Projekty uchwał w sprawie:
1) odwołania marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej (druk nr 1946),
2) odwołania z funkcji marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej posła Marka Borowskiego (druk nr 1947). (2 punkt porządku dziennego)
2003-09-10, Obrady Sejmu RP, 4 kadencja, 56 posiedzenie, 1 dzień

Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Ta debata, jaka jest prowadzona w państwie i w społeczeństwie, nie jest w obecnej sytuacji tylko prostą, zwykłą debatą nad wnioskiem o odwołanie z ważnej funkcji jednego z posłów. Myślę, że powinien to być przyczynek do poważniejszej dyskusji na temat oceny instytucjonalnych działań parlamentu, który jest jądrem demokracji, a który w odbiorze społecznym obecnie stoczył się prawie na dno oceny społecznej.

(Głos z sali: I słusznie.)

Ten parlament, którym zarządza większość z Sojuszem Lewicy Demokratycznej na czele i marszałek Borowski, mający tutaj jednoosobową w gruncie rzeczy władzę, ma bardzo złe oceny. I usiłuje się opinii publicznej przedstawić taki oto pogląd, że marszałek Borowski, światły intelektualista, to człowiek dobry, natomiast zły jest ten parlament, a w szczególności mniejszość opozycyjna, która żadnej siły sprawczej w tym parlamencie tak naprawdę nie posiada. Niestety polskie społeczeństwo bierze za dobrą monetę tę drugą wersję, bo taki obraz jest kreowany przez tzw. obiektywne media. Taki obraz jest kreowany przez obiektywne media i rzecz nie polega na tym, że to my, parlament tej kadencji, no przecie wybrany przez społeczeństwo polskie w demokratycznych wyborach, przy takim stanie świadomości, jaki był na dzień wyborów, czyli emanacja myślenia politycznego polskiego społeczeństwa, jest oskarżany o to czy o tamto, ale że ten mechanizm powoduje myślenie, które jest groźne dla samej demokracji, powtarzam, dla samej demokracji, której jądrem właśnie jest parlamentaryzm i parlament jako jego esencja.

Chcę powiedzieć na wstępie, że wielu polskich wyborców nie ma świadomości, jakie mechanizmy realne rządzą polskim parlamentem. Otóż zgodnie z niechlubnej pamięci zasadą wprowadzoną za poprzedniej kadencji Sejmu przez ówczesną większość, tj. AWS i Unię Wolności, nadano ogromne jednoosobowe kompetencje właśnie marszałkowi Sejmu. Marszałek Sejmu, nie ulega najmniejszej wątpliwości, jest dzisiaj - po prezydencie i premierze - trzecią osobą w państwie, dysponuje potężną władzą w Izbie, która powołana jest z zasady do uchwalania prawa, a także wypełniania pewnej funkcji kontrolnej. Prezydium Sejmu, a także Konwent Seniorów składający się z przewodniczących klubów pełni tylko funkcję doradczą. Nie można więc, Wysoka Izbo - z pokorą to mówię - twierdzić, że zły jest parlament, a dobry jest marszałek (Oklaski), nikt bowiem z marszałka, który jednoosobowo zarządza i ponosi polityczną, a także merytoryczną odpowiedzialność za to, co się w Izbie dzieje, ponieważ ma władzę absolutną tak naprawdę...

(Głos z sali: Przesada.)

...to nie można z tego człowieka zdejmować odpowiedzialności za fatalne obecnie oceny Sejmu i za to, że społeczeństwo polskie - mówię to z pełną odpowiedzialnością - zaczyna się od demokracji odwracać, o czym wskazują ostatnie sondaże prezydenckie.

(Głosy z sali: Jakie sondaże?)

Wysoka Izbo! To zagrożenie jest realne. Kwestia następna: kto kreuje wizerunek parlamentu i kto ma wręcz konstytucyjny obowiązek bronić wizerunku parlamentu? Jeżeli w sondażach pojawia się takie oto uproszczone hasło, że większość posłów polskiego parlamentu jak nie oszuści to złodzieje albo nieudacznicy, to marszałek, który ma taką władzę nad tym parlamentem i taką też odpowiedzialność, powinien być pierwszą osobą, która w opinii publicznej i w mediach broni parlamentu tam, gdzie bywa on bardzo często niesłusznie oskarżany. Ja nie mam żadnych wątpliwości, abstrahując od podziałów na tych, co rządzą, i tych, co są w opozycji, że znakomita większość parlamentarzystów tej kadencji to ludzie uczciwi. Marszałek ponosi także naszym zdaniem polityczną odpowiedzialność - i zarzut to poważny - za to, że nie kreuje wizerunku Sejmu, takiego, jakim on jest w rzeczywistości. Pojawia się bowiem taki oto fałszywy z zasady pogląd, że posłowie ponoszą bezpośrednią odpowiedzialność za jakość formalną stanowionego prawa, za tę stronę ściśle prawniczą, specjalistyczną, legislacyjną.

Ja jestem posłem trzecią kadencję i mogę powiedzieć, że już widziałem kilku marszałków, pamiętam marszałków dobrych, a nawet bardzo dobrych, takich jak Józef Zych czy nawet Józef Oleksy z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który był bez porównania lepszym marszałkiem, pod każdym względem, od obecnego marszałka. Nie był on kreowany na idola jak obecny. Pamiętam też marszałka, który nie radził sobie w pierwszej fazie z techniczną stroną prowadzenia obrad, ale z punktu widzenia odpowiedzialności i politycznej oceny nie dopuszczał do kreowania tak negatywnej oceny parlamentu jako instytucji. Mogę więc na tej podstawie dokonać pewnego porównania - z całym szacunkiem dla pana Marka Borowskiego, który jest bardzo inteligentnym człowiekiem, o czym wielokrotnie nas tu przekonywał - które wypada na jego niekorzyść. On bowiem nie jest marszałkiem wszystkich Polaków - jest marszałkiem tego układu. Co więcej, rzeczy ewidentne przedstawia w formie politycznej jednostronnej, co prowadzi do istotnych napięć, a jednocześnie do opinii publicznej przedostają się tylko odpryski, które nie dotyczą rzeczywistego sporu politycznego, jaki tu się rozgrywa.

Wysoka Izbo! Szanowni Państwo! Parlament w demokratycznym państwie jest najważniejszym teatrem, w którym rozgrywa się spór polityczny. I przedstawianie sporów, nawet gorących, między posłami rządzącymi i opozycyjnymi, jako czegoś co jest z gruntu rzeczy naganne, jest przysłowiowym robieniem ludziom wody z mózgu. (Oklaski) Tu przedstawiciele narodu wybrani demokratycznie mają się spierać: ci, którzy rządzą, przekonują społeczeństwo do swoich działań, do swoich ustaw, do takiego kierunku politycznego, ideowego i innego, a ci, którzy są w opozycji, wypełniając funkcję kontrolną, krytykują w najlepszej wierze to co czyni władza i jednocześnie domagają się wyciągania konsekwencji wobec przypadków łamania prawa, rabowania mienia narodowego czy wreszcie takich, jak ostatnio podała prasa, chodzi o sytuację w Warszawie, czy innych ewidentnych, rzeczywistych afer, a nie afer wydumanych, które są nieraz do astronomicznych rozmiarów nadmuchiwane i pokazywane społeczeństwu jako rzeczywiste problemy, podczas gdy są problemami co najwyżej trzecio- albo i czwartorzędnymi.

Marszałek nie uczynił nic - marszałek Borowski nie uczynił nic, żeby taką opinię, która zaczyna się utrwalać, jako trwałe wyobrażenie o parlamentaryzmie i parlamencie, zmienić, stając w obronie pewnych mechanizmów i dążąc do uświadomienia narodowi, że jeżeli nie będzie parlamentu, to będzie taka czy inna forma dyktatury, a ta nigdy nie opiera się na ludziach, na ludzie polskim, na narodzie, ale zawsze na bardzo wąskich elitach kapitałowych i przedstawicielach siły i służb. (Oklaski) To już było. Jeżeli nasza demokracja jest kulawa - a jest - to trzeba ją poprawiać w ramach instytucjonalnych form, które wszędzie na świecie się sprawdziły, a nie kreowania obrazu, w którym parlament jest apogeum wszelkiego zła odrzucającego wyborców od aktu wyborczego, co owocuje z roku na rok zmniejszającą się frekwencją itd. i zamieraniem tego, co jest owym jądrem demokracji. A więc to jest zarzut bardzo poważny i w imieniu Ligi Polskich Rodzin pozwalam go sobie tu wyartykułować, bowiem tak naprawdę nie ma sposobu na przekazanie opinii publicznej w sposób rzeczowy różnych kwestii, które tutaj stawia opozycja. Nie ma sposobu, bo marszałek Borowski, korzystając z tej jednoosobowej władzy, jaką daje mu regulamin Sejmu, nie dopuszcza często do istotnych debat. Przykłady to choćby wnioski o rozszerzenie porządku dziennego, jakie składała Liga Polskich Rodzin w ostatnim tylko czasie. Chodzi o informację prezesa Rady Ministrów w sprawie sprzedaży firmy ?Odra Trans? oraz o informację prezesa Rady Ministrów dotyczącą wielkiej afery korupcyjnej w samorządzie warszawskim. Warto tutaj także zapytać jeden z ważnych klubów opozycyjnych, który już zapowiedział, że będzie pana marszałka Borowskiego bronił, to jest Platformę Obywatelską, czy nie chodzi przypadkiem o to, skoro pan marszałek nie dopuszcza do debaty na ten temat, że ludzie związani z Platformą posądzani są o bardzo poważne afery...

(Głos z sali: Hańba.)

...nie o niezapłacenie należnych świadczeń, jak niektórzy, z których tu uczyniono przestępców niebywałej rangi, ale o poważne, wielomilionowe afery - czy za to będziecie bronić marszałka? Taka jest wasza opozycyjność?

(Głos z sali: Hańba.)

Zacytuję formalne pismo, które jest legalnym pismem wysłanym przez Ligę Polskich Rodzin do pana marszałka: W związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa o charakterze korupcyjnym, wielkich rozmiarów, polegającego na nieprawidłowym zarządzaniu majątkiem komunalnym, z łamaniem ustawy o zamówieniach publicznych, z naruszeniem wszelkich procedur przetargowych związanych z inwestycjami infrastrukturalnymi - Trasa Źwiętokrzyska, most Źwiętokrzyski, Trasa Siekierkowska, Złote Tarasy oraz działalność spółki Holding Wars - osoby wymienione w artykule ?Rzeczpospolitej? z dnia 3 września 2003 r. pt. ?Towarzystwo wzajemnych inwestycji?: Paweł Bujalski, Marta Fogler, Piotr Fogler, Teresa Grudziecka-Skwarzewska, Jerzy Hertel, Małgorzata Ławniczak-Hertel, Jolanta Skolimowska, Tomasz Szawłowski oraz Wojciech Kozak, jako członkowie najwyższych władz samorządowych Warszawy... itd. I co? Napisała o tym jedna z najważniejszych gazet, notabene gazeta, która jest gazetą prywatną, której kiedyś marszałek Borowski w przypływie, że tak powiem, dobrej woli, przekazał pakiet kontrolny. Była to bowiem w roku 1993 jedyna gazeta, gazeta rządowa, w której rząd, jakikolwiek by on był, mógł przedstawiać swoją wizję, swoje działania i swoją ocenę sytuacji. Dzisiaj rząd w demokratycznym państwie, 40-milionowym, praktycznie skazany jest na ocenność pism związanych z wąskimi elitami kapitałowymi, często obcymi, konkurencyjnymi wobec naszej gospodarki, a więc nie ma takiej bezpośredniej tuby czy instrumentarium. Kiedyś to pan Borowski właśnie uczynił, przekazując, bez zgody rządu, 3-procentowy, o ile mnie pamięć nie myli, pakiet kontrolny. I pisze ta ?Gazeta Wyborcza? o takiej sprawie i cisza.

(Głos z sali: ?Rzeczpospolita?.)

Przepraszam. No, ale miejmy nadzieję, że ?Gazeta Wyborcza? temat podejmie, bo to najbardziej obiektywny dziennik, jak wszyscy wiedzą, w Polsce. (Wesołość na sali)

Otóż, Wysoka Izbo, cisza. A kto wrogiem? Poseł, który zablokował trybunę sejmową, warchoł zagrażający demokracji. A dlaczegóż ten poseł zablokował trybunę sejmową? (Ja nie jestem zwolennikiem blokowania trybuny sejmowej.) Bo pan marszałek Borowski nie poddał nawet pod głosowanie wniosku o wprowadzenie do porządku sprzedaży STOEN-u warszawskiego. Oczywiście to nic takiego wielkiego, panie pośle, to nic takiego wielkiego, to tylko znaczna część rynku energetycznego, który się wyprzedaje z ewidentną szkodą dla interesu narodowego, jak my uważamy.

W takich oto sprawach rosną napięcia. Owszem, potem odzywa się chór obrońców demokracji i pana marszałka Borowskiego oskarżających wąską grupę niemającą żadnego wpływu na przebieg wypadków w państwie, na kreowanie władzy, i pokazuje się posłów opozycyjnych jako największe zagrożenie dla polskiej demokracji. No przecież, Wysoka Izbo, to jest właśnie robienie ludziom wody z mózgu (Oklaski), a ono skutkuje brakiem świadomości politycznej albo zbyt małą świadomością polityczną, a ta z kolei skutkuje niepoprawiającym się stanem klasy politycznej. Ludzie w końcu dojdą do wniosku, że cała klasa polityczna jest do odrzucenia, tylko pytam: Co wtedy? Co wtedy? Kto? Jaki system, jaki model?

(Głos z sali: Hańba.)

Do tego właśnie prowadzą tego typu rozwiązania i tego typu działania jednoosobowo rządzącego marszałka większości, który zamyka usta partiom opozycyjnym, nie dopuszczając do debaty w ważnych sprawach.

Dalej, informacja o stanie prac Konwentu Europejskiego. Czy jest dzisiaj coś ważniejszego w tych kwestiach niż to, co rząd zatwierdzi w cieniu gabinetu? Bo przecież w Konwencie Europejskim ustalono rozwiązania, które w znaczny sposób odbierają kompetencje nabyte Rzeczypospolitej i temu narodowi, zatwierdzone w powszechnym referendum.

(Głos z sali: Hańba.)

No, oczywiście, na wszelki wypadek do takiej debaty nie dopuścimy, bo to sprawa nieistotna. Na jakiej podstawie? Dlaczego tego się nie poddaje pod głosowanie w Sejmie? Dlaczego nie ma paru słów komentarza, że jest to sprawa - chcielibyśmy to usłyszeć - drugorzędna albo trzeciorzędna? A prasa zachwyca się Komisją Źledczą, w odniesieniu do której pan marszałek Borowski nie dopuścił do pełnej reprezentatywności, łamiąc oczywiście prawo. Notabene już sam skład Prezydium Sejmu jest też niedemokratyczny, bo na jakiej podstawie - na podstawie tylko woli większości, a nie innej - nie wszystkie kluby parlamentarne posiadają swoich przedstawicieli w Prezydium?

Doprowadzono do tego, że skrajna demagogia - skrajna demagogia - Platformy Obywatelskiej uzyskała niebywałe poparcie społeczne, bowiem ci panowie, mieniąc się przedstawicielstwem intelektualnym, ogłosili, że jak będzie połowa posłów, to prawo będzie stanowione lepiej. I oczywiście wszyscy w to uwierzyli. A na jakiejże, pytam, podstawie? Na jakiej? To znaczy, ja sam głosowałbym za takim rozwiązaniem w nadziei, że Platforma Obywatelska nie znajdzie się w Sejmie. (Oklaski) To byłoby tylko to jedno. Natomiast nie można ludziom takich prawd podawać jako modelu rozwiązania polskich problemów, bowiem za legislację w parlamencie odpowiada Biuro Legislacyjne, wysoko płatne służby prawne, liczne, za które polityczną i merytoryczną odpowiedzialność ponosi marszałek Sejmu. Jeżeli poseł mówi: w ustawie ma być to, to, to i tak, to od tego są wyspecjalizowane służby, żeby to zapisać w formie prawa. W przeciwnym wypadku dojdziemy do absurdu, że w parlamencie mogliby zasiadać tylko prawnicy, którzy, delikatnie mówiąc, nie cieszą się też najwyższym uznaniem, że tak powiem, polskiego społeczeństwa. Ja nie chcę nic złego o prawnikach powiedzieć. Mówi się źle o klasie politycznej, o prawnikach, o mediach. Mówi się, że jest zły premier, a dobry prezydent - też nie wiadomo, z jakich powodów. Słowem, ten świat absurdu zatacza coraz szerszy krąg i my na tej podstawie jako wyborcy mamy dokonywać wyboru.

Przeciętny zjadacz chleba, który nie ma czasu oglądać debat parlamentarnych, ma informacje z telewizji. A co jest w telewizji? Panie - mówią mi na spotkaniu - w telewizji powiedzieli. 76% osób uważa, że telewizja publiczna jest najbardziej obiektywnym medium. To jest skala tego, co uczyniono ze świadomością polskiego narodu.

A jeśli chodzi o zgodę marszałka Borowskiego na to, żeby przenieść transmisje z obrad Sejmu z Programu II, który miał znacznie większy zasięg, do Programu III, co wyłączyło znaczne grupy ludzi mieszkających na polskiej prowincji z możliwości śledzenia obrad parlamentarnych, to jakiemu celowi miało to służyć? Poprawie sytuacji w demokratycznym państwie? Zwiększeniu świadomości ludzi, którzy dzisiaj w najcięższy sposób odczuwają koszty tych przemian? Na pewno nie. Marszałek winien wówczas stanąć na straży interesu demokracji i parlamentaryzmu, mówiąc: sprzeciwiamy się temu. I telewizja, w oczywisty sposób kierowana i zawłaszczona przez SLD, wraz z grupą prezydencką, na taką decyzję by się nie zdecydowała.

Wysoka Izbo! Jeśli chodzi o zarzuty, które przedstawił tu pan poseł Dorn, w szczególności o zarzut wręcz sfałszowania uchwały sejmowej, to jest to zarzut formalnie wystarczający do tego, żeby odwołać marszałka. W Polsce tego typu działania jak na przykład usunięcie paru liter z ustawy raz cieszą się niesłychanym zainteresowaniem mediów, owocują powołaniem Komisji Źledczej, która pompuje kilku, że tak powiem, nieco wypompowanych posłów (Wesołość na sali, oklaski), i tylko taki jest tego efekt, bo nie będzie żadnego innego urobku, a w tej sprawie, gdzie jeden człowiek dokonuje jednoosobowo - jeden człowiek - wbrew intencji i wbrew zasadzie prawnej, zmiany tego, co uchwalił Sejm, właściwie problemu nie ma. I oto jeden z głównych wojowników w tej komisji, pan poseł Rokita, mówi, że w zasadzie nie ma problemu, to w ogóle jest jakiś wątły problem. A wiecie, co lud mówi? Mówi, że jak SLD nie może, to Platforma pomoże. (Oklaski) I tak się właśnie kształtuje fałszywy obraz rzeczywistości.

(Głos z sali: Właśnie.)

W gruncie rzeczy bowiem partia nazywająca siebie partią opozycyjną gra w to samo z tą grupą, do której pan marszałek Borowski należy. Jak trzeba, to oczywiście w wielkich i ostrych słowach krytykuje się program gospodarczy, niedociągnięcia takie czy owakie, ale niech no tylko nastąpi ewidentne zagrożenie interesu tzw. grupy trzymającej władzę, Platforma jest zawsze na pozycji.

(Głos z sali: Tak jest.)

Nie ma wątpliwości. (Oklaski)

(Głos z sali: Hańba!)

Wysoka Izbo! Pamiętam także... bo jest takie słynne ludowe porzekadło, że nie wszystko złoto, co się świeci. Kreowanie obrazu pana Marka Borowskiego od pewnego czasu - co zresztą sprytnie wykorzystał, pokazując, że jakoby atak na niego miał na celu obniżenie jego szans w wyborach prezydenckich - jest kreowaniem, które podaje fakty wybiórcze. W kadencji 1993-1997... Zresztą muszę powiedzieć także, jako uczestnik dwóch poprzednich parlamentów, że tamte parlamenty można by ocenić gorzej od tego, który znacznie ciężej pracuje, a miały znacznie lepszą opinię w oczach wyborców. Sam ten fakt też daje do myślenia. W tamtym parlamencie pan marszałek Borowski był wicepremierem...

(Głos z sali: wicemarszałkiem.)

Był wicepremierem w latach 1993-1997 i ministrem finansów. I ponosi polityczną odpowiedzialność za prywatyzację Banku Źląskiego. Sprawa znana. Sprawy karne niektórych bohaterów tej akcji toczą się jeszcze do dziś. Po takim błędzie - bo wystarczy tylko wziąć pod uwagę polityczną odpowiedzialność człowieka, który podpisał decyzję uruchamiającą tę prywatyzację - w każdym normalnym demokratycznym państwie polityk zostaje wyzerowany. A u nas? Wyzerowany został Bogdan Pęk, który tę sprawę... Przepraszam za osobisty wtręt. Chcę pokazać tylko pewien mechanizm, to, jak działa u nas kształtowanie opinii publicznej, i w związku z tym mechanizm doboru pozytywnego. Nie jest więc on taki święty, jak mogłoby się wydawać.

Pamiętamy także kilka szczególnych wypowiedzi pana marszałka, których spiker, marszałek wszystkich Polaków, powinien unikać - jako wypowiedzi w jakimś sensie jednak skrajnych i ocennych - w kwestiach ideowych. Podam przykład listu do pseudoartystki skazanej przez sąd za obrazę uczuć religijnych - sprawa znana - popierającego jej działania. Cytuję: Będę walczył do ostatniej kropli krwi...

(Głos z sali: Czyjej krwi?)

...o prawo do głoszenia tych poglądów. (Poruszenie na sali) Nie, swoich. (Poruszenie na sali) Sprawa małżeństw homoseksualnych to nie jest problem marginesowy, a dyskusja o nim nikomu nie zaszkodzi. (Wesołość na sali)

(Głos z sali: Nie wiadomo.)

Wysoka Izbo! Nie można tej sprawy sprowadzić - tak jak to czynią ci, którzy trzymają władzę, od lat - do absurdu. Każde wystąpienie w obronie zasad, próba naprawy tego, co rzeczywiście jest złem, jest sprowadzona przez media albo do absurdu, albo do ekstremalnego wystąpienia kilku przedstawicieli opozycji, na których patrzymy z przymrużeniem oka. A naród patrzy i słyszy.

Tym, którzy dzisiaj oglądają tę debatę, zalecam tylko jedno. Popatrzcie państwo, co pokaże na ten temat telewizja. Zobaczymy tam z całą pewnością pana Kalisza, tak, który będzie występował we wszystkich możliwych mediach - tych wizualnych i tych niewizualnych - w obronie oczywiście zagrożonego kolegi, ale występował będzie nie w sensie obrony interesów partyjnych, ale pewnych zasad i zagrożeń właśnie dla demokracji. Nie zobaczymy tam na pewno tych - albo zobaczymy pokazanych w sposób wybiórczy - którzy tu z trybuny sejmowej usiłowali pokazać mechanizm, który wprowadził tutaj jako obowiązującą zasadę marszałek Borowski i który rzeczywiście jest istotnym zagrożeniem dla demokracji.

Jeżeli nadal taka będzie sytuacja w państwie, to dyskredytacja wszystkich najwyższych czynników, z parlamentem na czele, przy ewidentnym pogorszeniu się poziomu życia ludzi musi doprowadzić do mechanizmów, których wszyscy w tej młodej demokracji chcielibyśmy uniknąć. W tym sensie kilka jeszcze tutaj konkretnych przypadków, o których można by mówić, ma mniejsze znaczenie, choć oczywiście jest też ważne, żeby nie obniżać rangi parlamentu, jak uczynił na przykład marszałek, odmawiając poddania pod głosowanie - pod głosowanie tylko - sprawozdania Narodowego Banku Polskiego. Dlaczego? Dlaczego parlament, który jest suwerenem i sprawuje podobno najwyższą władzę w Polsce, nie mógł dokonać głosowania - nie miałoby ono mocy sprawczej, ale miałoby bardzo ważny wydźwięk polityczny - nad sprawozdaniem Rady Polityki Pieniężnej i Narodowego Banku Polskiego, o których wiadomo, że są jedną z istotnych przyczyn trudności, jakie ma rząd SLD-owski, już nie mówiąc o tym, że, moim zdaniem, są jedną z istotnych przyczyn bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej całego narodu i państwa? To jest ograniczanie rangi parlamentu; to jest ograniczanie rangi parlamentu. Czy można jeszcze coś dodać albo czy potrzeba jeszcze coś dodawać? Pan marszałek Borowski, zdaniem Ligi, po prostu nie sprawdził się na tym stanowisku.

(Głos z sali: Wynieść Borowskiego z Sejmu.)

I rzecz nie dotyczy jego kompetencji intelektualnych, bo jeżeli ktoś w tej Izbie uwierzy, że pan marszałek Borowski pomylił się, bo nie doczytał albo nie zrozumiał, to przepraszam bardzo, ale myślę, że pan marszałek Borowski dobrze wie, co czyni. Zawsze dobrze wie, co czyni. Problem w tym, że nie czyni tego, co powinien czynić marszałek wszystkich Polaków, spiker Izby, trzecia osoba w państwie, odpowiedzialna za kreowanie obrazu parlamentu, za pokazywanie złych i dobrych rzeczy. I to wystarczy, żeby wniosek o odwołanie pana marszałka był w pełni zasadny. Niezależnie od tego, co postanowi Wysoka Izba, ten wniosek był jedną z nielicznych furtek, aby ten mechanizm, który państwo polskie obala i niszczy mentalność i świadomość narodu polskiego, pokazać. I w tym duchu występując, liczę, że opozycja, a zwłaszcza ta, która deklaruje, nie wiedzieć czemu, obronę, ocknie się i zachowa się tak, jak przystało na prawdziwą opozycję, która powinna bronić zasad, a nie wchodzić w niejasne powiązania, sprzeczne z ich intencjami. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)