2003-07-28, Obrady Sejmu RP, 4 kadencja, 54 posiedzenie, 1 dzień

Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! O tej debacie można powiedzieć z całą pewnością jedno - że dobrze, że ona się odbywa w Wysokiej Izbie. I można dodać, że powinna się odbywać periodycznie, załóżmy, że raz na pół roku. Przypomnienie ostatnich faktów, rozliczenie tego, co przedstawiono uprzednio, osiągnięcia wymiaru sprawiedliwości, organów ścigania - o, panowie prokuratorzy się ucieszyli, jak widzę, czyli jesteśmy na dobrej drodze - i może coś by drgnęło. A póki co, to niechaj mi wieszcz wybaczy, ale parafrazując znane powiedzenie, trzeba by dzisiaj rzec: o roku ów, kto cię widział w naszym kraju, tego oszust zowie rokiem urodzaju, bo taką dzisiaj mamy rzeczywistość.

Ale nic się nie bierze z niczego. To nie jest tak, że Polska jest szczególnym krajem, w którym korupcja kwitnie, że wyprzedzamy w tym inne nacje. Według oficjalnych raportów jesteśmy w środkowej strefie wpływów, że tak powiem. Jednakowoż korupcja jest jednym z najgorszych elementów utrudniających życie społeczeństwu i wprowadzających wszystkie te mechanizmy wtórne, które powodują negatywną ocenę rządu, systemu politycznego, państwa jako takiego. Jest trądem, z którym walczyć trzeba wszelkimi dostępnymi sposobami i nie jest to walka łatwa, bowiem tak jest z niektórymi wirusami, np. słynnym zagrażającym obecnie w związku z rozwiązłością obyczajów wirusem HIV, że mają one ogromną zdolność do przemiany, tak że środek skuteczny dziś, przestaje być skuteczny jutro. Tak jest również z korupcją.

Ale korupcja po 1989 r. w Polsce miała szczególnie korzystne podłoże do rozwoju. Skąd się to wzięło? Grzmiała tu Platforma Obywatelska ustami mojego ulubionego Jana Marii Rokity - oczywiście do momentu, gdy był czas transmisyjny, bo skończyła się transmisja i Platformę Obywatelską co do jednej osoby wymiotło.

A gruba kreska, panie Janie, pierwszego rządu naszego ulubionego premiera pana Mazowieckiego, która spowodowała, że miekko w nowy system przeszły wszystkie skorodowane rzeczywistością PRL-owską stare układy?

Dzisiaj warto też się zastanowić, jaki będzie skutek powiatyzacji Polski na przykładzie jednego powiatu, który pewnie sen spędza z powiek SLD, ale tak jest w wielu innych powiatach, zapewniam państwa. W okresie, gdy Gierek doszedł do władzy - to taki drobny wtręt z najnowszej historii Polski - żeby rozwiązać kliki powiatowe, musiał powiaty rozwiązać. Nie było innemu sposobu. W naszych powiatach zaczynają się tworzyć w całym tego słowa znaczeniu klikowe, bezwzględne układy nie do ruszenia, przy ogólnej społecznej niewierze w to, że da się z nimi skutecznie walczyć, większość ludzi w Polsce nadal bowiem nie rozumie, że walka ze wszystkim tak naprawdę może się odbywać realnie wyłącznie przy użyciu kartki wyborczej - rozumnym użyciu kartki wyborczej. Więc mamy grubą kreskę - dawny układ służb PRL, czołówki politycznej, odsuwa się od bezpośredniego sprawowania władzy na mocy porozumienia z tą elitą, która władzę obejmuje. Nazwiska znane, większość z nich to dzisiaj albo wielki biznes, albo wielcy właściciele mediów, albo jeszcze inni wielcy. Był taki raport, utajniony chyba przez prezesa Najwyższej Izby Kontroli pana Kaczyńskiego, liczył prawie 1000 stron, był to raport z kontroli Banku Handlowego. Tam był pokazany niesłychanie precyzyjnie ten mechanizm, skąd się wzięło źródło finansowania korupcji przez duże ?k?, na tym najwyższym szczeblu. To były manipulacje kursowe w tym okresie przejściowym, lata: 1989, 1990, 1991, to była filia Banku Handlowego w Luksemburgu, to była czołówka służb specjalnych nie tylko PRL, ale pewnie i byłego hegemona. Mówi się o ogromnych pieniądzach w dolarach, które wówczas wypłynęły. Te pieniądze były podstawą tworzenia nowej elity finansowej, która w pewnym okresie nieco schowała się w cień, a dzisiaj mówi o sobie ?towarzystwo trzymające władzę? i na naszych oczach potrafi w obliczu mediów tworzyć prawie że serial telewizyjny, bo podczas prac Komisji Źledczej ta właśnie elita trzymająca władzę kłóci się.

(Głos z sali: Z Lewandowskim na czele...)

Kłóci się o to, kto ważniejszy, kto powinien mieć większe wpływy, czy jedna grupa powinna zawłaszczyć całość kreowania opinii publicznej poprzez właściwie monopol medialny, czy też ta druga grupa, która dzisiaj jest na cenzurowanym szczególnie, ta, która realnie sprawuje rząd, powinna jednak postawić jakąś barierę. I to jest przedstawione polskiemu społeczeństwu jako kluczowy przykład korupcji, niebezpieczeństwa dla państwa. A, proszę państwa, taka najprostsza, przyziemna sprawa.

(Głos z sali: A minister finansów?)

Jest w Polsce bardzo duża ilość urzędów kontroli skarbowej, tych, które badają przestrzeganie prawa przez polskich podatników, jest w Polsce minister finansów, który to nadzoruje, specjalny podsekretarz stanu, odpowiednie piony itd. Znam przynajmniej kilkudziesięciu takich ludzi, którzy nie byliby w stanie udowodnić, skąd mają bardzo potężny majątek zdobyty w ostatnich latach, gdyby zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem odpowiedni przedstawiciel finansów czy kontroli finansowej o to zapytał. Nie pytają także owego przysłowiowego dżentelmena, który zajeżdża mercedesem klasy S pod znaną dyskotekę, a oficjalnie żyje z renty po dziadku. Skąd wziął 350 czy 400 tys. zł? O to też nie pytają. Dlaczego? Nie mogą, nie chcą? Nic podobnego, nic podobnego! Przedstawicielstwo polityczne tej grupy, która dzisiaj zaczyna stanowić forpocztę zwalczania korupcji w osobie pana Jana Marii Rokity i w osobach innych członków Platformy Obywatelskiej, kiedyś składało się z liczniejszych członów - jak np. Unii Wolności, która, mówiłem o tym wielokrotnie, mogłaby pobić mistrzostwo świata w walce o tzw. stołki i wpływy polityczne, gdzie się tylko dało, czy dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego, którego przedstawiciele mawiali wprost, że pierwszy milion trzeba zdobyć nielegalnie. A w jakimże to okresie jak nie za rządów pana premiera Jana Bieleckiego był ów słynny tydzień, kiedy płynęła tutaj elektronika bez cła? A w jakimże to innym okresie jak nie za rządów tamtych opcji można było sprowadzać całe pociągi, nawet nie tiry, tylko pociągi alkoholu bezcłowego, co zniszczyło zarówno przemysł elektroniczny polski, jak i polskie polmosy, sprzedawane np. tak jak ostatnio jeden z polmosów za cenę zbytu 10-krotnie mniejszą niż kwota podatku wpłacanego w jednym roku do budżetu?

Te mechanizmy oczywiście nie biorą się z niczego. Te mechanizmy biorą się z cichego przyzwolenia pewnej elity, która podzieliła między siebie układ sprawujący władzę i wpływy i mówi polskiemu społeczeństwu w tego rodzaju serialach jak ta Komisja Źledcza: Dzisiaj rządzimy my, jutro wy. Krytykujemy się nawzajem, żeby ludzie wiedzieli, kto jest dobry, a kto zły w danym momencie, ale broń Boże krzywdy sobie nie zrobimy. (Oklaski)

Mój ulubieniec pan poseł Lewandowski - w dniu, w którym nie stawił się na własnym procesie karnym w Krakowie - tam jest podejrzenie przestępstwa prywatyzacyjnego - grzmiał w telewizji, oskarżając SLD o działania korupcyjne. Słyszałem na własne uszy. I szef jego klubu dzisiaj występuje jako główny wojownik o zwalczanie wszystkiego tego, co niekorzystne.

(Głos z sali: Też z Krakowa...)

Też. W tej sytuacji trzeba powiedzieć tak: czasy grubej kreski warto porównać z okresem 20-lecia międzywojennego, kiedy po powstaniu z niebytu państwa polskiego jedną z pierwszych ustaw była ustawa o zwalczaniu przestępstw wobec państwa i mienia społecznego, publicznego. Była nawet za to kara śmierci wówczas. Co prawda nigdy jej nie wykonano, ale po 20 latach stworzono układ władzy administracyjnej, kastę urzędniczą, sądy, stan nauczycielski, co dało podstawę do istnienia suwerennego państwa polskiego. (Oklaski) Oczywiście nie pozwolili na to nasi wrogowie zewnętrzni, być może popełniono innego typu błędy. Ale wszystko to w 1989 r. odrzucono. Zlikwidowano wydziały przestępstw gospodarczych w komendach wojewódzkich Policji, zniesiono przepadek mienia uzyskanego z przestępstwa. To wszystko spowodowane było potrzebą stworzenia nowej grupy właścicieli związanej z tym establishmentem politycznym. Służby dawnego okresu PRL podzieliły się na dwa obozy: jeden przystał do obozu, który kiedyś dowcipnie ktoś nazwał grupą Bolka, a drugi pozostał przy spadkobiercach wprost PRL. I te dwie grupy ze swoimi przedstawicielami ekonomicznymi, dysponującymi dzisiaj ogromnym majątkiem, tak naprawdę w Polsce sprawują realną władzę. To oni kontrolują większość mediów, to oni kontrolują większość kapitału prywatnego, to oni mają wystarczające środki nacisku na polityków prawie wszystkich szczebli, zwłaszcza tych, którzy mają choćby nieco brudu za paznokciami.

Ja nie jestem człowiekiem, który dramatyzuje dzisiejszą sytuacją w sferze takiej gwałtownej potrzeby zwalczenia wszelkiej korupcji. Ona jest tak związana z naturą ludzką jak istnienie człowieka. Ale najważniejsze jest to, żeby nie tolerować korupcji czy podejrzenia o korupcję na szczytach elity władzy. Można zarzucać Łyżwińskiemu to czy owo czy Samoobronie wiele rzeczy - ja wielokrotnie z tej trybuny im to zarzucałem - ale jeżeli poseł mówi po raz kolejny, dlaczego minister X, minister Y nie przedstawił wiarygodnego uzasadnienia, od kogo wziął ogromną pożyczkę, a następnie prowadzi przetarg stulecia i wszystko gra, jeżeli tutaj są niedomówienia, jeżeli tego się nie rozwiąże, to nie ma żadnej możliwości, żebym ja czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach uwierzył, że cała ta nadbudowa polityczna i ścisła elita, ta, która kontroluje również organy ścigania i cały aparat, także aparat skarbowy, była czysta i zdolna do zwalczania korupcji. Nie ma takiej możliwości.

Panie Marszałku! Zwracam się także do pana, ale nie do pana osobiście jako Janusza Wojciechowskiego, ale jako dzisiaj wicemarszałka Sejmu, z następującą sprawą. Pod koniec poprzedniej kadencji piastowałem funkcję przewodniczącego Komisji Etyki Poselskiej. Komisja ta, jak wiadomo, zgodnie z ustawą uchwaloną jakże słusznie przez Wysoką Izbę przeprowadzała badanie oświadczeń majątkowych i na koniec przedstawiła stosowny raport tamtemu Prezydium Sejmu. Marszałek nazywał się wówczas Płażyński, a jednym z wicemarszałków był pan Marek Borowski, obecny marszałek. Raport, który został przedstawiony - ja tu nie mogę wymieniać nazwisk - był bardzo ważnym raportem i - mówię to po raz kolejny, tym razem publicznie - kilkanaście osób nie było w stanie wyjaśnić gwałtownego przyrostu własnych majątków. Dwie z tych osób obecnie w sposób aferalny wiązane są z jakimiś tam, delikatnie mówiąc, prawie że mafijnymi powiązaniami. Co się stało z tym raportem? Czy to można jakoś sprawdzić, czy to też już jest umorzone? Bo była to sprawa bardzo ważna: pierwszy raz działająca komisja, pierwszy raz realizująca ustawę antykorupcyjną - raport i studnia, żadnego efektu. Był tam także układ grupowy kilkudziesięciu posłów, którzy brali pieniądze, pełne wynagrodzenie z kasy sejmowej i także z innych źródeł, nielegalnie, niezgodnie z ustawą. Byli tacy, którzy brali od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy nawet rocznie. Nikomu nie przypisano tego do zwrotu, z tego co wiem, nikomu nie przypisano tego do zwrotu, choć takie wnioski postawiła ówczesna komisja etyki. Ten element polecam łaskawości pana marszałka, jako człowieka uczciwego, który rzeczywiście, widać to wyraźnie, ma wolę i chęć zwalczania korupcji. Ryba bowiem psuje się od głowy i tego typu utajnienia, zupełnie niezrozumiałe dla mnie, powodują, że cała reszta niżej, powiązana tymi układami i nawet pewną symboliką, nie jest zainteresowana tak realnie, poza oracyjną formą, czego arcymistrzem jest znany, nasz ulubiony pan Jan Maria Rokita, zwalczać tego raka, który dla Polski jest groźny.

Wysoka Izbo! Na koniec chcę przywołać to, co zawsze było bliskie mojemu sercu i czym zajmowałem się przez wiele lat w parlamencie. Dla państwa nie jest groźna, choć jest niebezpieczna, ale groźna w sensie takim rzeczywistym, drobna korupcja. Ona jest zmorą, ale nie ona zabija państwo. Dla państwa o wiele groźniejsza jest decyzja, która tu była dzisiaj już przywoływana, a przeze mnie w roku 1993 po raz pierwszy - jeżeli za 2,5 mld dolarów sprzedano system bankowy w Polsce, 75% akcji, dopłacając wcześniej 3 mld dolarów do tego systemu na oddłużenie, restrukturyzację, modernizację itd., to nie ma takiej możliwości, żebym ja, będąc przy zdrowych zmysłach, czy ktokolwiek, uwierzył, że nie było to związane z systemem, delikatnie mówiąc, korupcjogennym. To jest uderzenie w podstawy bytu państwa. Bo jakie znaczenie mają banki, to teraz widzą polscy biznesmeni, niszczeni przez agendy obcych banków w Polsce, banki, które oddaliśmy obcym za dopłatą. Dlaczego tego się nie bada? W okresie gdy pan Wojciechowski był szefem NIK-u, sam przekazałem siedem takich ?grubych? spraw i raporty NIK-u bardzo ostre na ten temat były. Raporty NIK-u były, po czym w prokuraturze sprawa grzęzła. Albo nie było pieniędzy, albo nie było ekspertów odpowiednich, albo ekspertami byli ci, którzy dokonywali wcześniej wycen tych prywatyzowanych firm. A czołowi ludzie spośród urzędników państwowych najwyższej rangi, a więc rangi ministrów i wiceministrów, vide Wąsacz, vide pani Kornasiewicz, która zajmowała się prywatyzacją systemu kapitałowego, obecnie pracują w tych bankach, które wcześniej sprzedali, za bardzo dobre pieniądze. Takich przypadków oczywiście było więcej. A LOT, gdzie zarząd przed prywatyzacją, w czasie prywatyzacji brał kasę od przyszłego właściciela?

(Głos z sali: Sprawozdania nie było...)

Tych przypadków jest bardzo wiele, ja sam kilkanaście takich najgrubszych zgłaszałem wszystkim możliwym organom. Sprawa Banku Źląskiego, który kiedyś był wyśmiewany, czy Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, gdzie stracono miliardy...

(Głos z sali: Panie marszałku, SLD protestuje.)

SLD właśnie to zrobiło (Wesołość na sali), z Kaczmarkiem na czele, a wymyślił Lewandowski. I dzisiaj udajecie, że się różnicie, a gracie w to samo, tylko pod stołem. Dla publiczności pięknie się różnicie i zwalczacie. (Oklaski)