Sprawozdanie o stanie mienia skarbu państwa na dzień 31 grudnia 2000 r. (druk nr 320) wraz ze stanowiskiem Komisji Skarbu Państwa (druk nr 358).
(23 punkt porządku dziennego)2002-05-10, Obrady Sejmu RP, 4 kadencja, 21 posiedzenie, 3 dzień
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Pozwolę sobie na wstępie powiedzieć, że właśnie o faktach trzeba nam dyskutować, a fakty zawarte w tym sprawozdaniu są istotą sprawy. Otóż nie ulega wątpliwości, że jest pewien postęp. Postęp ten polega na tym, że raport, bardzo zresztą obszerny i ładnie wydany, zatytułowany dumnie ?Mienie skarbu państwa?, jest. Do niedawna nie było żadnego uporządkowanego harmonogramu, schematu, w którym zawarte były dane o stanie, o wartości majątku, o jego podziale, który pokazywałby polskiemu społeczeństwu czy nawet Wysokiej Izbie, jak zachodzą procesy prywatyzacyjne. Dzisiaj taki raport jest, jednakowoż dyskusja nad nim wykazała ponad wszelką wątpliwość, że ma on bardzo poważne, powiedziałbym, kluczowe, metodologiczne niedociągnięcia.
Po pierwsze, za pomocą tej metodologii nie potrafimy wyliczyć, mówiąc obrazowo, ile jest warta Polska, to co jest własnością wspólną Polaków, skarbu państwa. Nie jesteśmy w stanie podać, jaka to jest kwota, a jeżeli nie jesteśmy w stanie tego podać, to muszą z tego wynikać bardzo poważne komplikacje, które obserwujemy w minionej dobie w procesach prywatyzacyjnych. Jeżeli się nie potrafi prawidłowo wyszacować majątku, to majątek ten sprzedaje się według szacunku takiego, jaki narzucają dowolnymi metodami różne firmy konsultingowe, często w zmowie z potencjalnymi inwestorami. I, mówiąc obrazowo, majątek wyprzedawany był mniej więcej za 10% wartości odtworzeniowej. No więc to już nie jest prywatyzacja. To jest dozwolony prawem rabunek w myśl ideologicznej zasady, że to co prywatne jest piękne, a to co państwowe jest brzydkie, co jest głoszone zresztą w tej Izbie doktrynalnie, nieodmiennie przez większość parlamentu od 1989 r. do chwili obecnej niestety.
Kwestia druga. To, co jest przedstawione w tym raporcie, to jest wszystko to, co dzisiaj Polacy posiadają jako naród w dobie bardzo trudnych przemian, w dobie potencjalnego wejścia do Wspólnoty Europejskiej. Jeżeli tak, to powinniśmy myśleć intensywnie, zwłaszcza ci, którzy ponoszą odpowiedzialność za politykę państwa, jak ten majątek pomnażać, a nie opowiadać wciąż społeczeństwu i nam komunały, że trzeba go prywatyzować. Im szybciej go sprywatyzujemy, tym lepiej, bo im taniej to też dobrze, bo będzie prawdziwy właściciel, albowiem Polacy nie są narodem zdolnym do prawidłowego gospodarowania swoją własnością.
To jest oczywista nieprawda. Nie może istnieć naród bez własności, bez strategicznej własności zwłaszcza. Taki naród będzie tylko narodem pracowników najemnych - skazany na realizację tych warunków, które narzucą nam mocniejsi. Unia Europejska dzisiaj pokazuje nam, że można postawić dumnemu polskiemu narodowi, tak dzielnie rządzonemu przez tyle ostatnich lat, warunki absolutnie nie do przyjęcia, które w każdym normalnym społeczeństwie byłyby odrzucone, a tu są dyskutowane jako poważne i opowiada się o bezalternatywności. No ale to jest przecież wynik rabunkowej gospodarki ostatnich przynajmniej 10 lat, już nie mówię o wcześniejszej dobie PRL, kiedy nastąpiły bardzo niekorzystne zjawiska przeinwestowania w przemysły ciężkie, zadłużenie gospodarki, dekapitalizacja majątku itd. Jednakowoż w ostatnich 10 latach procesy te nie tylko nie uległy poprawie, ale nasiliły się i rabunkowa wyprzedaż odbywała się w tempie ekspresowym. Przykład najbardziej dotkliwy, który powtarzam wszędzie, gdzie tylko mogę, i trzeba go powtarzać bez przerwy, bowiem on daje rzeczywisty obraz tego, co się wydarzyło - banki. Pamiętam jak dziś, jak nasi doktrynerzy krzyczeli: nieważne, czyje są banki, byle były dobrze zarządzane. No i sprzedali te banki. Przepraszam bardzo, oddali za dopłatą. Za dopłatą. Skarb państwa uzyskał przychody 2,5 mld dolarów, a wcześniej podatnicy ponieśli wydatki 3 mld dolarów na dokapitalizowanie, dofinansowanie, restrukturyzację, modernizację itd. W tych bankach było 68 mld polskich oszczędności. I właśnie z tych pieniędzy dzisiaj agendy obcych banków w Polsce nie chcą udzielić kredytu Stoczni Szczecińskiej, która ma - nie tylko stoczni, ale to jest taki przykład sztandarowy - która to stocznia ma wielki pakiet zamówień i mogłaby być jednym z motorów napędowych polskiej gospodarki.
Do takiego właśnie uzależnienia prowadzi taki proces prywatyzacji. I nikt, ani Balcerowicz, ani żaden jego zausznik, ani ci tzw. wolni ekonomiści, niezależni, którzy produkują się w różnych mediach, a wolni to oni są od odpowiedzialności...
(Głos z sali: Ale nie od kapitału.)
...ale nie od kapitału, który im płaci. Jest nawet taka grupa, która zajmuje się dzisiaj promocją Unii Europejskiej i też bierze pieniądze z Unii i jest dopuszczana do wszystkich mediów. Żadni wolni ekonomiści, niezależni, nie zmienią tej prawdy, że prywatyzacja w Polsce odbywała się w sposób rabunkowy, że prowadzi do trwałego uzależnienia Polski, powtarzam - trwałego. Jeżeli będzie prowadzona według tego schematu dalej, to Polska stanie się narodem istniejącym tylko z nazwy.
Spójrzmy prawdzie w oczy i spójrzmy na cyfry. Grunty w całej Polsce będące we władaniu skarbu państwa są warte według tej wyceny 218 mld zł - 41% obszaru gruntów rolnych w Polsce. To jest około 50 mld dolarów. No to zbierzmy się, panowie, tutaj w pięciu i wystąpmy do jakiegoś poważnego konsorcjum bankowego w świecie; i każdy da nam kredyt, żeby zakupić połowę Polski za 50 mld dolarów.
Ta wycena jest po prostu śmieszna. Ale z takiej wyceny potem wyciąga się wnioski, że właściwie ta ziemia w Polsce nic nie jest warta i nie wiadomo, o co ci posłowie, o co te formacje ludowe, narodowe, walczą, usiłując bronić ziemi przed wyprzedażą za bezcen, przy polityce rolnej, która powoduje, że wartość ziemi realnie spada, bo spada opłacalność produkcji rolnej. I Unia Europejska na horyzoncie z dopłatą 25-procentową. A Stany Zjednoczone, ten wspaniały ośrodek demokracji i polityki wolnorynkowej - ano przed kilkoma dniami senat Stanów Zjednoczonych dał 180 mld dolarów dopłaty do rolnictwa amerykańskiego. To znaczy, że wypowiedzieli wojnę Unii Europejskiej, a dla nas to może oznaczać, że wspólna polityka rolna Unii Europejskiej legnie w gruzach i nie tylko nie dostaniemy tych śladowych ilości, które w haniebny sposób nam dzisiaj Unia proponuje, ale możemy nic nie skorzystać, oddając znaczną część suwerenności. Można by tych przykładów oczywiście tutaj mnożyć. Spółki skarbu państwa - 134 mld. Była tu mowa o narodowych funduszach inwestycyjnych, a to skandal w ogóle nieprawdopodobny - 10% majątku produkcyjnego poszło na rozkurz, jak mówią młynarze, i to nie poszło bez potężnego oporu w tej Izbie. Pamiętam jak dziś, gdy odbywała się tu debata nad sposobami zarządzania tymi funduszami i zwyciężył pogląd głoszony przez ówczesnego ministra przekształceń własnościowych Kaczmarka, a narzucony przez Bank Źwiatowy, taki wzorzec umów o zarządzanie, że firmy - obce oczywiście, bo my nie potrafimy - brały, co chciały, robiły, co chciały, za nic nie odpowiadały i brały grubą kasę. Efekt jaki? 10% majątku narodowego albo rozsprzedano, albo rozgrabiono. Wpłynęło to w znaczny sposób na obniżenie poziomu rozwoju gospodarczego w całej Polsce z wtórnym skutkiem w postaci wzrostu bezrobocia itd. Oczywiście odpowiedzialnych nie ma, a w stenogramach sejmowych jest dokładnie zapisane, kto był za czym i dlaczego. Nawet Rada Legislacyjna przy premierze była temu przeciwna, pomimo to zostało to przeforsowane. To było 10% majątku. Dzisiaj słyszę, że ostatnie bastiony tzw. socjalizmu, jak mówią liberałowie, trzeba rozwalić i sprzedać, a więc stworzyć koncern petrochemiczny i sprzedać go, ostatnie banki sprzedać, PZU sprzedać, notabene pamiętamy, jak dzielny minister Wąsacz sprzedawał PZU - pakiet 30% akcji za 3 mld zł, akcji firmy, która kontrolowała 62% rynku ubezpieczeniowego 40-milionowego narodu.
Tych przykładów oczywiście byłoby o wiele więcej. Ale chcę w podsumowaniu tej części powiedzieć jedynie tyle - doktryna, która dzisiaj jest uporczywie powielana w mediach, tzw. polskich mediach, że nie ma innej drogi tylko szybka prywatyzacja wszystkiego, co pozostało, jest doktryną z gruntu fałszywą, ona musi prowadzić do całkowitego uzależnienia polskiego społeczeństwa, polskiej gospodarki. Tylko silny rząd, a silny rząd to rząd możliwie niezależny od centrów zewnętrznych, jest w stanie prowadzić aktywną politykę gospodarczą. Jeżeli my dzisiaj aktywnej polityki gospodarczej nie będziemy w stanie prowadzić, to nie wyprowadzimy kraju z zapaści i ta zapaść się pogłębi. Jeżeli do tego wejdziemy do Unii Europejskiej na takich warunkach, jakie Unia nam dzisiaj proponuje, to tylko siąść i płakać. Ale odpowiedzialność spadnie na wszystkich tych, którzy to akceptują i którzy wyrażają na to zgodę.
Reasumując, Polskie Stronnictwo Ludowe ma wiele zastrzeżeń do tego raportu. To, co pozytywne, to jedynie fakt, że raport powstał. Trzeba doskonalić metody wyceny, trzeba ten raport niezwłocznie uaktualnić, bo są to dane z 2000 r., a od tego czasu zapadły istotne decyzje prywatyzacyjne i zaszły zmiany własnościowe. Raport o stanie gospodarki polskiej, o stanie własności polskiej powinien być dostępny każdemu, powinien być w Internecie, a metody wyceny muszą się zmienić na lepsze i doskonalsze, w przeciwnym wypadku zostaniemy narodem bez ziemi, bez szans i bez nadziei. Tego nie chcemy! (Oklaski)
