Informacja Rady Ministrów do uchwały Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 10 maja 2000 r. w sprawie kierunków prywatyzacji PKO BP SA, BGŻ SA oraz PZU SA.
(16 punkt porządku dziennego)2000-11-16, Obrady Sejmu RP, 3 kadencja, 91 posiedzenie, 2 dzień
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Wypada zabrać głos, choćby z uwagi na to, że szereg pytań skierowano do mnie. Pozwolę sobie na wstępie na parę uwag o charakterze ogólnym.
Po pierwsze, w dzisiejszej debacie o której wyniku rozstrzygniemy jutro w głosowaniu, zadecyduje o tym cała Wysoka Izba uderzył mnie jeden element, który jak swoisty rak toczy znaczną część klasy politycznej. Mianowicie odzywają się uporczywe, potężne głosy obrońców wszystkich, tylko nie interesu skarbu państwa, nie interesu podatnika. (Oklaski) Szczególnie myślę o tym w kontekście wypowiedzi pana posła Lewandowskiego, który pozwolił sobie nawet na wypowiedź w rodzaju: brak suwerenności nie grozi, ucierpiał wizerunek Polski. Powtarzały się tego typu stwierdzenia, że ostatnie działania ministra mogą bardzo poważnie zaszkodzić wizerunkowi Polski za granicą.
(Głos z sali: Proszę powiedzieć imię pana Lewandowskiego. Panów Lewandowskich jest paru.)
Janusz Lewandowski przemawiający w imieniu Unii Wolności.
(Głosy z sali: Aaa.)
Rozumiem, jest jeszcze jeden pan poseł Lewandowski, który przed chwilą dowcipnie podpowiadał, jak wchodziłem na trybunę: Tylko, broń Boże, nie mów prawdy, bo z tego nie ma głosów. (Wesołość na sali)
Ale różne są, że tak powiem, poglądy polityczne.
Wysoka Izbo! Temat zaiste nie należy do tych, z których można sobie żartować. Wracam do wątku, który dominuje w znacznej części mediów.
Dla polskiego parlamentu, polskiego parlamentarzysty, niezależnie od tego, po której stronie tej sali zasiada, nie może być, na Boga, wątpliwości, czyj interes my tu reprezentujemy. Jeżeli jest taka wątpliwość, to znaczy, że ta choroba, o której mówi się w kuluarach i potocznie, zaszła znacznie dalej, niżby wypadało. Nie chcę tego wątku szczególnie rozwijać, wszak jednak nie ulega wątpliwości... Padło tutaj konkretne pytanie o to, kto ponosi za to odpowiedzialność. Ja oczywiście mogę w tej sytuacji wyrazić jedynie swój pogląd, pogląd, który narzuca się po zapoznaniu się z podstawową faktografią. Umowa prywatyzacyjna, akt kupna-sprzedaży, sformułowany został za zgodą rządu polskiego, pana premiera Buzka, przez Ministerstwo Skarbu Państwa, któremu przewodził wówczas pan minister Wąsacz. To jest układ odpowiedzialności. Można oczywiście powiedzieć, że rząd ponosi odpowiedzialność polityczną, a formalnie odpowiada minister Wąsacz, który złożył na tym swój podpis, oraz pani wiceminister Alicja Kornasiewicz, która nadzorowała prywatyzację kapitałową i zapewne uczestniczyła w przygotowaniu tej prywatyzacji w imieniu skarbu państwa jako osoba wiodąca.
Notabene, zwracając się do pani minister Sowińskiej, chciałbym powiedzieć, że to dobrze, że pani negocjuje twardo, jak pani zapewniała Wysoką Izbę, ale pani Alicja Kornasiewicz też negocjowała, i dzisiaj jest za zasługi bardzo wysokim urzędnikiem dużego układu kapitałowego, ale w Wielkiej Brytanii, z pensją zapewne znacznie wyższą niż ta, którą pani może sobie wyobrazić. Tak więc z tymi negocjacjami to jest tak jak z prawdą. Albo negocjuje się twardo i broni się interesu skarbu państwa, za którym stoją coraz biedniejsi podatnicy i coraz większe potrzeby budżetowe, i wówczas naraża się wielkim, za którymi stoją media, także media mieniące się mediami polskimi... (Oklaski)
...albo etc. Tak więc to naprawdę są dylematy ponadpolityczne, które decydują o odbiorze polskiej elity politycznej i w ogromnej mierze rzutują na podstawowe problemy, jakie pojawiają się w polskiej gospodarce i w polskich finansach. Jakżeż mógł ucierpieć wizerunek Polski, skoro nikt przy zdrowych zmysłach, kto patrzy na konkretne zapisy tej umowy, także w tym wolnym świecie, gdzie liczy się interes, rozum, odpowiedzialność i błyskawiczna decyzja, nie może powiedzieć o przedstawicielu rządu polskiego, że jego działania powodują utratę zaufania. Jeżeli jest ktoś na tej sali, kto wierzy, że za 30% akcji PZU nie można dostać kilkakrotnie więcej, niż uzyskał pan minister Wąsacz, to ja serdecznie gratuluję. W wolnym świecie zapewne o tym wiedzą. A poza tym nie będzie na pewno problemów ze zbyciem tego pakietu akcji, gdyby ta umowa stała się z mocy prawa nieważna bądź w jakiś inny sposób została zerwana.
Padło tutaj również pytanie jednego z posłów o dokument, który w jakimś sensie stał się praprzyczyną dzisiejszej debaty w ostatniej fazie. Mianowicie w skrytkach poselskich pojawił się dokument sygnowany przez Centrum Informacji Rządowej, CIR. Dysponujemy jedną tylko kopertą oryginalną, dokument ten bowiem następnie został przez służby sejmowe ze skrytek wyjęty i tylko jednemu posłowi przez przypadek udało się uzyskać oryginał. W tym dokumencie, w końcu dostarczonym przez sejmowe służby, jest analiza pana Oskara Kowalewskiego: Przejęcie kontroli nad grupą PZU przez konsorcjum Eureko. Nie chcę wchodzić w szczegóły, od których włos się jeży na głowie te materiały mogę udostępnić całej Wysokiej Izbie, zresztą one krążą już po sali ale jeden tylko element jest zastanawiający dla przyzwoitego człowieka, bo nie chcę mówić o tzw. fachowcach, którzy za grube pieniądze w układzie konsultingu i doradztwa tak doradzają, że efekty są mniej więcej takie jak przy prywatyzacji PZU.
Jeżeli 1% polskiego rynku ubezpieczeniowego kupiony niedawno przez Finów...
Jeżeli 1% polskiego rynku, bo tam chodziło o 0,1% rynku ubezpieczeń na życie, które, jak wiadomo, są najbardziej lukratywną inwestycją, o większej dochodowości niż dobre banki, kosztował mniej więcej niecały 1 mld polskich złotych, to 30% z 60% rynku nie może kosztować 3 mld.
(Głos z sali: A jednak może.)
Ale kosztowało. I to jest właśnie kwestia, kto tu ponosi odpowiedzialność.
Uważam i pozwolę sobie wyrazić tutaj pogląd, który, jak sądzę, jest na tej sali dość powszechny, że jest podstawa do tego, żeby ta sprawa została wyjaśniona od początku do końca i nie można wykluczyć, że zakończy się dla pana ministra Wąsacza i innych odpowiedzialnych osób, być może pani Alicji Kornasiewicz, przed Trybunałem Stanu, który, jak wiadomo, jest sądem, a więc jego decyzje są niezawisłe. Tych nie przesądzajmy.
Nie może tak być, że co rusz wychodzi na jaw tego typu sytuacja, a sytuacja ta dotyczy ostatniego wielkiego polskiego ubezpieczyciela, największej firmy ubezpieczeniowej w Europie Wschodniej. Nic dodać, nic ująć. W kraju o 40 mln mieszkańców. Przecież człowiek, który nie ma pojęcia o biznesie, człowiek, który nie ma pojęcia o kształtowaniu się wszystkich tych układów, musi rozumieć, że jest to kawał szmalu. Kawał szmalu, jak już tego inaczej nie można wyrazić. W kraju, w którym brakuje na wszystko i w którym te 3 mld uzyskane w procesie upychania dziur budżetowych stały się głównym elementem... niech dają mniej, ale byle tylko było, bo inaczej się budżet nie domknie. To nie może być argument do prowadzenia poważnej prywatyzacji ostatnich części sektorów kapitałowych. Taka po prostu jest prawda. Ale należy i tego jestem pewien odróżnić wyraźnie dwa elementy. Chyba, że są jeszcze inne podteksty, o których dzisiaj nie wiemy.
Jeżeli robi to minister rządu, tego samego rządu, jest to sprawa naganna, politycznie za to odpowiada ten rząd, ten minister i inni urzędnicy przygotowujący. Ale jeżeli nowy minister tego samego rządu stara się ten błąd naprawić i przywraca w krótkim czasie kontrolę skarbu państwa nad tą firmą, to jednoznaczne potępienie takiego faktu graniczyłoby z głupotą. Taka rzecz zdarza się po raz pierwszy, dlatego podnosi się tak wielki krzyk, ale szkoda, że nie zdarzyła się w kilku przynajmniej przypadkach z niedawnej historii Polski wcześniej, prawdopodobnie opinia o Polsce byłaby znacznie lepsza niż jest w rzeczywistości, mniej kapitału spekulacyjnego by tu przychodziło. (Oklaski)
Zasadnicze wątpliwości budzi także choćby taki element, jak docelowe oddanie pełnej kontroli nad największą firmą ubezpieczeniową polską holdingowi Eureko BV, który to dotyczy wszystkich wskaźników ekonomicznych, takich jak aktywa, składka brutto, zysk netto, rentowność ma słabsze wyniki niż ten, któremu się go sprzedaje. No, to jeżeli jest tak, to mogą być tylko dwie przyczyny takiej polityki. Albo sytuacja naszego budżetu jest tak tragiczna, że niedługo prawdopodobnie trzeba będzie sprzedać, wbrew woli narodu, Sejmu i kogo tam jeszcze, te dwa ostatnie banki za tyle, ile dadzą, jak powiadali niektórzy poprzednicy prywatyzacyjni, albo są inne elementy. Po prostu w tym układzie nie ma rzeczy przypadkowych, bo zdaje się to po prostu przeczyć logice.
No i okazuje się bardzo szybko, że jeżeli zapisuje się w tej umowie, że czterech członków rady nadzorczej dostaje Eureko przy 30% akcji, 4 członków skarb państwa, a przewodniczący ma być wybierany na zasadzie konsensusu, to z góry wiadomo, że jest to oddanie kontroli nad zarządem mniejszościowemu inwestorowi 30-procentowemu. (Oklaski) I kropka. I tego się, pani minister, nie da zaprzeczyć żadnymi słowami, żadną elokwencją, po prostu takie było założenie, do którego dzisiaj nie chce się nikt przyznać, a przecież za niego pani odpowiedzialności nie ponosi tylko ci, którzy taką formułę stworzyli. Jest to formuła chora, niedorzeczna, albowiem bezpośrednie zarządzanie firmą i wykonywanie praw z akcji może prowadzić do nieodwracalnych decyzji, które całkowicie zmieniają układ akcjonariatu i powodują, że skarb państwa, którego intencja była wówczas podobno inna, traci kontrolę nad firmą, a budżet i wszyscy polscy podatnicy ewentualne zyski z pozostałych akcji, które są nam potrzebne jak powietrze.
Następne pytania. Pan poseł Olszewski pyta, kto jest odpowiedzialny. Na to już odpowiedziałem. Ale proces dochodzenia tej odpowiedzialności powinien być poprzedzony kontrolą instytucji do tego powołanych. Musi to być zrobione przez niezależne instytucje fachowe, którym trudno zarzucić polityczność, a ta Izba jest polityczna.
Postawienie przed Trybunałem, kwestia, czy podejmie to komisja. Gdyby to ode mnie zależało, tak by się stało. Natomiast o tym decyduje Wysoka Izba. Trzeba zebrać odpowiednią liczbę podpisów, zgodnie z konstytucją. Być może takie działania zostaną w tej Izbie podjęte.
Kto z obrońców pana ministra Wąsacza głosował w jego obronie? Większość wysokiej komisji podjęła decyzję. Jest oczywiste, że w tej większości byli ludzie, którzy wówczas gdy był wniosek o odwołanie, pierwszy, który nie przeszedł dwoma głosami, jak pamiętamy, również się znajdowali. Układ jest skomplikowany, bo mieszczą się w nim dwa elementy: pierwszy, oceny pana ministra Wąsacza za umowę, z jej skutkami, a drugi nowego ministra i jego decyzji, którą dzisiaj na podstawie informacji, które mamy, należy oceniać pozytywnie.
Pan poseł Olewiński pyta, czy to indolencja rządu, czy zadziałały inne czynniki. Nie wiem.
(Poseł Małgorzata Ostrowska: Razem.)
Nie wiem. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to zwykle chodzi o to, o co chodzi. Ale nie mamy na to wystarczających dowodów, informacji, żeby takie wnioski wyciągać. Niezależnie od tego taka prywatyzacja, jaką nam zaprezentował pan minister Wąsacz, jest prywatyzacją chorą, szkodliwą i trzeba to tak nazwać po imieniu.
Pan poseł Stanibuła pyta, na czym polega polska racja stanu w tej prywatyzacji. Zaprawdę nie wiem. Jeżeli ktoś wie, to bardzo proszę o odpowiedź.
Wydaje się, że chyba wyczerpałem odpowiedzi na wszystkie pytania.
Na zakończenie chcę stwierdzić tak. Wysoka Izbo, być może nadużywam pozycji posła sprawozdawcy, ale temat należy do ultrastrategicznych. To już nie jest pytanie o to, czy są jeszcze jakieś działy strategiczne, PZU, PKO BP, BGŻ to jest właściwie wszystko, co pozostało z polskiego systemu kapitałowego. Jeżeli to nie zostanie w polskich rękach, jeżeli Polska odda kontrolę nad tą resztą systemu kapitałowego, przestanie być państwem suwerennym, choćbyśmy chcieli to nazywać i wypisywać wielkimi słowami. Nie mogę się zgodzić z posłem Berdychowskim, który, występując dzisiaj, oświadczył, że tylko banki prywatne będą w stanie nawiązać konkurencję itd. Na miłość boską, przecież jest tak, że bank państwowy na Zachodzie funkcjonuje znakomicie, w wielu państwach te banki mają znaczną pozycję i proporcje w rynku. Chodzi po prostu o mądre, uczciwe i fachowe zarządzanie tymi bankami. Natomiast u nas choroba polega na tym, że w wyniku upolitycznienia nie można znaleźć dobrych fachowców. Ale nawet w wyniku upolitycznienia można znaleźć tych dobrych fachowców, bo ich znamy, są tacy. Nie wyciągajmy zatem błędnych wniosków, nie głośmy sloganów, że tylko prywatne jest piękne i nie ma znaczenia, w czyich jest rękach, czy pod kontrolą polskiego, czy obcego kapitału, bo są to założenia błędne, prowadzące do bardzo przykrych konsekwencji konsekwencji, które potem w trakcie omawiania wydają się śmieszne. Tak jak dzisiaj, gdy nie mogłem się oprzeć i na posiedzeniu połączonych komisji skarbu państwa i obrony narodowej zadałem pytanie byłemu panu ministrowi obrony narodowej, który zaczął zadawać szczegółowe pytanie o przebieg restrukturyzacji przemysłu: czy to jest ten sam pan, który pięć miesięcy temu kierował tym resortem? Dziękuję za uwagę. (Oklaski)
