Pierwsze czytanie przedstawionego przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej projektu ustawy o zmianie ustawy o ujawnieniu pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 1944­1990 osób pełniących funkcje publiczne (
2001-11-07, Obrady Sejmu RP, 4 kadencja, 3 posiedzenie, 2 dzień

W takim razie pytam, jako poseł Rzeczypospolitej: Ważna to sprawa czy nieważna? O co chodzi? Dlaczego w tak pilnym trybie mamy zmieniać jedną z ustrojowych ustaw, która w rzeczywisty sposób rozbija pewien skompromitowany, zmurszały fundament dawnej rzeczywistości? Przecież ta ustawa nikogo nie skazuje a priori. Ona jedynie wymusza przyznanie się do służby w dawnych organach bądź współpracy z dawnymi organami. Doświadczenie wskazuje, że takie przyznanie się, publiczne, w pewnych kręgach elektoratu, dość szerokich, nie dyskwalifikuje nikogo. Nie będzie zatem dyskwalifikowało po przyznaniu się, jeśli chodzi o powołanie na wysokie funkcje państwowe. O co zatem chodzi?

Moi poprzednicy ­ tu szczególnie chcę podziękować panu Andrzejowi Lepperowi za wypowiedź, bo wydaje się, że los tej nowelizacji będzie zależał od Samoobrony...

(Głos z sali: Weźcie ślub.)

...mówili o sprawach szczegółowych. Jako człowiek, który dwie kadencje temu przewodniczył Komisji Nadzwyczajnej do spraw projektów ustaw lustracyjnych i który z pełnym przekonaniem głosował za tą ustawą, w nadziei, że będzie ustawą oczyszczającą przedpole dla budowania nowego domu (dom można budować jedynie na fundamentach trwałych, nieprzegniłych), że będzie ona narzędziem jawności w elitach władzy ­ a bez jawności nie ma ani prawdy, ani prawdziwej demokracji ­ pytam dzisiaj pana prezydenta, panią minister, czy wyłączenie z ustawy kluczowych służb dawnego PRL: wywiadu i kontrwywiadu (rozumiem, że wojskowego i cywilnego), nie jest próbą sprowadzenia ustawy do takiego kształtu, by można powiedzieć, że właściwie agentów w Polsce nie było. A byli. (Oklaski) Ok. 3 mln członków służb cywilnych i ok. 900 tys. ­ służb wojskowych. Tylu ich było. Większość z nich brała pieniądze, donosiła na kolegów, korzystając z tego, że osiągała odpowiednie dochody. Czy tacy ludzie mają dzisiaj zasiadać w niezawisłych sądach i sądzić nas? Czy tacy ludzie mają być prokuratorami? Czy tacy ludzie mają zasiadać na kluczowych stanowiskach państwowych bez ówczesnego wcześniejszego przyznania się do tego faktu? Kto zaręczy, że nie będą przedmiotem szantażu, nie tylko ze strony niektórych szemranych kręgów gospodarczych wewnętrznych (wiemy, jak po 1989 r. dzielono kapitał), ale także ze strony służb specjalnych obcych państw, nie tylko tych zaprzyjaźnionych, ale także innych? Kto zaręczy, że te działania nie będą skuteczne? Co zatem stoi na przeszkodzie temu, żeby się przyznać? No co stoi na przeszkodzie? Niechęć do ujawnienia tych faktów. Ci, którzy mają takie sprawy na sumieniu...

(Głos z sali: O co chodzi?)

... to jest przyczyna.

Polskie Stronnictwo Ludowe nie będzie popierać tej nowelizacji (Oklaski), w przekonaniu, że podstawową kwalifikacją moralną wszystkich ludzi, którzy chcą działać publicznie, zwłaszcza na kluczowych pozycjach w państwie, w sądach, w prokuraturze, w kierownictwach mediów publicznych i innych kluczowych organów, jest jawność i jeszcze raz jawność. My w demokratycznej Polsce musimy się do tego przyzwyczaić, że jeżeli chcemy działać w polityce, jeżeli chcemy się poddawać procedurom demokratycznym i wypełniać w imieniu narodu ważne funkcje, funkcje decyzyjne, to z tej jawności wyłączać się nie możemy.

Wysoka Izbo! Nie chcę zbyt długo zabierać czasu Wysokiej Izbie, ale pragnę przypomnieć, że przy próbie opracowania tej ustawy, a mówiło się o tym od 1989 r., zawsze i wciąż te same siły były temu przeciwne. Zawsze i wciąż. Dopiero w poprzedniej kadencji udało się wprowadzić ustawę w życie. Nie twierdzę, że jest to ustawa doskonała, ale kłamią ci, którzy powiadają tu publicznie, że nie daje ona możliwości obrony, że jest ustawą ostrą, która krzywdzi ludzi. (Oklaski)

(Głos z sali: Właśnie tak.)

Jest to ustawa niesłychanie łagodna...

(Głos z sali: Robespierre.)

...a procedura postępowania przed sądami, które zachowują się w tej materii również niesłychanie liberalnie, wskazuje, że tylko ci, którzy kłamią wobec oczywistych, niepodważalnych dowodów, mają się czego obawiać. Nikt inny nie został przez sąd uznany za kłamcę lustracyjnego. (Oklaski)

O co zatem chodzi? Chodzi po prostu o obawę paru osób, które można policzyć na palcach jednej ręki, i ewentualnie o chęć wprowadzenia, bez ówczesnego wcześniejszego przyznania się, na wysokie stanowiska dużej grupy ludzi, która współpracowała bądź pracowała w dawnych układach wywiadu i kontrwywiadu. Trzeba to powiedzieć wprost. I nie ma to nic wspólnego z koalicjami; rzecz w moralności, w prawdzie i w zasadach. W zasadach, które wszyscy, i ci z lewicy, i ci z prawicy, i ci z centrum, musimy wyznawać w jeden sposób: Prawda jest tylko jedna, przekreślić się jej nie da, a Rzeczpospolita musi być budowana na fundamencie jawności. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)