Rozpatrzenie obywatelskiego wniosku o poddanie pod referendum ogólnokrajowe rozstrzygnięcia sprawy zgody obywateli RP na sprzedaż ziemi cudzoziemcom (druk nr 1032).
(1 punkt porządku dziennego)2002-11-12, Obrady Sejmu RP, 4 kadencja, 34 posiedzenie, 1 dzień
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! O co chodzi w tej debacie, że z jednej strony budzi potężne emocje, a z drugiej strony sala jest pusta? O co chodzi w tej debacie, że większość sejmowa zdaje się twierdzić, że wie lepiej niż polskie społeczeństwo? O co wreszcie chodzi, gdy mówimy o ziemi, czy chodzi tylko o ziemię rolniczą, którą odnosimy do rolników polskich, czy chodzi o terytorium, które wraz z historią, mową, grobami ojców wyznacza terytorium danego narodu? Ziemia to więcej niż skiba uprawna, ziemia to siedlisko narodu i społeczeństwa, ziemia to matka - jak mówią poeci - a matki się nie sprzedaje, matki sprzedawać nie wolno! (Oklaski) Dzisiaj nasi znakomici liberałowie i z prawa, i z lewa dowodzą, że nie ma właściwie żadnego zagrożenia, bo przecież jak wejdziemy do tego wyśnionego europejskiego domu, w którym - jak wiadomo - dobrobyt będzie płynął zewsząd i naród będzie się rozwijał coraz to szybciej, to problemów nie będzie. Ziemię będziemy mogli kupować w Austrii, we Włoszech, w Niemczech, ba, może nawet gdzieś w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, a oni będą mogli kupować u nas. Ale pytam, pytam z tej wysokiej trybuny sejmowej: czy państwo udajecie tylko, czy świadomie wprowadzacie opinię publiczną w Polsce w błąd? Czy jest to działanie świadome? Ostatnie warunki, jakie postawiła Unia Europejska, są o wiele gorsze od tych, o których mówili pesymiści. Już dzisiaj jest pewne, że będziemy mieli dopłaty bezpośrednie do produkcji nieprzekraczające 25% dopłat uzyskiwanych przez farmerów Unii Europejskiej...
(Głos z sali: 12%.)
...de facto 12%, oczywiście, bo piony referencyjne będą mniej więcej o połowę niższe.
Teraz sprawa przysłowiowego gospodarstwa, które produkuje po stronie polskiej i po stronie niemieckiej pszenicę czy inne zboże tej samej jakości, w tym samym klimacie, o tej samej wydajności, tylko że to polskie zboże będzie mniej więcej o 30% droższe. Nikt go po prostu nie kupi. A to nie będzie jednostkowy przypadek, to będzie mechanizm, który zadziała w całej naszej ojczyźnie, na całym terytorium Polski. Co się stanie w wyniku takiego działania przymusu ekonomicznego? Nastąpi masowy spadek cen ziemi, gwałtowny spadek cen ziemi, bo nie będzie żadnej opłacalności. Dzisiaj jest ona na poziomie plus minus zero, a potem nie będzie już żadnej opłacalności. Jeżeli cena ziemi spadnie, dochody ludności rolniczej, które dzisiaj są już dramatyczne, jeszcze się pogorszą, staną się ujemne, to mechanizm rynkowy sprawę wyrówna. I kto wówczas przy załamaniu ceny rynkowej ziemi polskiej, jeśli nie dopełnimy tej formalności, o którą dzisiaj chodzi, żeby polskie społeczeństwo mogło się wypowiedzieć w ogólnonarodowym referendum, obroni polską ziemię, jaka ustawa, jakie zabezpieczenia? Nie, biedny człowiek zmuszony zostanie do sprzedania ziemi, żeby przeżyć, a jak nie, to ziemia ta zostanie zlicytowana przez banki, w których będzie zadłużony. I trzeba będzie wówczas tylko postawić kropkę nad ?i?. I już widzę tych, co dzisiaj głoszą, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa, jak opuszczą tę trybunę i oświadczą: myśmy chcieli dobrze, ale teraz sytuacja gospodarcza dojrzała do tego, że trzeba postawić kropkę nad ?i? i zliberalizować obrót, który zabezpieczaliśmy w ustawach.
I co dalej? Był w historii król bez ziemi, będzie naród bez ziemi. Mówiliśmy wielokrotnie, że naród nie może istnieć bez podstawowej własności, ale bez ziemi z całą pewnością istnieć nie może. I, panowie liberałowie, z lewicy zwłaszcza, bo to dzisiaj w waszych rękach, wspólnie z Platformą Obywatelską, jest zgoda na przeprowadzenie referendum w sprawie ziemi, wejdziecie już sobie do tej międzynarodówki socjalistycznej, wy pewnie do jakiejś innej, będziecie ludźmi o majętności powyżej przeciętnej majętności tego społeczeństwa, pewnie wasza ziemia, którą pomnażacie, jak widać z rejestru własności, nie będzie zagrożona. Ale jednocześnie znaleźliście się tu wyrokami tych, o których interesy macie dbać, a znakomita większość polskiego społeczeństwa jest przeciw sprzedaży ziemi. Ba, 83% jest przeciw sprzedaży energetyki. To oczywiście nie znaczy nic, bo energetykę, jak się okazuje, można sprzedawać, jak się tylko pojawia jakakolwiek dziura budżetowa.
Na tej samej zasadzie prowadzicie dzisiaj ogłupiającą politykę informacyjną i formalną wmawiania polskiemu społeczeństwu, która, co gorsza, podpierana jest przez takie sanhedryny, jak ostatnio w Krakowie, gdzie wybitni intelektualiści, którzy nie przeczytali nawet warunków uzyskanych przez Polskę w kluczowych, już zakończonych rozdziałach i tego, co się szykuje w najważniejszych, wypowiadają się w imieniu narodu, że chcą już do Unii Europejskiej teraz i natychmiast. Na czyj koszt? - pytam - i dlaczego tego nie przeczytali?
Do zwycięstwa zła wystarczy bierność ludzi uczciwych. Wzywam z tej trybuny ludzi uczciwych: walczmy ze złem i zgódźmy się na to, żeby naród, jako suweren, mógł dzisiaj w tej sprawie się wypowiedzieć. Bo jest to bodaj ostatnia szansa na to, żeby, po pierwsze, otrzeźwić naszych dzielnych negocjatorów, którzy w ciemno idą do daty 1 stycznia 2004 r., praktycznie na dowolnych warunkach, a gdyby naród powiedział, że ziemi nie sprzedajemy, otrzeźwiałaby także i Bruksela, która potrzebuje Polski i jej terytorium. Potrzebuje polskiego rynku, potrzebuje pomostu między Europą a Azją. I wówczas, być może, nasze negocjacje odbywałyby się z innego poziomu i zakończyłyby się innym niż dzisiaj można przewidywać wynikiem.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! To referendum powinno się odbyć. Jeżeli ono się nie odbędzie z powodów, o których tu mówiono, że podobno ma kosztować aż 60 mln, to jestem przekonany, że gdybyśmy rozpisali ogólnonarodową zbiórkę, to polski dumny naród zebrałby te 60 mln w krótkim czasie, polscy patrioci by tego dokonali i pokryli koszty referendum. Zgódźcie się tylko na to, a nawet zapiszcie, że środki mają być zebrane ze zbiórki społecznej, i my tego dokonamy. Ten argument wam odpadnie. (Oklaski)
Natomiast jeżeli dzisiaj mówicie, że sprawa ziemi jest sprawą przedwczesną, a jutro wniesiecie do laski marszałkowskiej projekt ustawy zmieniający ustawę o referendum, gdyby tak przypadkiem w referendum akcesyjnym nie było 50% frekwencji, a 90% opowiedziało się przeciw, to wtedy parlament zadecyduje. Myślę, że nie jesteście do końca uczciwi. Wtedy - mógłby parlament, a teraz - parlament wie lepiej. To gdzie jest prawda? Jeżeli pośrodku, to zgódźcie po prostu na to referendum i przekonacie się, że polski naród dzisiaj, a także uczciwa część jego elit są już na tyle dojrzali, że powiedzą po prostu - nie, nie chcemy sprzedaży polskiej ziemi. Jeżeli to was nic nie nauczy, to nauczą was następne wybory. Boję się tylko, że wtedy możemy być już w Unii Europejskiej na kolanach, bez własności, z dramatem ekonomicznym, który zgotowaliście narodowi właśnie wy. To nie jest traktat na 4 lata. To jest traktat na dłuższą przyszłość. To jest traktat, który musi być przygotowany rozumnie, uczciwie, bo jego skutki będą wpływały na następne pokolenia.
Żądamy zatem, żeby ten traktat przygotować zgodnie ze zgodą polskiego narodu. Mówię, panie pośle, w imieniu tych, którzy, gdyśmy szli szlakiem królewskim z katedry, przyjmowali nas ciepło i serdecznie, a w tym czasie inne gremium, którego nikt nie wybrał, a w którym aż roiło się od tych, co przegrali wszelkie wybory, wygłosiło nagłośnioną potem sentencję, która poszła we wszystkich mediach: Europa - tak za wszelką cenę, a kto przeciw, to prawie, że oszołom.
(Głos z sali: W czyim imieniu mówisz?)
Mówię w imieniu tych, co byli na trasie, i tych, którzy rozumieją, co to Polska, co to naród i co to własność, gdzie ziemia jest jądrem tej własności.
Dziękując za uwagę, chciałem się zwrócić do Platformy Obywatelskiej. Wiem, że jest w tym klubie, pomimo liberalnych poglądów na ekonomikę, sporo porządnych ludzi. (Wesołość na sali) Policzcie panowie! Policzcie panowie, jak to jest. Gdy zapłacimy już tę składkę 2,5 mld euro, bo Bruksela powiedziała: żadnych ulg, to jest to mniej więcej 10 mld zł. Do tego przyjdzie dopłacić około miliarda na wkład do funduszy i do tego dojdzie spadek produkcyjności wywołany pełnym otwarciem rynku, delikatnie licząc, dwa, trzy miliardy dodatkowo, i będziemy mieli plus minus 15 mld mniej. Policzcie, kochani, jak to wtedy będzie, skąd wtedy weźmiemy te 15 mld, żeby można było wypłacić przysłowiowe renty i emerytury? Skąd my je weźmiemy? Czy wtedy, po sprzedaży energetyki, będziemy myśleć o sprzedaży Wawelu? Dzisiaj jeszcze można powiedzieć: nie. Trzeba zadać to pytanie narodowi i niech naród się wypowie. Jeżeli polskie społeczeństwo uzna, że daje legitymację do sprzedaży ziemi, to wówczas tu w parlamencie musimy myśleć o zasadach przepływu kapitału, ekonomii i bilansie zysków i strat. Jeżeli naród powie: nie, musimy to przyjąć ze wszystkimi konsekwencjami i wziąć się za godziwe negocjacje. To bowiem, co proponuje dziś Bruksela, mogą przyjąć tylko albo zdrajcy, albo głupcy. (Oklaski)
