy się w Polsce bitwa o własność. Dzisiejsza odsłona tej bitwy ma bardzo istotne znaczenie, albowiem ustawa reprywatyzacyjna miała przekazać ową własność w masowej skali w ręce wąskiej grupy. Trzeba powiedzieć na wstępie i mówię to, występując w imieniu Polskiego Stronnictwa Ludowego, że polskie społeczeństwo tę bitwę o własność przegrywa.
Nie można nie odnieść się na początku do prawa moralnego, o którym mówili niektórzy moi przedmówcy. Jakież to, panie pośle Wyrowiński, prawo moralne nakazuje Unii Wolności głosować przeciwko uwłaszczeniu które nadaje majątek kilkunastu milionom Polaków, w mniejszej skali, jeśli chodzi o wydatki budżetu, niż ustawa reprywatyzacyjna czyli być jednocześnie przeciw uwłaszczeniu i za reprywatyzacją, która co najmniej 44 mld zł oddaje w ręce bardzo wąskiej grupy? To jest moralność Unii Wolności.
Jeżeli jesteśmy już przy moralności, to trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie, że ta ustawa nie naprawia wszystkich krzywd wyrządzonych w tzw. PRL-u. Powiem więcej: Chce, naprawiając krzywdy stosunkowo wąskiej grupy, uczynić poważne krzywdy większości polskiego społeczeństwa. Tak jest, Wysoka Izbo, albowiem majątek, którym dysponuje dzisiaj skarb państwa, jest ograniczony. W wyniku działań prywatyzacyjnych prowadzonych od dłuższego czasu w III Rzeczypospolitej, z gorliwością zaiste ideologiczną i liberalną, a z jakością fatalną, polskie społeczeństwo stanęło obecnie nie tylko przed dylematem utraty własności strategicznej, co w znacznej mierze ograniczy suwerenność wszystkich następnych pokoleń, ale także przed dylematem wynikającym pośrednio z takiej ideologii w gospodarce i w makroekonomii, gdy koszty transformacji zostają przerzucone na dziesiątki milionów ludzi o średnich i niskich dochodach. Tylko w tym kontekście rozważając owo prawo moralne, o którym tu dzisiaj tak głośno, Polskie Stronnictwo Ludowe stwierdza: Nie jesteśmy przeciwni reprywatyzacji, jesteśmy jedynie przeciwni reprywatyzacji w tym wydaniu, jakie proponowała ustawa sejmowa, która nakazywała realizację zobowiązań wobec jednej grupy kosztem większości polskiego społeczeństwa, w skali przekraczającej znacznie możliwości finansów publicznych. I to w momencie arcytrudnym, bowiem nie kto inny, tylko twórcy i zwolennicy tej ustawy doprowadzili budżet państwa, finanse publiczne i gospodarkę polską do stanu przed zapaścią, co widać wyraźnie, zwłaszcza w wielkich grupach społecznych, co dramatycznie wygląda na polskiej prowincji, na polskiej wsi, ale także w obszarze owej klasy średniej, o którą tu niektórzy się martwili, a wcześniej czynili wszystko, żeby ona była słaba i żeby, broń Boże, nie powstała. Zatem gdzie jest prawda? Czy występujący masowo w różnych mediach pseudonaukowcy mają moralne prawo do publicznego stwierdzenia, że jeżeli ta ustawa nie przejdzie, to polski skarb państwa będzie narażony na roszczenia rzędu 300 mld nowych złotych? Powtarzam, Wysoka Izbo, 290300 mld nowych złotych to ma być koszt, jaki zapłaci Polska, polski naród, polski budżet, polski skarb państwa, jeżeli nie wykonamy ustawy reprywatyzacyjnej w obecnym przedłożeniu. Toż to tak piramidalne, astronomiczne kłamstwo, że właściwie nie powinno się o tym mówić. Ale jakże nie mówić? Dwa budżety państwa polskiego w wyniku jakichś ingerencji sądowych... Niektórzy jeszcze twierdzą, że sądy obcych państw mają jurysdykcję na obszarze suwerennej Rzeczypospolitej, co jest następnym fundamentalnym kłamstwem. Ale to jest jak, jakby Polska wywołała wojnę, następnie wojnę tę przegrała, podpisała bezwarunkową kapitulację i reparacje wojenne narzucone przez zwycięski obóz byłyby rzędu 300 mld dolarów. Otóż zapewniam, że żadne zwycięskie państwo nie odważyłoby się takich reparacji Polsce narzucić, bo to w sposób oczywisty przekracza wszelkie możliwości tego państwa i musiałoby go do doprowadzić do ruiny, ze skutkami politycznymi także dla ewentualnego zwycięzcy i okupanta. A my w wolnym, demokratycznym państwie opowiadamy o takich możliwościach. Z takimi absurdami trudno w ogóle polemizować, bowiem liberalne media tę stronę medalu uporczywie przedstawiają jako stan faktyczny.
Mówiono tu szeroko o wątpliwościach natury konstytucyjnej. Polskie Stronnictwo Ludowe podziela te wątpliwości, jednakże czas mojego wystąpienia nie pozwala na dokładne odniesienie się. Można natomiast powiedzieć parę słów o symulacji przeprowadzonej w Ministerstwie Skarbu Państwa, która zakłada, że całkowity koszt operacji reprywatyzacyjnej będzie wynosił ok. 44 mld nowych złotych. Postawmy zatem pytanie, bo pan poseł Wyrowiński oświadczył przed chwilą, że jest to jedynie ok. 6% łącznego majątku. Oczywiście tak, jeśli liczyć majątek cały, a więc lasy, pola, place, mosty, drogi, wszystko to, co posiada skarb państwa. Ale my jesteśmy poważni i mówimy o tym majątku, który daje się spieniężyć, a więc majątku w postaci akcji i udziałów. Zostało go w tej chwili niewiele ponad 110 mld zł, a może już dzisiaj mniej. Czy nie jest to połowa albo prawie połowa majątku? Przy czym trzeba przedstawić bardzo wyraźne stwierdzenie i zastrzeżenie. Ponieważ są to tylko szacunki, więc należy założyć bezwzględnie, że te szacunki mogą być zaniżone i naszym zdaniem, zdaniem Polskiego Stronnictwa Ludowego, są znacznie zaniżone bowiem gdy się zakłada realną rezerwę rzędu sześćdziesięciu paru miliardów, to trzeba założyć, że tak naprawdę planowane koszty będą oscylowały raczej wokół takiej kwoty, a nie kwoty niższej, przekazywanej jako oficjalna. Idźmy dalej tym tropem. Co oznacza przekazanie własności, która daje się sprzedać? Bo w tej części, w postaci akcji i udziałów, daje się sprzedać i gdyby nie fatalna, rabunkowa wyprzedaż prowadzona w tym obszarze za obecnej koalicji w zeszłym roku 26 mld, w tym roku 18 mld nie dałoby się w ogóle zapiąć budżetu z jego podstawowymi wartościami i doszłoby do kompletnego załamania finansów publicznych. Czy to się nie odbędzie kosztem rozwoju, modernizacji, inwestowania w rolnictwo, w ową oświatę, o którą Unia Wolności i liberałowie z Platformy dzisiaj tak się troszczą, a przez kolejne lata dawali co roku coraz mniej środków? Musi się odbyć, bo cudów nie ma. Jest to określony zbiór liczb i pomnożyć się tego dzisiaj nie da, jeżeli się gwałtownie nie przyspieszy rozwoju gospodarczego, a ten dzisiaj oscyluje w granicach 2% PKB, a prawie 90% deficytu budżetowego zostało wykorzystane w pierwszym kwartale. To znaczy, Wysoka Izbo, że reprywatyzacja w takiej skali musiałaby się odbyć na koszt dziewięćdziesięciu kilku procent polskiego społeczeństwa. I od tej prawdy Polskie Stronnictwo Ludowe odstąpić nie może i będzie ją głosić. PSL jest za reprywatyzacją w ograniczonej skali. Uważamy, że to, co zostało odebrane niezgodnie z dekretami nacjonalistycznymi, z dekretem o reformie rolnej, należy zwrócić, należy też wypłacić rekompensaty, jeśli dekrety do tego zobowiązywały, a nie zostało to uczynione. Mamy na to pewną poważną rezerwę. Z każdej prywatyzacji odkładamy dzisiaj 5% akcji na reprywatyzację. Ta rezerwa wynosi 78 mld. Nie znam dokładnej aktualnej kwoty, ale jest to, jak Wysoka Izba widzi, poważna suma. Jest to gotowy pieniądz, który może posłużyć do racjonalnego rozwiązania problemów reprywatyzacyjnych, nie uszczuplając możliwości rozwojowych naszego państwa i nie rujnując finansów publicznych.
Pojawiają się też stwierdzenia, że jakoby nierozwiązanie kwestii reprywatyzacji w myśl liberalnej doktryny mogłoby stanowić pewien istotny problem, jeśli chodzi o nasze przystąpienie do struktur Unii Europejskiej. Jest rzeczą oczywistą, ale trzeba to powtarzać wielokrotnie, inni bowiem powtarzają nieprawdziwe twierdzenia, że żadne prawo unijne nie wymusza od polskiego rządu, od polskiego parlamentu rozwiązania tego problemu i w sferze rokowań problem ten nie jest w ogóle regulowany i poruszany.Ta sprawa więc odpada i nie może być przedmiotem ideologicznych dywagacji w Izbie.
Wróćmy jednak do meritum tej sprawy. Majątek, który dzisiaj po 50 latach czy po ponad 50 latach trwania systemu socjalistycznego w Polsce mamy zwracać, był często tworzony, pomnażany wysiłkiem milionów Polaków, którzy otrzymywali wynagrodzenie znacznie niższe od realnej wartości ich pracy, rzędu 1015%. To są miliony tych, którzy świadczyli pracę w PRL, miliony rolników, którzy w wyniku obowiązkowych dostaw i różnego typu kontrybucji również musieli oddawać obowiązkowo państwu swoje płody i produkty mniej więcej za 1015% ich realnej wartości. Oni nie otrzymali dotychczas nic.
(Głos z sali: Byli okradani.)
Dalej są okradani w wyniku takiej polityki, jaka jest obecnie prowadzona, bo główny koszt transformacji jest przerzucany na ich barki, więc wobec nich ta ustawa jest jawną niesprawiedliwością.
Wreszcie kto zwróci ziemię wywłaszczonym pod różnego rodzaju inwestycje socjalistyczne, zakłady przemysłowe, jak choćby słynna Nowa Huta w Krakowie, w wypadku której z najlepszej ziemi wyrzucono rolników, wypłacając im albo absolutnie symboliczne odszkodowania, albo w ogóle ich nie wypłacając? Kto zrewaloryzuje oszczędności, które mieli ludzie w okresie przełomu balcerowiczowskiego na książeczkach mieszkaniowych? Przecież to są również realne straty wynikające z decyzji państwa polskiego. O tych ludziach się nie mówi. Liczba poszkodowanych obywateli to są dziesiątki milionów, a tu mamy do czynienia według optymalnego rachunku z ok. 250 tys. głównie spadkobierców byłych właścicieli. Czy mamy zatem moralne prawo, żeby tak wielką kwotę przekazać w ich ręce z przyczyn ideologicznych? Muszę powiedzieć, że bulwersuje mnie część dzisiejszej dyskusji, jako że chce się stworzyć wrażenie, że w Polsce nadal obowiązuje stary podział na postkomunę i post-?Solidarność?, a trzeba stwierdzić wyraźnie, że jest to podział nieprawdziwy, sztuczny, który nie tylko zaciemnia realną ocenę, ale i potem może stanowić realną podstawę do uczciwych wyborów, i powiem więcej: jest to skisła zupka, a takie stwierdzenia w ustach tych, którzy w ostatnim okresie doprowadzili gospodarkę na skraj przepaści, po prostu tworzą obraz głęboko nieprawdziwy, nieuczciwy i chyba innych argumentów już brakuje.
Polskie Stronnictwo Ludowe opowiadało się za uwłaszczeniem. Opowiadało się również za prokuratorią i tu różnimy się od Sojuszu Lewicy Demokratycznej bardzo wyraźnie. Uważaliśmy także, że pan prezydent Kwaśniewski w wielu swoich decyzjach, zwłaszcza dotyczących tzw. reform, które zaakceptował choćby w wypadku wniosku dotyczącego mianowania pana Balcerowicza na szefa Narodowego Banku Polskiego wykazał się dużą dozą liberalizmu. Jednakże w tej sprawie popieramy zdecydowanie decyzję pana prezydenta, bowiem ona w tej bitwie o własność nie pozwoli, mam nadzieję i wyrażam ten pogląd w imieniu Polskiego Stronnictwa Ludowego, na pozbycie się właściwie całego majątku, który nam pozostał, co oznaczałoby dla następnych pokoleń po prostu znacznie mniejsze możliwości. Nie byłoby pieniędzy na oświatę, nie byłoby na modernizację, nie byłoby na rolnictwo i na inne podstawowe cele.
Wysoka Izbo! Dzisiaj dyskusja o reprywatyzacji musi być ujęta w ramy rzetelnych obliczeń i rzetelnego stosunku do sytuacji finansów państwa polskiego. Nie jest możliwe naszym zdaniem i, co szczególnie chcę podkreślić, jest niemoralne to, co dzieje się dzisiaj w niektórych mediach i tzw. wolnym świecie, gdzie pojawiają się graniczące z szantażem naciski na rząd polski, na sfery polityczne w Polsce żeby było tolerowane tego rodzaju przedstawianie rzeczywistości i jednocześnie w ślad za tym wydawane środki, które są ostatnią rezerwą i ostatnią nadzieją.
Kończąc, chcę stwierdzić z pełną odpowiedzialnością, że jeżeli Polskie Stronnictwo Ludowe będzie miało możliwość zrealizowania własnego pomysłu na reprywatyzację, to w krótkim czasie taki projekt przedstawimy. Będzie to projekt realizujący, z jednej strony, słuszne roszczenia, ale, z drugiej strony, nienaruszający podstawowych interesów tego narodu i tego państwa, nierujnujący finansów publicznych i gwarantujący ciągłość wykonywania prawa.
Ta ustawa, oprócz realizacji zobowiązań wobec tych, którym kiedyś w wyniku naruszenia dekretów odebrano własność, rozszerzała krąg uprawnionych o osoby, które często były zadłużone wobec budżetu państwa czy skarbu państwa, jeszcze przedwojennego, na sumę przekraczającą wartość majątku. Dotyczyło to zarówno wielkich obszarów rolnych, jak i części przemysłu. Ta ustawa rozszerzała krąg uprawnionych o osoby, które nie mogą dzisiaj udowodnić przed polskimi sądami, że przy odbieraniu im własności naruszono ówczesne dekrety nacjonalizacyjne. To wielki krąg osób. I to jest jakościowa różnica. Prawdopodobnie poszerzyłoby to znacznie, ponad to, co rozpoznał rząd, katalog roszczeń.
Były w tej ustawie jeszcze inne istotne niebezpieczeństwa, które jedynie chcę zasygnalizować mianowicie choćby kwestia Lasów Państwowych, które dzisiaj stanowią wzorzec dla współczesnej Europy jako gospodarstwo wzorowo prowadzone, które utrzymuje się samo i jeszcze przynosi dochody. Obciążenie Lasów Państwowych rentą leśną mogłoby w krótkim czasie doprowadzić do zachwiania równowagi ekonomicznej w tym przedsiębiorstwie i następnie być pretekstem przy najbliższej okazji do reprywatyzacji lasów i ruiny środowiska, w sytuacji gdy to dzisiaj do nas przyjeżdżają eksperci niemieccy, francuscy, by się uczyć, jak należy prowadzić racjonalną gospodarkę leśną. A więc ze strony wnioskodawców, lobby proreprywatyzacyjnego nie chodziło tu o racjonalizm ekonomiczny; chodziło o polityczne wymuszenie realizacji roszczeń wąskiej grupy, co miałoby ratować podupadłe morale polityczne przed wyborami. Myślę, że takie postawienie sprawy jest uczciwsze niż sytuowanie jej w kategoriach moralnych, świętego prawa własności.
Dziękując za uwagę, chcę stwierdzić, iż mamy nadzieję, że ta niedobra ustawa przejdzie do historii, a przy najbliższej okazji podejmiemy prace nad tworzeniem takiej ustawy, która będzie dobrym rozwiązaniem dla znakomitej większości polskiego społeczeństwa. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)
