Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o:
1) poselskim projekcie ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych,
2) rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw2003-09-30, Obrady Sejmu RP, 4 kadencja, 58 posiedzenie, 1 dzień
Panie Marszałku! Panie i Panowie! Kiedy toczymy debatę w sprawie podatków, choćby częściową debatę podatkową, bo mówimy dzisiaj tylko o jednej części tego podatku, a mianowicie o podatku od osób prawnych, CIT, zawsze stawiam sobie pytanie - i stawiam je dzisiaj w imieniu Ligi Polskich Rodzin, którą mam zaszczyt reprezentować - po co są w Polsce wybory i o co toczą się w Polsce wybory. Oto bowiem w obliczu kryzysu finansów publicznych, mówiąc szerzej, kryzysu finansów państwa, rząd złożony z socjalistów i ultrasocjalistów z Unii Pracy (Oklaski) przedstawia absolutnie liberalną reformę podatkową, do której przyznać by się mogło wielu, jak tu zresztą - z pewnymi elementami tzw. słusznej krytyki - wnosił przedstawiciel Platformy Obywatelskiej.
W tej sytuacji chciałbym telewidzom, którzy, mam nadzieję, choćby w części przyglądają się dzisiejszej pracy polskiego parlamentu nad podatkami, przekazać taką oto prostą myśl: kochani, patrzcie i słuchajcie, albowiem różnice eksponowane w różnego rodzaju wyborach i kampaniach wyborczych między tzw. lewicą a tzw. prawicą są różnicami, które w gruncie rzeczy polegają jedynie na tym, która grupa trzymająca władzę, tę władzę będzie trzymać. Natomiast jeśli chodzi o program gospodarczy, a nawet system podatkowy, który jest jednym z fundamentów tego programu, istotnych różnic nie ma. Zmuszony byłem to powiedzieć na wstępie, można byłoby bowiem mieć dzisiaj taki sen proroczy, od którego pot człowieka oblewa, że oto za 2 lata będziemy miali taki rząd: premier - Jan Maria Rokita, minister finansów - pani poseł Zyta Gilowska, a minister przekształceń własnościowych - pan Janusz Lewandowski.
I jeżeli o to mają się toczyć następne wybory, to znaczy, że my, jako klasa polityczna, nie jesteśmy w stanie przekazać minimum informacji, o co właściwie tutaj idzie gra, o co są wybory i jak to przełożyć na zmiany proponowane przez nasz wybitny rząd odnośnie do CIT. Przyjrzyjmy się temu najprościej, jak tylko można. Otóż nasz ulubiony rząd socjaldemokratyczny, rząd pana premiera Leszka Millera, proponuje ni mniej, ni więcej: obniżenie podatków wyłącznie dla wąskiej grupy najbogatszych i jednocześnie podniesienie obciążeń fiskalnych, zwłaszcza podatków pośrednich, VAT i akcyzy, dla milionów ubożejących Polaków. To jest pomysł socjaldemokratycznego rządu na rozwiązanie polskich, nabrzmiałych problemów. Nie mówię już o tym, że to nie rozwiąże problemów, które się tutaj deklaruje, doświadczenie z poprzednich lat uczy bowiem ponad wszelką wątpliwość, że istotne obniżenie podatku dochodowego w przypadku osób prawnych, mówiąc najprościej, najbogatszych firm, głównie z udziałem kapitału zagranicznego albo z przewagą kapitału zagranicznego, nie skutkowało wzrostem rozwoju gospodarczego czy dochodów fiskalnych państwa, a wręcz przeciwnie.
Wręcz przeciwnie. W tym systemie nie ma żadnej gwarancji co do tego, powiem więcej, nie jest uprawniona dywagacja, że to spowoduje ożywienie gospodarcze, albowiem dzisiaj głównym problemem jest gremialne niepłacenie podatków przez bogate firmy zachodnie bądź transferowanie zysków różnymi sposobami za granicę. Tak radykalne obniżenie musi się odbyć kosztem gwałtownego ubytku. I co w tym przypadku jest pewne? Pewne jest jedynie to, że będzie istotny ubytek dochodów budżetowych w sytuacji, kiedy odbiera się wszystkim wszystko. I odbiera to rząd socjaldemokratyczny. Jedynym pewnikiem jest to, że będzie ubytek z tego tytułu rzędu co najmniej 4,5 mld zł. To jest pewne.
Gdzie jest zatem gwarancja, że w ten sposób zwolnione środki zostaną uruchomione w procesach inwestycyjnych, na tworzenie miejsc pracy itd? Nie ma takiej gwarancji. Co więcej, takie twierdzenie jest całkowicie nieuprawnione. Rząd bowiem nie prowadzi aktywnej polityki, a jedynie ugiął się pod presją zewnętrznego kapitału i tzw. niezależnych ekonomistów, którzy dzień w dzień występują w różnych mediach publicznych i niepublicznych jako tzw. niezależni. A cóż to jest w gruncie rzeczy tzw. niezależny ekonomista? No, znamy te wszystkie nazwiska, jest ich tam kilka. Są to przedstawiciele właśnie owego obcego kapitału, nastawieni na to, żeby żerować na finansowaniu deficytu państwa polskiego i w ogóle na polskich podatnikach. Będą to czynili skuteczniej, gdy rząd będzie sprzyjał im swym działaniem i dawał się zastraszyć ich żądaniami, które jakoby w skuteczny sposób zmierzają do uzdrowienia finansów państwa. I rząd wychodzi jakby naprzeciw.
Można powiedzieć, że w tej sytuacji uprawnione byłoby stwierdzenie, że jeżeli Miller chce umierać za liberalną gospodarkę, za Leszka Balcerowicza, to, z całym szacunkiem, niech mu ziemia lepszą będzie.
(Poseł Waldemar Borczyk: Niech se żyje.)
Ale Liga Polskich Rodzin do tego ręki nie przyłoży. Uważamy bowiem, że nie jest to działanie wychodzące naprzeciw racjonalnym potrzebom polskiego społeczeństwa.
Mamy obecnie do czynienia z prawdziwym skandalem, albowiem okazało się, że w ustawie o funduszach inwestycyjnych, w art. 300 (ustawa ta jest już po pierwszym czytaniu w sejmowej Komisji Finansów Publicznych), została cichcem wsadzona propozycja ulżenia zagranicznym bankom komercyjnym w spłacie opodatkowania od tzw. złych kredytów. Ulga dla owych banków z tego tytułu, oczywiście kosztem polskiego podatnika, wyniesie co najmniej 3,5 mld zł.
W takim razie, jeżeli rząd jest tak hojny dla banków, które nie kwapią się z inwestowaniem środków w polską gospodarkę, udzielaniem kredytów inwestycyjnych, to Liga Polskich Rodzin uważa, że o wiele uczciwsze i sprawiedliwsze by było - i, co więcej, dałoby asumpt do ożywienia popytu wewnętrznego - wydanie tych pieniędzy na podwyżkę dla 6 mln emerytów o co najmniej 50 zł miesięcznie. Dałoby to istotny asumpt do ożywienia popytu wewnętrznego i jakiś impuls do rozwoju gospodarczego.
Ulga dla bogatych banków w tej sytuacji z całą pewnością takiego asumptu nie da, co więcej, banki te uznają, że mogą terroryzować rząd do końca i wymuszać wszelkie rozwiązania dla nich korzystne. Podobna jest skrajna demagogia uprawiana przez część sceny politycznej, z Platformą Obywatelską na czele, która twierdzi, jakoby podatek liniowy był tym elementem czy instrumentem, który rozwiąże wszystkie nabrzmiałe problemy.
A jaką my dzisiaj mamy sytuację, w momencie gdy rząd decyduje się na gwałtowne i pewne obniżenie dochodów budżetowych o co najmniej 4,5 mld zł? Ano mamy sytuację taką, że przewidywana i zresztą niezwykle potrzebna obniżka PIT-u - a więc podatku od tych przedsiębiorców i firm, osób, które rzeczywiście dostarczają większą część dochodu narodowego - to będzie dalsze 2,5 mld zł. Co więcej, jest to o połowę mniej niż ulga dla firm CIT-owskich, a więc tych wielkich, które nie są tu zainteresowane rozwojem gospodarczym; to wykazują wszelkie ostatnie informacje. Dalej: O co najmniej 3 mld zł zmniejszą się dochody z handlu przygranicznego z tytułu wprowadzenia wiz na granicy wschodniej. Do budżetu nie wpłynie również, z tytułu dostosowań akcesyjnych, w tym z ceł, co najmniej 2,5 mld zł. Wobec tego mamy co najmniej 10 mld zł z tych tylko tytułów, nie licząc 11,5 mld zł na sfinansowanie składki akcesyjnej. W takiej sytuacji rząd, nie mając minimum gwarancji, że tego typu obniżka spowoduje ożywienie gospodarcze, decyduje się na nią, jednocześnie przekładając wszelkie koszty z tego tytułu na polskie społeczeństwo, zwiększając obciążenia na wydatki na cele socjalne i inne, które były zdobyczami normalnego państwa.
Wysoka Izbo! To nie jest polityka, którą Liga Polskich Rodzin może akceptować. Nie ma tu oczywiście czasu, żeby tę sytuację omówić szczegółowo i precyzyjnie, jednakże potwierdzamy utartą od lat tezę, że podatki powinny być takie, aby dawały minimum dochodów budżetowych dla sprawnego funkcjonowania państwa z jednej strony, a z drugiej strony umożliwiały rozwój gospodarczy podmiotom, które dochód narodowy tworzą. Jednakże nie zgodzimy się nigdy, politycznie, na takie rozwiązania, iżby ulgi dotyczyły jedynie grup najbogatszych, kapitału zagranicznego, a ciężary były przekładane na polskie społeczeństwo, na grupy najbiedniejsze i na małe i średnie polskie podmioty gospodarcze. Taka polityka odbija się bowiem na poziomie życia całego narodu i wydatki te muszą pokryć polscy emeryci, renciści, górnicy, pielęgniarki i cała reszta polskiego społeczeństwa.
(Poseł Waldemar Borczyk: Parlamentarzyści.)
W sprawie, o której mówiłem, dotyczącej tzw. ulgi dla banków w ustawie o funduszach inwestycyjnych, we wspomnianym art. 300, muszę powiedzieć, że informacja ta, pomimo ogłoszenia tego na konferencji prasowej, znalazła się tylko w jednym jedynym dzienniku polskim, mianowicie w ?Naszym Dzienniku?. Wokół tej sprawy panuje zmowa milczenia.
Pytam zatem z trybuny sejmowej: O co chodzi? Dlaczego tak ważna sprawa - potwierdził dzisiaj poseł sprawozdawca pan Stec, że ubytki dochodu z tego tytułu mogą wynosić nawet 4,5 mld zł - nie znajduje się w Sejmie jako jeden z istotnych elementów, któremu poświęcono by należną uwagę?
Jeżeli tak mamy kreować świadomość polityczną i tak przygotowywać opinię publiczną do zmiany ekipy Leszka Millera na ekipę Platformy Obywatelskiej, to następne wybory również nie wiadomo, o co będą, a dopóki polskie społeczeństwo nie zrozumie, że nie pojedyncze działania, nie gesty wobec często niesłychanie prężnego i drapieżnego kapitału, najsilniejszych grup w Polsce, politycznych i kapitałowych, ale kompleksowa polityka państwa, w tym podatkowa, i radykalna zmiana tej liberalnej polityki, która, tocząc się różnymi falami, od 1989 r. właściwie nieprzerwanie jest realizowana, może doprowadzić do istotnej poprawy bytu przeciętnego Polaka, do ożywienia gospodarczego i utrzymania resztek majątku narodowego w polskich rękach.
Wszelkie inne rozwiązania będą bowiem prowadziły do okradania Polaków, do zakłamywania rzeczywistości. Towarzyszą temu oczywiście nieuczciwe sprawozdania medialne i manipulacje statystyczne, które utwierdzają polskie społeczeństwo w przekonaniu, że wrogiem jest parlament jako taki czy parlamentaryzm i że właściwie partie polityczne nie różnią się niczym. Gdy słuchamy tej debaty, to przecież pamiętamy, kto był za Unią Europejską na tak fatalnych warunkach. Ci sami, którzy dzisiaj krytykują posunięcia rządowe, choć w gruncie rzeczy są to posunięcia wynikające z ich programu. Na przykład Platforma Obywatelska, również PiS, który był może bardziej krytyczny, ale również Unię Europejską poparł, a jasne było, że koszty akcesji będą potężne i będą musiały być przerzucone na barki polskiego społeczeństwa, że będzie gorzej, drożej. To jest wynik właśnie takiej polityki, takich pomysłów i takiego działania.
Alternatywą dla tych działań było niewchodzenie do Unii Europejskiej na tak fatalnych warunkach i alternatywą dla takich pomysłów nie jest Platforma Obywatelska, czyli nowa grupa trzymająca władzę według tego samego mechanizmu, ale radykalna zmiana polityki gospodarczej i finansowej państwa, a także systemu podatkowego. To może gwarantować zmiana polityczna, jaką postuluje od dawna Liga Polskich Rodzin i inne formacje o charakterze ludowo-narodowym, dbające o polski interes. Z całym szacunkiem dla wszystkich wolnych narodów świata, albowiem tylko przez pilnowanie własnych interesów i utrzymywanie w opinii światowej, że jesteśmy narodem zwartym i potrafiącym pilnować tych interesów zarówno na arenie międzynarodowej, jak i wewnętrznej, Polska może zyskać większy szacunek w ocenie światowej czy europejskiej, a także możliwość wyjścia z tego kryzysu, który staje się już dramatyczny. Wnoszę o odrzucenie projektu ustawy w pierwszym czytaniu. Dziękuję za uwagę.
(Głos z sali: W drugim czytaniu.)
W drugim czytaniu. (Oklaski)
