Projekty uchwał w sprawie:
1) odwołania marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej (druk nr 1946),
2) odwołania z funkcji marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej posła Marka Borowskiego (druk nr 1947). (2 punkt porządku dziennego)
2003-09-10, Obrady Sejmu RP, 4 kadencja, 56 posiedzenie, 1 dzień

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Wydaje się, że nasza dzisiejsza debata w bardzo ważnej systemowej sprawie niewiele chyba wniesie do mechanizmu działania Sejmu. To, co zanotowałem jako pozytywne, to fakt, że pan marszałek Borowski raczył przyznać, iż, być może, nie wszystko jest w porządku - i to była właściwie jedyna jakby taka wąska forma samokrytyki. Tymczasem godzi się przypomnieć jeszcze raz: parlament o najniższych notowaniach od początku przełomu politycznego od 1989 r. - prawda; parlament najbardziej pracowity - prawda. Czyli odwrotnie proporcjonalna ocena parlamentu, jeśli chodzi o jego rzeczywistą pracę i działalność. Nawet pamiętam, w niektórych parlamentach było wesoło w domach sejmowych i w restauracjach, teraz tego nie widać, nawet pod tym względem ten parlament jest solidniejszy, natomiast jego ocena jest ostro negatywna. I z całym szacunkiem, jeżeli mam rozumować tak, że tutaj większość parlamentarna z marszałkiem, który jednoosobowo zarządza tą instytucją, nie ponosi odpowiedzialności, to znaczy, że tworzymy wirtualną metodę oceny. Takiej oceny podzielić nie mogę, bo to zaprzecza doświadczeniom i logicznemu tokowi rozumowania. A więc tu jakby jesteśmy w punkcie wyjścia.

Chcę w tym miejscu powiedzieć, że w tej sytuacji, po naradzie z kolegami, mogę poinformować w imieniu Ligi Polskich Rodzin, iż w takim razie wystąpimy jednak z wnioskiem o zmianę zasady działania Sejmu w celu odciążenia nieco marszałka. Być może ta zmiana, która została wprowadzona przez śp. AWS i Unię Wolności w poprzedniej kadencji, jest główną przyczyną naszych nieszczęść, mianowicie, dano zbyt dużą władzę jednemu człowiekowi w spektrum politycznym, które w naturalny sposób musi się różnić. I nawet, być może, każdy człowiek nie tak mocno związany politycznie ze swoją formacją, jak pan marszałek Borowski, byłby w jakiś sposób pod presją własnych szeregów choćby w niewielkim stopniu tendencyjny. Myślę, że ten element tendencyjności, który jest tu oczywisty, można będzie wyeliminować tylko w ten sposób, iż kluczowe decyzje będzie podejmować Prezydium Sejmu i Konwent Seniorów, ale wprost, literalnie ma być to zapisane, bo dzisiaj tak nie jest. Dzisiaj jest pewien kompromis, który polega na tym, że pan marszałek w niektórych kwestiach dopuszcza, ale formalnie, zgodnie z prawem, decyzje należą do marszałka i to, jak sądzę, przekracza możliwości jednego człowieka. Więc będziemy postulować, żeby ten element w formie nowelizacji przeprowadzić. Myślę, że tym razem Platforma Obywatelska nie odmówi nam swojego poparcia, bo tutaj działamy z intencją absolutnie szczerą, która zmierzać będzie do tego, żeby większość parlamentarna nie decydowała we wszystkich kwestiach zarządzania Sejmem, bo to prowadzi do bardzo istotnych i trwałych wypaczeń, zaburzenia obrazu parlamentu i jego negatywnej oceny, która może się utrwalać; więc jakby tu żadnej skruchy nie widzę. Widzę natomiast pewność, że wszystko zostanie po staremu, bo z deklaracji politycznych części klubów opozycyjnych, w tym PSL i Platformy Obywatelskiej, to jednoznacznie wynika. A więc ponieważ w głosowaniu sprawy zostaną po staremu, to nie ma powodu, żeby tutaj wychodzić naprzeciw. Co do kwestii kluczowej, tej merytorycznej, związanej z uchwałą. Nie mam najmniejszych wątpliwości: jeżeli mówię o inteligencji pana posła Borowskiego, to mówię w tym sensie, że nie uwierzę nigdy, że się pomylił. Działał na pewno wiedząc, co robi, a działał niezgodnie z obowiązującym prawem. I tyle. Intencja mogła być tylko jedna, bo trudno sobie wyobrazić intencję, która jest przekazywana z dużym opóźnieniem opinii publicznej. Ta intencja wynika z tego, jaki był skutek tego działania. Skutek był taki, że przedstawiciel typowany na bardzo ważne w państwie stanowisko, przedstawiciel SLD, miałby mieć znacznie dłuższą kadencję, niż wynikało to z intencji Sejmu wyrażonej w uchwale. To się po prostu nie broni. Nigdy nie uwierzę, że pan się pomylił. Musiał pan działać świadomie, w tym sensie mówiłem o inteligencji. Zatem ten zarzut oczywiście podtrzymujemy. Problem polega na tym, że podobnie jak w przypadku usunięcia posłów siłą nie podczas obrad parlamentu, ale w czasie przerwy parlamentarnej, możemy stwierdzić, że jest to działanie nie tylko naganne, ale sprzeczne z obowiązującym prawem. Co więcej, precedensowe. Natomiast nie ma innego mechanizmu, poza większością parlamentarną, która mogłaby dokonać oceny. Skoro większość parlamentarna dopuszcza tego typu działania, to instancji odwoławczej nie widać. Myślę, że to jest problem bardziej dla specjalistów prawników. Myślę, że jeżeli tego typu mechanizm będzie w parlamencie działał, to takie spektakularne działania, bo nie ma wtedy innej formy, będą się w parlamencie powtarzać.

Nie wyobrażam sobie na przykład, że podaje się do publicznej wiadomości, że grupa G-8 będzie sprzedana jednej osobie bez przetargu i my na ten temat nie odbędziemy debaty parlamentarnej. Wtedy pierwszy będę blokował trybunę sejmową, bo to będzie racja stanu Polski przeze mnie jak najlepiej rozumiana. Każdy, kto uznałby mnie wówczas za warchoła, nie będzie chciał dopuścić do tego, żebyśmy się dowiedzieli, o co w tym chodzi. Oczywiście to nie może być nadużywane, ale w tego typu spektakularnych historiach, które dotyczą transformacji majątku narodowego na wielką skalę albo decyzji, które zmieniają na dziesięciolecia pozycję Polski, tak jak na przykład Konwent i jego projekt konstytucji, który ogranicza kompetencje Polski, które zostały już zatwierdzone... Tego typu historie nie mogą być traktowane tak, jak każde inne działanie bieżące; w sprawach mniej istotnych, bieżących, w oczywisty sposób należy się kierować innymi realiami. Tutaj jakby nie ma metody wentyla bezpieczeństwa, który w jakiś sposób łagodziłby to. Jedynym rozwiązaniem jest oddanie decyzji Konwentowi, który nie może być zdominowany w takich sprawach przez większość rządzącą, bo wtedy wchodzimy w ślepy zaułek.

Jeżeli chodzi o kwestie poruszane tutaj przez niektórych występujących posłów. Otóż pan poseł Nałęcz, którego stanowisko rozumiem. On po prostu broni swojego układu politycznego i swojej pozycji. Warto przypomnieć, z całym szacunkiem dla czcigodnego posła Nałęcza, wicemarszałka Sejmu, że mając 16-osobowy klub jest wicemarszałkiem, a jest tu kilka większych klubów, które nie mają swojego przedstawiciela w Prezydium Sejmu. O jednej rzeczy tylko chcę powiedzieć. Pan poseł mówił o tej 500-letniej tradycji, poruszał to w jakiś sposób mój przedmówca. Otóż był taki przypadek: pan Anklewicz, wicemarszałek Rady Nieustającej, miał bardzo poważne problemy z ludem Warszawy w czasie insurekcji kościuszkowskiej, to tak gwoli prawdy historycznej warto przypomnieć. Proszę?

(Poseł Antoni Macierewicz: Ankwicz.)

(Poseł Bogdan Lewandowski: To nieważne.)

(Poseł Antoni Macierewicz: Ważne.)

(Poseł Antoni Macierewicz: Jak się zwał, tak sie zwał.)

Ankwicz. Tak, oczywiście. Jeżeli chodzi...