Sprawozdanie Komisji Nadzwyczajnej o rządowym projekcie ustawy o reprywatyzacji nieruchomości i niektórych ruchomości osób fizycznych przejętych przez państwo lub gminę miasta stołecznego Warszawy oraz o rekompensatach (druki nr 1360 i 2180). (26 punkt po
2000-11-30, Obrady Sejmu RP, 3 kadencja, 92 posiedzenie, 3 dzień

Krótkiej.

...co dla klubu Polskiego Stronnictwa Ludowego oznacza, że możemy jedynie sygnalnie mówić o kwestiach najważniejszych. Jest to bowiem jedna z tych ustaw, których ciężar gatunkowy będzie rzutował na los obecnego pokolenia i pokoleń przyszłych ­ i to w sposób nieodwracalny, tak jak w wypadku każdej z ustaw zmieniających w sposób istotny prawo własności. Wojna o własność toczy się w III Rzeczypospolitej od 1989 r. i obecnie wkracza w decydującą fazę.

Wysoka Izbo! Przedmówcy ­ a szczególnie pan poseł Wyrowiński z Unii Wolności, ale także pan poseł Libicki z AWS ­ powoływali się na prawo moralne. Nie sądzę, żeby ci panowie mogli tutaj, z wysokiej trybuny, z podniesionym czołem wygłosić znaną maksymę: Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie. To nie jest czas i miejsce na mówienie o moralności, gdy polskie społeczeństwo nie zdaje sobie w pełni sprawy, jakie są skutki makroekonomiczne, także nieodwracalne, wprowadzenia w życie tej ustawy w takiej skali, jak proponują wnioskodawcy.

Na wstępie chcę stwierdzić z pełną odpowiedzialnością, że Polskie Stronnictwo Ludowe nie jest przeciwne ustawie reprywatyzacyjnej. Jesteśmy jedynie za wprowadzeniem takiej ustawy, która byłaby racjonalna z punktu widzenia prawnego i nade wszystko nie tworzyła takiej sytuacji finansów publicznych, która może doprowadzić to biedne, znacznie osłabione przez ostatnią koalicję, państwo do stanu wręcz zapaści.

To jest tak, jak w dowcipie. Proszę wybaczyć, że powołam się na znany dowcip znanego satyryka z okresu minionego. Była taka cykliczna audycja o cyrku w budowie. To, co dzisiaj tworzymy, to jest cyrk w rozbiórce. Wejście tej ustawy ­ w owym namiocie cyrkowym ­ powoduje, że wypadnie jeden kluczowy maszt podtrzymujący całą konstrukcję. Taka jest, Wysoka Izbo, prawda. Sednem tej ustawy nie jest bowiem moralne zaspokojenie roszczeń. Sednem tej ustawy jest fakt o znaczeniu podstawowym. Mniej więcej połowa istniejącego majątku będącego we władaniu skarbu państwa ma na mocy tej ustawy przejść w ręce ok. 170 tys. ludzi. A więc, Wysoka Izbo, połowa rezerwy całego 40-milionowego narodu ma być przekazana ­ w imię naprawy zasad niesprawiedliwości minionej ­ na koszt obecnego pokolenia i pokoleń następnych.

Cóż to oznacza dla skarbu państwa, a pośrednio dla budżetu państwa? Przypomnę, że szacuje się wartość tego majątku w postaci akcji i udziałów, a więc takiego, który daje się sprzedać, na ok. 110­120 mld zł. Koszt reprywatyzacji szacowany jest na ok. 45 mld ­ minimum ­ a być może znacznie jest zaniżony, bo są to tylko wartości szacunkowe. Wypada zadać pytanie: A co będzie, jeżeli w praktyce się okaże, że ten koszt jest w rzeczywistości dwukrotnie wyższy? Wówczas w sposób realny może nastąpić bankructwo państwa polskiego. 30,5 mld ma być przekazane w formie akcji i udziałów na bony reprywatyzacyjne, ok. 14 mld ­ w postaci bezpośredniego zwrotu w naturze. Spójrzmy prawdzie w oczy. 110 mld ­ własność, 45 mld ­ na reprywatyzację dla 170 tys. ludzi, ok. 70 mld ­ niezbędne na ratowanie systemu rentowo-emerytalnego, 7% ­ przeznaczone na uwłaszczenie. Brakuje skali. To konsumuje w całości majątek narodowy. Co to będzie oznaczać, jeśli ustawa wejdzie w życie w takiej skali? Będzie to oznaczać przede wszystkim wymuszenie przyspieszenia prywatyzacji pozostałych ?sreber rodowych? polskiego narodu. Każdy rząd, niezależnie od tego, o jakich będzie poglądach, będzie musiał ­ dla ratowania budżetu, ratowania wypłat rent i emerytur ­ przyspieszyć prywatyzację tego wszystkiego, co, na miłość boską, powinno jeszcze pozostać w polskich rękach, a więc ostatnich banków, firm ubezpieczeniowych, energetyki i tego, co ma istotną wartość i znaczenie strategiczne. Taki to będzie przymus ekonomiczny.

Można oczywiście powoływać się ­ słusznie ­ na niesprawiedliwości historyczne. Ale czy to naród polski decydował o tym, co stało się w Jałcie i Poczdamie? Czy naród polski decydował o nacjonalizacji? Czy wreszcie naród polski, który pracował 50 lat na owym majątku zagrabionym przez państwo, nie ma dzisiaj prawa do części rekompensaty czy udziału w podziale tego majątku?

W każdej rewolucji liczą się dwa typy ludzi. Na początku liczą się ci, co ją wywołali, a na końcu liczą się ci, co na niej skorzystali. Dzisiaj mamy taką sytuację, że ci, którzy ją wywołali, stracili, tracą i będą tracić, natomiast ci, co na niej skorzystali, stanowią pewną wąską grupę, którą chcemy tą ustawą w imię zasad tzw. sprawiedliwości społecznej znacznie powiększyć. Taka jest po prostu prawda o tej ustawie.

Mam świadomość, że wielu prawdziwych polskich patriotów zostało dotkniętych ową niesprawiedliwością zawartą w dekretach komunistycznych. To nie ulega wątpliwości. Ale dziś odwołuję się także do znacznej większości uczciwych roszczących, do waszego poczucia sprawiedliwości i patriotyzmu. Musicie państwo, wnosząc wasze nawet najsłuszniejsze roszczenia, mieć świadomość, że skala waszych roszczeń i skala zobowiązań budżetu i skarbu państwa określona w tej ustawie przekracza obecnie po prostu możliwości polskiego państwa. To oznacza, że nie będzie na rozwój, na modernizację, że nie będzie na korektę nieudanych ­ przecież dzisiaj można to wprost powiedzieć ­ reform, że nie będzie na rozwój oświaty, że nie będzie na zdrowie. Nie będzie, bo cudów nie ma. W przyrodzie i w ekonomii jest tak, że jak jedni zyskują, to drudzy tracą.

80% uprawnionych roszczeń to roszczenia spadkobierców. Ustawa wprowadziła dość wątpliwe rozwiązanie, które stwarza ścieżkę dla ludzi, którzy często w Polsce w ogóle nie byli. Myślę więc, że trzeba w tym miejscu zapytać: Jeżeli Sejm III Rzeczypospolitej decyduje się ­ bo wygląda na to, że głosami AWS i Unii Wolności ta ustawa przejdzie ­ na takie rozwiązanie, to czy pada chociaż słowo o tych, którzy przez 50 lat pracowali za mniej więcej 15% wartości własnej pracy?

Czy pada słowo o tych, którzy zmuszani byli przez komunistyczne państwo do obowiązkowych dostaw, różnych form kontrybucji za najwyżej 1/4 wartości? To z tej różnicy brał się i pomnażał ten majątek i oni jak dotąd nie skorzystali nic. A to nie jest 170 tys. ludzi, to są miliony polskich obywateli. Czy można zatem mówić o sprawiedliwości i o moralności, gdy 170 tys. żąda zadośćuczynienia, być może słusznego teoretycznie, kosztem 40 milionów? O to chodzi Polskiemu Stronnictwu Ludowemu. Uważamy zatem, że ustawa reprywatyzacyjna w obecnej sytuacji państwa polskiego, coraz bardziej skomplikowanej z uwagi na poważne trudności, jakie piętrzą się na styku z Unią Europejską i oddalającym się, widać to dziś wyraźnie, terminem przyjęcia Polski do tych struktur, może być jedynie symboliczna i może zrekompensować tę część owej historycznej niesprawiedliwości, która polegała na złamaniu obowiązujących wówczas dekretów nacjonalistycznych. Nie ma innej drogi, drogi sprawiedliwej, za pomocą której można by ten problem rozwiązać.

Straszy się, Wysoka Izbo, i posłów, i polskie społeczeństwo, że jeżeli ustawa reprywatyzacyjna w takiej formie nie wejdzie, to skarb państwa, budżet, będą i tak musiały realizować roszczenia z uwagi na wyroki sądowe zapadające bądź w granicach państwa polskiego, bądź za jego granicami. O ile mnie pamięć nie myli, to jurysdykcja sądów innych państw nie sięga, póki co, na terytorium Polski. To po pierwsze. A po drugie, jeżeli w tej ustawie zapiszemy, że wraz z wejściem w życie tej ustawy i na mocy tej ustawy roszczenia reprywatyzacyjne pozostałe wygasają, to one po prostu z mocy prawa wygasną. I problem zostanie rozwiązany. Trzeba po prostu o tym również powiedzieć, bo wydaje się, że ten problem nieco umknął uwadze Wysokiej Izby.

Wreszcie kwestia ciągłości i następstwa prawnego. Wejście w życie tej ustawy oznacza de facto, że dzisiejsze państwo polskie zrywa ciągłość i następstwo prawne owego niedobrego, przyznajmy to, PRL. Konsekwencje takiego jednego kroku mogą mieć znaczenie, o jakim twórcy tej ustawy nie mają dzisiaj pojęcia. Będzie to bowiem precedens, na mocy którego będą mogły następować i roszczenia, i różnego typu działania prawne i ekonomiczne, powodujące całkowitą niewypłacalność państwa. Myślę, że trzeba ten problem bardzo dogłębnie rozważyć, bowiem na taki precedens wobec spektakularnych roszczeń niektórych ekstremalnych środowisk za granicą naprawdę, Wysoka Izbo, polskiego społeczeństwa dzisiaj nie stać.

Wreszcie, kwestia założeń. Twórcy ustawy zakładają, mówiąc, nie wiem, dlaczego, że tylko 50% roszczeń będzie zrealizowane w tej ustawie, że majątki ziemian, fabryki, domy handlowe w dniu 31 sierpnia 1939 r. były wolne od zobowiązań, że wolne od zobowiązań były majątki ziemskie. Znaczna część tych majątków była zadłużona hipotecznie, często na kwotę przekraczającą w owym czasie ich realną wartość. Nikt nie jest w stanie dzisiaj tego szacunku przeprowadzić, bowiem prawdą jest, że w latach 40. i na początku lat 50. i zapisy hipoteczne zostały zlikwidowane. Nie ulega także wątpliwości, że zniszczenia wojenne, których skala wynosiła ok. 40%, powinny zostać wliczone i gdy się to wszystko doda, to wychodzi jasno, że skala roszczeń na 100% może oznaczać jedynie najwyżej 60% tej wartości z ówczesnego czasu.

W takim razie dlaczego rząd polski daje dodatkowy pretekst, głosząc, że nie może zrealizować pełnych roszczeń, a chce realizować jedynie 50%. Toż to stwarza dodatkowy bodziec do tej hucpy, która ma miejsce za granicą i osłabia znaczenie Polski na arenie międzynarodowej, a także do coraz bardziej radykalnych roszczeń niektórych naszych środowisk, posuwających się nawet do tego, że wspierają roszczenia, które można nazwać z tej trybuny haniebnymi.

Wysoka Izbo! Powtarzam po raz kolejny: Polskie Stronnictwo Ludowe nie jest przeciwne reprywatyzacji. My rozumiemy i tragizm tamtej sytuacji sprzed 50 lat, i jej nieprawość, ale żyjemy tu i teraz. To pokolenie Polaków i następne pokolenia nie mogą być pokoleniami, na koszt których jest przeprowadzana dzisiaj reprywatyzacja zadowalająca jedynie garstkę, jeśli liczyć 40-milionowy naród. To jest sedno tego problemu. A więc nie fakt samej reprywatyzacji, lecz jej skala.

Wysoka Izbo! Na koniec pozwolę sobie zwrócić uwagę na pewien aspekt konstytucyjny, albowiem ta kwestia jest, jak się wydaje, interpretowana w sposób dowolny, a ma ona znaczenie zasadnicze. Mianowicie zwolennicy powołują się na treść art. 21 konstytucji, który stwierdza, że Rzeczpospolita chroni własność i prawo dziedziczenia, oraz na art. 64 ust. 1, stwierdzający, że każdy ma prawo do własności i innych praw majątkowych. I mają rację. Ochrona własności jest jedną z zasad zapisanych w konstytucji. Ale obok tej zasady jest inna, nie mniej ważna. W art. 32 ust. 1 stwierdza się, że wszyscy są równi wobec prawa, wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. I dalej w ust. 2: nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym, gospodarczym z jakichkolwiek przyczyn. Czy zatem ta ustawa ­ pytam ­ naprawia wszystkie krzywdy, jakich w owym czasie doznały owe miliony pracujących, chłopów? Z całą pewnością nie.

(Poseł Izabella Sierakowska: Uspokój się, o dziesięć minut przekroczyłeś czas.)

Jest to argument, jak sądzę, istotny dla środowisk prawniczych, bowiem...