10. Informacja rządu w sprawie negocjacji Polski z Unią Europejską.
11. Sprawozdanie Komisji Europejskiej o poselskim projekcie uchwały w sprawie warunków członkostwa Polski w Unii Europejskiej (druki nr 1105 i 1131).
12. Sprawozdanie Ko
2002-12-04, Obrady Sejmu RP, 4 kadencja, 37 posiedzenie, 2 dzień

Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! I oto zbliżamy się do finału procesu niesłychanej wagi - do finału na forum parlamentu, rządu, bo oczywiście kluczowy finał to będzie referendum - do finału pewnej inwestycji. Polskie społeczeństwo zainwestowało w to bardzo wiele, a osiągnęło zdecydowane pogorszenie poziomu życia, utratę znacznej części majątku i powszechnie obowiązującą ideologię, a właściwie mitologię, jakoby wejście do Unii Europejskiej było czymś, co rozwiąże wszelkie polskie problemy. Z ogromną przykrością konstatuję, że formacje polityczne, które tak prowadziły Polskę w okresie przedakcesyjnym, że utraciliśmy zdolność do poważnych negocjacji z uwagi na utratę atutów, a zwłaszcza rynku polskiego, wielkiego, 40-milionowego, upowszechniają w polskim społeczeństwie taki oto mit, że albo Unia Europejska - wulgaryzując zresztą - albo Białoruś, co miałoby oznaczać, że niewejście do Unii Europejskiej oznacza dla polskiego narodu dramat niebywały i zepchnięcie Polski w objęcia polityczne tych, którzy demokracji jeszcze nie zdołali stworzyć. To jest oczywisty fałsz, nieprawda, to jest coś, co nie powinno się zdarzyć w demokratycznym systemie, bowiem w takiej sprawie, która jest przecież kwestią dziejową, obowiązuje zasada minimum uczciwości i prawdy.

Wysoka Izbo! Występował tu pan premier Kołodko, minister finansów i wicepremier rządu, i mówił szeroko o europejskim wspólnym domu, o cywilizacyjnych zagrożeniach i szansach, a nie zająknął się nawet na temat dokumentu rządowego, nie rządu minionego, tylko tego rządu, rządu premiera Millera, zatytułowanego: Zmiana stanowiska negocjacyjnego Polski w obszarze budżet i finanse - synteza. Oczywiście nie mam tyle czasu, żeby ten dokument zacytować w całości, ale polecam go państwu, zwłaszcza dziennikarzom, bo zaiste pouczająca to lektura. W tym dokumencie bowiem widać wyraźnie, że Polska po wejściu do Unii Europejskiej na tych warunkach, które obecnie zostały nam zaproponowane, znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji budżetowej. Mało tego, ta sytuacja będzie oznaczać, jak sądzę, w przyszłości, przy potencjalnym wejściu w obszar euro, zmniejszenie deficytu budżetowego mniej więcej o połowę, co oznacza takie zaostrzenie polityki budżetowej w sferze socjalnej, myślę, ale także promocji i rozwoju, że grozi to wręcz załamaniem rozwoju gospodarczego Polski, który dzisiaj jest plus minus zero, a jutro ma być podobno 3,5. Nie będzie, Wysoka Izbo, 3,5, jeżeli wejdziemy na tych warunkach, bo budżet się nie spina, i udowodnię to, cytując zapisy rządowe. I o tym trzeba dzisiaj mówić, a nie demagogicznie o ideologii, że jak już wejdziemy do tego wspólnego europejskiego domu, to nastąpi rozkwit i rozwiązanie polskich problemów.

W punkcie drugim czytamy, że będziemy wobec obecnego stanowiska nieuwzględniającego braku równowagi między oferowanymi prawami a obowiązkami związanymi z członkostwem w Unii Europejskiej, mającymi znaczenie implikacji budżetowych... Dotyczy to przede wszystkim nierównowagi między zastosowaniem stopniowego mechanizmu dochodzenia do pełnych dopłat bezpośrednich i udziału w środkach strukturalnych a jednoczesnym brakiem podobnych rozwiązań w zakresie udziału Polski w systemie środków własnych. W latach 2004-2006 udział Polski w zobowiązaniach budżetu Unii Europejskiej kształtuje się na poziomie ok. 50% zobowiązań, do których Polska miałaby prawo z tytułu pełnego uczestnictwa we Wspólnej Polityce Rolnej i polityce strukturalnej. Co to oznacza? Że będziemy od początku ponosić wszelkie koszty, a otrzymamy połowę wspólnych polityk unijnych. Toż to hańba, toż to jest dokładnie pół członkostwa, to jest członkostwo nie drugiej kategorii. I nie interesuje mnie, co powiedzą inni pretendujący do Unii Europejskiej, mnie, polskiego parlamentarzystę. Interesuje mnie to, żeby naród polski wiedział, jakie to są warunki - pełna składka, nie tylko budżetowa, ale także do innych instytucji, takich jak EBOR i inne, i połowa wspólnych polityk.

Wysoka Izbo! Następny problem to obciążenia budżetowe. Tu już tylko końcowa konstatacja: a w szczególności dopłat bezpośrednich itd., prowadzi do powstania luki kasowej na poziomie ok. 3,5 mld euro w 2004 r. 3,5 mld euro. A z czegóż to, wysoki rządzie, zostanie sfinansowana taka luka budżetowa, i jaki to będzie miało wpływ na poziom rozwoju polskiej gospodarki, bez którego, jak tu powszechnie udowodniono, nie będzie poprawy poziomu życia polskiego społeczeństwa i nastąpi, jak sądzę, dramatyczne jego pogorszenie? Proszę odpowiedzieć na to proste pytanie, a nie mówić o cywilizacyjnej przyszłości we wspaniałym europejskim domu, bo to słyszeliśmy także wtedy, gdy bezalternatywnym rozwiązaniem dla Polski była Moskwa.

Kwestia następna. Pełne finansowe implikacje rozszerzenia. Konieczność wygospodarowania w budżecie państwa już pierwszym roku członkostwa dodatkowych środków z tytułu pełnej wpłaty do budżetu wspólnego Unii Europejskiej, kontrybucji do innych instytucji Unii Europejskiej sięgającej łącznie 1,3% PKB. To jest ogromna kwota. 6,45% dochodów budżetowych - wymaga to głębokich zmian w strukturze wydatków, co jest możliwe do realizacji bez większych skutków ubocznych jedynie w dłuższym okresie. Dlaczego pan minister Kołodko, pan premier i inni nie mówią o tym ani słowa?

Wysoka Izbo! Wreszcie pytanie do wicepremiera Kalinowskiego, który, jak powszechnie wiadomo, dzielnie walczy o poprawę bardzo niekorzystnych warunków, nie do przyjęcia. Te warunki, które dzisiaj zaproponowano, oznaczają dla polskiego rolnictwa... Przy czym trzeba powiedzieć o ogromnym zakłamaniu dysponentów politycznych Unii Europejskiej, którzy mówią w jednym zdaniu o potrzebie restrukturyzacji polskiego rolnictwa, a w drugim zdaniu ochoczo zgadzają się na uproszczony system dopłat bezpośrednich, co oznacza zakonserwowanie istniejącej struktury agrarnej w Polsce i zmarnowanie znacznej części tych pieniędzy z bardzo niskich 25-procentowych dopłat bezpośrednich na inne cele niż produkcja rolna.

Panie Premierze Kalinowski! Czy przyjęcie takich zasad... Zgadzam się z panem, że jakieś minimum przyzwoitości to jest około 65%, niezależnie od tego, czy to będzie wprost z Unii Europejskiej, czy w inny sposób z dopłat budżetowych, w każdym razie to dopiero stworzyłoby równość konkurowania na jednolitym rynku. Czy ten system nie oznacza wyroku na około 250 do 300 tys. najlepszych polskich gospodarstw rolnych? Tak, panowie z SLD, wyroku, gdyż rolnicy nie będą w stanie utrzymać ziemi z tej prostej przyczyny, że ich plony, z uwagi na różnice w subwencji, choć będą tej samej jakości i będzie ta sama wydajność, będą na jednolitym europejskim rynku mniej więcej od 30 do 40% droższe i nie będą miały zbytu. Te gospodarstwa, które już dzisiaj są zadłużone, wytrzymają to najwyżej 2 lata, a te gospodarstwa, które nie są zadłużone, maksymalnie 3-4. Co to oznacza? Jeśli ten proces nastąpi w skali masowej, oznacza to po prostu przejęcie ziemi w skali masowej. Przez kogo? Czy przypadkiem nie jest tak, że Unia Europejska, która pokazuje nam, że po 7, 8 latach, jak zaczniemy rzeczywiście korzystać z funduszy strukturalnych na poziomie dodatnim, bo dopiero wtedy to będzie możliwe, mam na myśli te zasady, które dzisiaj zostały zaprezentowane...