Pierwsze czytanie poselskiego projektu uchwały w przedmiocie realizacji przez rząd RP ustaleń Traktatu akcesyjnego Polski do Unii Europejskiej dotyczących dofinansowania z budżetu państwa dopłat bezpośrednich w latach 2004-2006 (druk nr 1405). (14 punkt p
2003-03-27, Obrady Sejmu RP, 4 kadencja, 44 posiedzenie, 2 dzień

Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Jak zwykle, jak ważny temat, dotyczący spraw rolniczych, to mamy 5 minut w debacie. Ale skoro mało czasu, to do rzeczy.

Otóż, Wysoka Izbo, szanowni państwo, to jest jeden z ważniejszych elementów dyskusji na temat naszych ustaleń akcesyjnych. Oto dzisiaj Polskie Stronnictwo Ludowe, trzeba powiedzieć, dobrze, że występuje - lepiej późno niż wcale - z wnioskiem o uchwałę, która zagwarantowałaby polskim rolnikom owe iluzoryczne, jak sądzę, dopłaty z budżetu polskiego, które miałyby osiągnąć wspólną pozycję dopłaty w wysokości 55% w pierwszym roku, 60% - w następnym i po 5% w ciągu 10 lat; miałoby to dochodzić do pełnego finansowania, jakie obowiązuje w Unii Europejskiej.

Uchwała, oczywiście, jest tylko symbolicznym aktem prawnym, potrzebna jest ustawa. Potrzebna jest ustawa i tylko ona może zagwarantować ten poziom dopłat z polskiego budżetu. Natomiast, Wysoka Izbo, trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie, jaki jest obecny stan faktyczny, bo niektórzy słuchający tej debaty mogliby odnieść fałszywe wrażenie, że polskie społeczeństwo czy polscy rolnicy zyskają na wejściu do Unii Europejskiej jakiekolwiek pieniądze. Otóż oświadczam z pełną odpowiedzialnością, że na mocy tych ustaleń, które zawarte są w traktacie akcesyjnym, polscy rolnicy nie uzyskają żadnych pieniędzy w rozliczeniu brutto. Dzisiaj trzeba mówić o faktach, a fakty są takie: w pierwszym roku akcesyjnym niedobór dochodów budżetowych wynikający z tytułu składki bezpośredniej, która wyniesie 2,5 mld euro rocznie, dodatkowych składek i innych obciążeń, ubytków w dochodach z ceł wyniesie ok. 20 mld zł. Tyle mniej środków po stronie dochodów trafi do polskiego budżetu. Dlatego pan minister Kołodko dzisiaj nie śpi po nocach, rano biega i kombinuje, jak tu polskiemu społeczeństwu ująć z różnych pozycji socjalnych, z różnych programów socjalnych, a polskiemu rolnictwu zapowiada podatek zryczałtowany, który będzie płatny miesięcznie od dochodów z hektara. Podobno dochody te są szacowane na poziomie ok. 110 zł z hektara miesięcznie i od tego będzie podatek zryczałtowany. Oczywiście podatek ten będzie znacznie wyższy niż obecnie płacone formy podatków rolnych. Pan minister Kołodko, a także inni eksperci, myśli, jak tu wprowadzić podatek katastralny 1, 2, a może 3% rocznie od wartości nieruchomości. Inni wybitni eksperci kombinują, jak zmienić zasady wypłacania tzw. ubezpieczeń KRUZ-owskich, albo zwiększając składkę kilkakrotnym wskaźnikiem, względnie zmieniając zasady, np. ograniczając ilość gospodarstw rolnych poprzez podniesienie dolnej granicy gospodarstwa rolnego np. do 3 ha.

Proszę państwa, 20 mld ubytków minimum, bo to jest taki bardzo delikatny szacunek, spowoduje taką sytuację w finansach publicznych, że nawet gdyby ministrem finansów był najbardziej sprzyjający polskiemu rolnictwu człowiek, to żeby nie doprowadzić do rewolucji w państwie, nie wstrzymać wypłat rent, emerytur, podstawowych świadczeń, do których państwo zobowiązane jest ustawowo, nie będzie mógł dopłacić - panie pośle Kuźmiuk i inni państwo - do tych dopłat, które zagwarantowała Unia Europejska, gdybyśmy na jakieś nieszczęście tam weszli, z polskiego budżetu do poziomu 55%. Ale muszę powiedzieć, że poziom 55%, gdyby zdarzył się jakiś cud, nie gwarantuje równości konkurowania na wspólnym europejskim rynku. Proszę państwa, co to oznacza? To oznacza, że jest to wyrok na podstawowe produkcyjne gospodarstwa. Wyrok, bo one będą produkowały towar, który na wspólnym europejskim rynku po zniesieniu barier celnych i w obrocie towarowym będzie przy tej samej jakości droższy niż towar naszych sąsiadów z krajów ?piętnastki?. Tamten towar będzie wypierał nasz towar; naszego nikt nie kupi, ze wszystkimi konsekwencjami. Oczywiście nie mam czasu, żeby mówić tu o szczegółach, ale przy 55%, gdyby zdarzył się cud dopłaty z polskiego budżetu do wysokości 55%, mamy dramat. Natomiast jeżeli tych dopłat nie będzie, a zakładam się o grube pieniądze, że ich nie będzie...

(Głos z sali: O ile?)

...to wówczas mamy do czynienia z superdramatem, który spowoduje zapaść cywilizacyjną polskiej wsi i utratę ziemi.

Pan poseł Kuźmiuk mówił tutaj o bardzo ciekawym mechanizmie, jakoby cały ten system dopłat w Unii Europejskiej, gdybyśmy do niej na nieszczęście weszli...

(Głos z sali: Na szczęście.)

...zadziałał w ten sposób, że obniży ceny żywności, które płacą polscy konsumenci. Może i tak jest w Unii Europejskiej, ale w Polsce nastąpi gwałtowna podwyżka cen żywności, którą polscy konsumenci zapłacą, i również zapłacą konsumenci wiejscy.

Natomiast jak wygląda ta pozycja, która jest pewna? 25% dopłat to jest 13 zł do hektara miesięcznie, proszę Wysokiej Izby, a z drugiego filara 89 zł dodatkowo na rok do hektara - to wyniesie w sumie maksymalnie ok. 20 zł do hektara miesięcznie, ale w zakresie tych upraw, które są preferowane przez Unię Europejską. Taki jest poziom dopłat. Miesięczny wzrost kosztów utrzymania w wyniku wejścia do Unii Europejskiej znacznie przekroczy kwoty, które są maksymalnie do uzyskania. Trzeba powiedzieć, że drobni rolnicy, którzy nie sprzedają na rynek, będą mieli dodatkowe pieniądze na dwie paczki papierosów; bo one podrożeją o 100%. Natomiast pozostali mieszkańcy tego kraju nie będą mieli nic, a wielcy producenci żywności postawieni zostaną w sytuacji praktycznie bez wyjścia, bo nawet te 55% im nie pomoże. Jeżeli to są uzyskane dobre warunki, jak to zachwala Polskie Stronnictwo Ludowe, to po prostu nie umiem liczyć do 4. Panowie, chcecie poprawić sytuację, którą żeście spaprali, a ściślej mówiąc, wasz szef, pan wicepremier Kalinowski, choć stwarzał wrażenie wielkiej walki o interesy robotnicze, i chwała wam za to, natomiast to wszystko nie gwarantuje minimum przeżycia dla polskich rolników. To są warunki, które w normalnym państwie, w normalnej sytuacji nie mogłyby być przyjęte.

Wysoka Izbo! Na koniec chcę powiedzieć o pewnym elemencie, który budzi bardzo wielkie emocje i który jest przedstawiany często w krzywym zwierciadle. Art. 23 Traktatu Europejskiego, na który zgodzili się nasi dzielni negocjatorzy - chyba dlatego, że nie doczytali, co tam było napisane, bo nikt przy zdrowych zmysłach na taki zapis się nie zgadza - mówi, że Rada może dokonać takich dostosowań do postanowień niniejszego aktu związanych ze Wspólną Polityką Rolną, jakie mogą okazać się niezbędne w wyniku zmiany regulacji wspólnotowych; takie dostosowania mogą być dokonane przed dniem przystąpienia. Co to oznacza? Że Unia Europejska zastrzegła sobie, iż może, działając jednostronnie i nie pytając strony polskiej o zdanie, zmienić np. tę zasadę, która tutaj była wielce reklamowana, jakobyśmy uzyskali 8,5 mln ton kwoty mlecznej hurtowej, którą skupują polskie mleczarnie; a moim zdaniem jest tak, jak interpretuje Unia Europejska, ale nie więcej jednak niż w roku referencyjnym, tzn. w bieżącym, kiedy już wiadomo, że skup będzie wynosił co najwyżej ok. 7 mln ton. Kto ma rację, okaże się niedługo. Ale moim zdaniem rację będzie miała Unia Europejska, która niezależnie od tych wszystkich zastrzeżeń wprowadziła jeszcze do traktatu klauzule ochronne. A jeśli chodzi o klauzule ochronne, jest to takie prawne sformułowanie, które gwarantuje Unii Europejskiej jednostronną obronę jej interesów, bowiem na mocy tych klauzul może wprowadzić w każdym dowolnym momencie, teraz i po akcesji, wstrzymanie części bądź całości środków, nałożenie kar umownych, gdyby stwierdziła, że Polska w jakimkolwiek przykładzie nie wykonuje zobowiązań traktatowych lub innych ustaleń czy zaleceń Unii Europejskiej, Komisji Europejskiej itd. Polska niestety nie ma wywalczonych partnerskich zasad, które mogłyby wyrównać owe zasady.

Co to wszystko oznacza? Ano to wszystko oznacza, że choćby występowali nie wiem, jacy mędrcy i jakiej maści politycznej, to tak haniebnego traktatu jak ten traktat nie było dawno. Powtarzam jeszcze raz to, co mówiłem zawsze i w imieniu Ligi Polskich Rodzin chcę powiedzieć jeszcze raz: Ten traktat może być akceptowany tylko przez głupców albo zdrajców. (Oklaski)