Sprawozdanie Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw lustracyjnych o:
1) przedstawionym przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej projekcie ustawy o Komisji Zaufania Publicznego,
2) poselskim projekcie ustawy lustracyjnej, <1997-03-06, Obrady Sejmu RP, 2 kadencja, 102 posiedzenie, 2 dzień
Pani Marszałek! Panie Prezesie Sądu Najwyższego! Wysoki Sejmie! Przypadł mi w udziale zaszczyt wystąpić w imieniu Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw lustracyjnych i przedstawić Wysokiej Izbie sprawozdanie Komisji dotyczące przedstawionego dzisiaj projektu ustawy o ujawnieniu pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 19441990 osób pełniących funkcje publiczne, zawartego w druku nr 2141, wraz z niektórymi wnioskami mniejszości.
Wysoki Sejmie! Wysoki Sejm pozwoli, że na wstępie przedstawię kilka uwag o znaczeniu ogólnym, zarówno dotyczących obecnie obowiązującego stanu prawnego, jak i składających się na pewien rys historyczny hasła, które od 1990 r. przewija się przez polską scenę polityczną, a także odbija się szerokim echem w polskim społeczeństwie.
Idea stworzenia ustawy lustracyjnej, czy przeprowadzenia lustracji, miała istotne znaczenie w różnych ważnych wydarzeniach na polskiej scenie politycznej po 1989 r. Dzisiaj sytuacja jest taka, że pomimo wyrażania chęci czy deklaracji ze strony różnych sił i układów politycznych, ze strony różnych środowisk, nie ma żadnego aktu prawnego, który regulowałby to zagadnienie w sposób uporządkowany pod względem formalno-prawnym, który wręcz odnosiłby się z formalno-prawnego punktu widzenia do tego zagadnienia. Wydarzenia roku 1992 r., różnego typu zagadnienia związane zarówno z tzw. sprawą Oleksego, jak i otoczka działań wokół odwołania premiera Pawlaka, a także upadek rządu Olszewskiego wszystko to wskazuje, że poza ogólnymi kwestiami, o których zaraz powiem, przeprowadzenie lustracji w III Rzeczypospolitej jest konieczne.
Wysoka Izbo! Sondaże opinii publicznej wykazują, że ok. 80% społeczeństwa polskiego podziela pogląd większości członków Komisji Nadzwyczajnej, iż ustawę lustracyjną tyczącą najwyższych przedstawicieli władzy państwowej, tzw. elity władzy, należy przeprowadzić w myśl zasady: lepiej późno niż wcale.
Komisja, której miałem zaszczyt przewodniczyć, znalazła się w takiej oto sytuacji. Wobec licznych wniosków i propozycji, a także w związku ze złożeniem do laski marszałkowskiej przez różne kluby 5 projektów ustaw oraz inicjatywy pana prezydenta Rzeczypospolitej, zaszła potrzeba przeprowadzenia jakiegoś uporządkowanego działania, biorąc pod uwagę wolę wyrażoną na 84 posiedzeniu Sejmu zgodę wszystkich kół i klubów na powołanie Komisji Nadzwyczajnej i przeprowadzenie procedury związanej z przygotowaniem projektu ustawy lustracyjnej. Mieliśmy również pełną świadomość tego, że ustawa ta ma ogromne znaczenie społeczne, ale także formalne i merytoryczne; będzie też miała ona, co wymaga podkreślenia, w takiej czy innej sytuacji, istotne znaczenie formalno-polityczne.
Komisja po ukonstytuowaniu się i rozpatrzeniu propozycji dotyczących procedowania przyjęła większością głosów wspólny projekt Polskiego Stronnictwa Ludowego, Unii Wolności i Unii Pracy, który był projektem wiodącym. Było to konieczne w celu uporządkowania niezwykle skomplikowanej materii w procedowaniu nad tą ustawą. Komisja powołała również ekspertów, rozwiązując ten problem w taki sposób, że wszyscy biorący udział w pracach komisji każdy klub, każde koło i każdy poseł mogli powołać własnych ekspertów i przedstawicieli w celu świadczenia doradztwa, pomocy prawnej i merytorycznej podczas obrad komisji. Nie wszystkie kluby i nie wszystkie koła z tej propozycji komisji skorzystały.
I oto, Wysoka Izbo, po zakończeniu prac prowadzonych na 17 posiedzeniach komisji, w dniach od 29 sierpnia ub. r. do 30 stycznia 1997 r., pozwolę sobie dzisiaj przedstawić projekt ustawy, która, nie boję się użyć takiego stwierdzenia, gdyby był zwyczaj nadawania preambuły projektom ustaw, winna mieć preambułę: w imieniu suwerennej Rzeczypospolitej. (Oklaski) Jest to ustawa od dawna oczekiwana, ustawa, która zdaniem komisji rozwiązuje w sposób kompleksowy nabrzmiały problem dotyczący pracy w organach różnych służb specjalnych PRL i współpracy z nimi. Wychodzi ona także naprzeciw, co niesłychanie istotne, zapotrzebowaniu społecznemu, potrzebie stworzenia takich mechanizmów, które, nie czyniąc nikomu krzywdy i dając możliwość pełnej obrony, umożliwiłyby przecięcie raz na zawsze tzw. problemu agentury, teczek i całej otoczki spraw kompleksowo z tym związanych.
Dzisiaj mamy taką sytuację, której nie boję się nazwać sytuacją z punktu widzenia formalnoprawnego, ale także z punktu widzenia politycznego chorą. Otóż w wyniku różnych historycznych działań mających miejsce w najnowszej historii III Rzeczypospolitej postawiono publicznie zarzuty najwyższym przedstawicielom organów państwowych, różnym ważnym przedstawicielom urzędów, członkom parlamentu, słowem ludziom znajdującym się na świeczniku politycznym, i nie ma dzisiaj żadnego mechanizmu, który pozwoliłby bądź to oczyścić się z zarzutów potencjalnie niesłusznie obwinionym, bądź to dowieść bezspornie, że zarzuty były postawione w sposób zasadny. Taka sytuacja powoduje, że część polskiego społeczeństwa traci wiarę w podstawową zasadę, jaka winna charakteryzować państwo prawne w skuteczność prawa, a także w czystość elity politycznej. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że podstawowym celem, jaki przyświecał Komisji Nadzwyczajnej pracującej notabene w warunkach, które każdy inspektor pracy musiałby uznać za szkodliwe jest uniemożliwienie użycia przeszłości politycznej, faktu pracy, współpracy z tajnymi służbami Rzeczypospolitej w celu szantażu, który potencjalnie mógłby być zastosowany zarówno przez czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne, wobec postaci zajmujących kluczowe stanowiska decyzyjne w państwie polskim, wobec parlamentarzystów tworzących prawo i wobec ludzi, którym bądź to parlament, bądź prezydent powierzyli kluczowe decyzje gospodarcze, polityczne, te, które decydują o podstawach suwerenności.
Komisja obradowała w trudnej sytuacji. Wysoka Izbo, jest to fakt powszechnie znany, niemniej jednak dla pewnej sprawiedliwości społecznej muszę powiedzieć, że jako doświadczony już parlamentarzysta (były przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej do spraw komercjalizacji i prywatyzacji, w której spór również był gorący) nigdy dotąd nie zetknąłem się z takimi sporami i z takim wykorzystywaniem czy nadużywaniem procedur parlamentarnych, jakie miały miejsce w tej komisji. W znacznej mierze przedłużyło to prace komisji, a także spowodowało, że ta ustawa, podobnie jak większość ustaw, nie jest ustawą doskonałą. Zresztą czy jest ktoś taki, kto mógłby powiedzieć, że w wypadku tak wrażliwej społecznie i politycznie ustawy da się opracować ją tak, by z jakiegokolwiek punktu widzenia, czy to z prawa, z lewa, czy z centrum sceny politycznej, nie była okrzyknięta ustawą niedobrą, nieudaną bądź niedoskonałą? Ta świadomość jest mi, Wysoki Sejmie, bliska. Być może, jeśli chodzi o niektóre sprawy związane z procedurą, ustawa ta będzie wymagała niewielkich korekt, ale korekty te mogą dotyczyć jedynie spraw drugo- i trzeciorzędnych. Natomiast to, co było meritum pracy komisji... przy podziale, który się ukonstytuował już od pierwszego posiedzenia i który z grubsza można by przedstawić tak: Polskie Stronnictwo Ludowe i całość opozycji parlamentarnej z jednej strony jako większość komisyjna, a Sojusz Lewicy Demokratycznej i część, mniejszość, Polskiego Stronnictwa Ludowego z drugiej strony.
W pracach komisji w pierwszych kilku posiedzeniach uczestniczył przedstawiciel rządu w osobie ministra Zimowskiego, w późniejszym okresie nie było w czasie obrad komisji umocowanego przedstawiciela Rady Ministrów. W pierwszym i ostatnim posiedzeniu uczestniczyła również pani minister Waniek, przedstawicielka prezydenta Rzeczypospolitej.
Ustawa, którą dzisiaj Wysokiej Izbie przedstawiam, powstała po rozstrzygnięciu politycznym, większością głosów komisji i niezależnie od różnego rodzaju sporów merytorycznych i formalnych w kilku podstawowych kwestiach jest owocem gorącej, wszechstronnej i szczegółowej dyskusji i decyzji większości posłów komisji. Ostateczny projekt ustawy został przegłosowany większością głosów 14 do 4.
Nie sposób, Wysoka Izbo, omówić całości tej ustawy, ale postaram się przedstawić przede wszystkim te kwestie, które do dzisiaj są sporne, biorąc pod uwagę przedłożone wnioski mniejszości, a także toczącą się zarówno w tej Izbie, jak i poza nią, gorącą debatę.
Otóż przyjęliśmy konstrukcję prawną w rzeczy samej konstytuuje ona ustawę polegającą na złożeniu stosownego oświadczenia, które byłoby potwierdzeniem bądź zaprzeczeniem współpracy, i następnie badaniu tego oświadczenia przez specjalnie do tego celu powołany Sąd Lustracyjny. Były różne inne koncepcje, był bardzo istotny spór o to, czy komisja powinna wprowadzić rozwiązania dotyczące utworzenia specjalnej komisji lustracyjnej, czy też właśnie Sądu Lustracyjnego. Rozstrzygnięcie, które jest mi bliskie i które podzieliła większość w komisji organem badającym zgodność oświadczeń lustracyjnych z prawdą jest Sąd Lustracyjny stwarza znacznie większą możliwość odpowiedniego potraktowania, zapewniającego kompleksową obronę tych wszystkich, którzy mogliby poczuć się zagrożeni bądź oszukani większą niż w wypadku jakiegokolwiek ciała, któremu można by zarzucić polityczny charakter działań. Sąd Lustracyjny jest organem z natury rzeczy apolitycznym i taki sąd, w przekonaniu komisji, daje największą gwarancję pełnego obiektywizmu, a w szczególności uniemożliwia moim zdaniem wysuwanie zarzutów dotyczących braku apolityczności czy wydawania przez ten organ upolitycznionych decyzji. To bardzo ważne, ta kwestia jest bowiem jedną z kluczowych kwestii związanych z procesem lustracyjnym.
Istotną przyczyną sporu, jaki powstał w komisji, były uregulowania zawarte w art. 2 projektu ustawy. Chodziło o to, jakie instytucje powinny być umieszczone w katalogu, w którym określa się organy bezpieczeństwa państwa w rozumieniu niniejszej ustawy. Komisja po bardzo gorących dyskusjach kilka posiedzeń zostało poświęconych tej właśnie kwestii przyjęła rozwiązanie, według którego organami bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy są: resort bezpieczeństwa publicznego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, Komitet do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego, jednostki organizacyjne podległe wymienionym organom, instytucje centralne Służby Bezpieczeństwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz podległe im jednostki terenowe w wojewódzkich, powiatowych i równorzędnych komendach Milicji Obywatelskiej, a także w wojewódzkich, rejonowych i równorzędnych urzędach spraw wewnętrznych, Zwiad Wojsk Ochrony Pogranicza, Zarząd Główny Służby Wewnętrznej jednostek wojskowych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz podległe mu komórki, Biuro Ochrony Rządu, Informacja Wojskowa, Wojskowa Służba Wewnętrzna, Zarząd II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, inne służby sił zbrojnych prowadzące działania operacyjno-rozpoznawcze lub dochodzeniowo-śledcze, w tym w rodzajach broni oraz w okręgach wojskowych.
Spór co do tych zapisów zogniskował się głównie wokół kwestii umieszczania bądź nieumieszczania w tym katalogu wywiadu i kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa. Otóż, Wysoka Izbo, sprawa ta należy, moim zdaniem, do najistotniejszych, tych, które Wysoka Izba będzie musiała rozstrzygnąć w trzecim czytaniu. Jest w tej chwili następująca sytuacja. Wywiad i kontrwywiad SB zostały włączone do tych organów, które lustracja będzie obejmować. Wobec tego problemu stanowisko zarówno rządu, jak i otoczenia prezydenta są bardzo nieprzychylne, nie zgadza się również z tymi zapisami Sojusz Lewicy Demokratycznej.
Otóż pozwolę sobie na ten temat przedstawić parę uwag szerszych ze względu na fakt, że, jak sądzę, choć istnieje wiele sporów o znaczeniu drugo- lub trzeciorzędnym, które nie są istotne dla ostatecznego kształtu ustawy, to ten zapis, rozstrzygnięcie tej kwestii będą miały znaczenie bardzo istotne. O co chodzi? Pojawiają się zasadnicze pytania: Czy wywiad i kontrwywiad były częścią SB czy też nie? Czym się zajmował wywiad i kontrwywiad w okresie PRL? Nie ulega najmniejszej wątpliwości, stanowisko ekspertów było tu jednoznaczne, że wywiad i kontrwywiad były częścią SB, również nie ulegało to wątpliwości dla gen. Kiszczaka, który wykonując w 1990 r. z mocy ustawy nakaz rozwiązania SB rozwiązał również wywiad i kontrwywiad, poddając ich pracowników weryfikacji na równi z innymi funkcjonariuszami. Piony te podlegały w wojewódzkich komendach MO zastępcy komendanta do spraw SB. Kontrwywiad aktywnie ścigał opozycję i inwigilował dziennikarzy. Wywiad w dużej mierze zajmował się inwigilacją środowisk polonijnych, zarówno starej Polonii jak i emigracji ?solidarnościowej?. Instrukcja 07 Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego z 2 kwietnia 1953 r. nakazywała wręcz wykorzystywanie przez wywiad uciekinierów, ich krewnych oraz znajomych w kraju.
Instrukcja do zarządzenia 006 z 1970 r. formalnie zakazywała werbowania na konfidentów członków Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, były jednak jak stwierdzili eksperci od tej zasady liczne wyjątki. Zakaz ten jednak nie obejmował jednostek wywiadu i kontrwywiadu, gdzie werbowano głównie aktywistów PZPR i organizacji młodzieżowych. Dzisiaj, gdyby Wysoka Izba zechciała postanowić, że wyłącza się spod działania przedkładanego projektu ustawy wywiad i kontrwywiad, to można by, w pewnym uproszczeniu, stwierdzić, że ustawa dotyczyłaby opozycji, tzw. satelitarnych stronnictw i na tym koniec. Byłaby więc ustawą nie wychodzącą naprzeciw zapotrzebowaniu społecznemu, aby potraktować wszystkich równo, byłaby ustawą niesprawiedliwą.
(Poseł Ryszard Zając: Pan poseł przedstawia swoją opinię.)
(Poseł Artur Smółko: Części komisji.)
(Głos z sali: Nie, większości komisji.)
Panie pośle, przedstawiam bardzo precyzyjnie stanowisko większości komisji.
W związku z tym zapisem pojawiły się zarzuty o możliwości dezorganizacji służb wywiadu i kontrwywiadu, co jest związane z koniecznością ujawnienia współpracy zarówno przez byłych pracowników, jak i współpracowników, a w szczególności tych, którzy zostali przejęci przez dzisiejszy Urząd Ochrony Państwa. Myślę, że te bardzo poważnie brzmiące zarzuty są jednak w dużym stopniu przesadzone. Komisja pracowała nad tym problemem przez kilka posiedzeń i wzięła pod uwagę wszystkie zastrzeżenia, także zastrzeżenia zgłaszane przez obecnych przedstawicieli Urzędu Ochrony Państwa.
Otóż, Wysoki Sejmie, ta ustawa dotyczy stosunkowo wąskiego kręgu osób i wystarczy nie kandydować, aby nie było najmniejszego zagrożenia, jeśli chodzi o rozbicie czy dekompozycję układów wywiadowczych, a ponadto ona dotyczy tylko tych, którzy współpracowali uprzednio i współpracują nadal. Nie sądzę, aby był to problem na tyle istotny, żeby mógł przeważyć o decyzji Wysokiej Izby w tej kwestii.
Zapis, który wzbudził w trakcie obrad komisji bardzo poważne kontrowersje, to art. 2 ust. 2: ?Do organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy należą także organy i instytucje cywilne i wojskowe państw obcych o zadaniach podobnych do zadań organów, o których mowa w ust. 1?. Chodzi tu, Wysoka Izbo, o pewien, jak sądzę, niewielki obszar, który gdyby tego zapisu nie było pozostałby z punktu widzenia formalnoprawnego obszarem martwym. Odnosi się to do tej części byłych współpracowników obcych wywiadów, którym zostało to udowodnione, jednak nie nadano temu biegu prawnego. Z oświadczeń jednego z ekspertów wynika, że były przypadki, iż nasz kontrwywiad stwierdzał współpracę ze służbami specjalnymi Rosji, dokładnie Związku Radzieckiego, a następnie sprawie tej nie nadawano dalszego toku; mogą się zdarzyć przypadki, w przyszłości czy w chwili obecnej, że Sąd Lustracyjny albo organy upoważnione do przekazywania stosownej dokumentacji wejdą w posiadanie dowodów świadczących o takiej oto współpracy ze służbami zewnętrznymi. Nie sądzę, żeby był powód do wykreślania tego zapisu. Komisja przesądziła o tym zapisie po bardzo burzliwej, wszechstronnej dyskusji zdecydowaną większością głosów.
W art. 3 projektu ustawy precyzujemy, kto w rozumieniu ustawy będzie podlegał lustracji. Stwierdziliśmy, że mając na względzie niesłychanie ważny element skutecznego wprowadzenia w życie tej ustawy, taka wola komisji wyraźnie przyświecała tym decyzjom, a także wyraźnie napięty kalendarz związany ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi ograniczymy liczbę osób podlegających lustracji na korzyść ważności funkcji przez nie pełnionych i ich wpływu na istotne decyzje i suwerenność polityczną państwa. Komisja zadecydowała, iż lustracji podlegać będą: prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, poseł, senator oraz osoba powołana lub mianowana, na określone w innych ustawach kierownicze stanowisko państwowe, przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Sejm, Prezydium Sejmu, Senat, Sejm i Senat, prezesa Rady Ministrów, a także sędzia i prokurator.
W czasie obrad komisji pojawiła się dość istotna kwestia, czy należy lustrować i w jakim zakresie ludzi związanych z mediami, czyli dziennikarzy: prasowych, radiowych i telewizyjnych, oraz tych, którzy w istotny sposób wpływają na przekazywanie istotnych informacji polskiemu społeczeństwu. Po burzliwej dyskusji i niemałych sporach, muszę dodać, że także na wniosek środowisk i organizacji dziennikarskich, komisja większością głosów przyjęła, iż osobami pełniącymi funkcje publiczne, jeśli chodzi o osoby związane z mediami, w rozumieniu ustawy są członkowie rad nadzorczych, członkowie zarządów, dyrektorzy programów oraz dyrektorzy ośrodków regionalnych i agencji Telewizji Polskiej SA, Polskiego Radia SA, dyrektor generalny Polskiej Agencji Prasowej, dyrektorzy biur, redaktorzy naczelni oraz kierownicy oddziałów regionalnych Polskiej Agencji Prasowej, prezes Polskiej Agencji Informacyjnej, wiceprezesi, członkowie zarządu oraz dyrektorzy redaktorzy naczelni Polskiej Agencji Informacyjnej.
Wśród wniosków mniejszości znajduje się wniosek o znaczne poszerzenie katalogu podlegających lustracji osób związanych z mediami o wszystkich redaktorów pełniących odpowiedzialne funkcje w mediach publicznych i prywatnych.
Komisja, jak powiadam, większością głosów przyjęła rozwiązanie zapisane w projekcie ustawy, biorąc pod uwagę również konieczność skutecznego przeprowadzenia i wprowadzenia w życie tego projektu przed wyborami parlamentarnymi.
Art. 4 należy również do artykułów, wokół których toczy się istotny spór, jeśli chodzi o pragmatykę tej ustawy i jej późniejsze działanie. Artykuł ten jest jakby definicją współpracy w rozumieniu tej ustawy. I tutaj rzeczywiście pojawiają się bardzo poważne rozbieżności. W przedłożeniu komisyjnym artykuł ten brzmi:
?1. Współpracą w rozumieniu ustawy jest świadoma współpraca z ogniwami operacyjnymi lub śledczymi organów bezpieczeństwa państwa w charakterze informatora lub pomocnika przy operacyjnym zdobywaniu informacji.
2. Współpracą w rozumieniu niniejszej ustawy nie jest działanie, którego obowiązek wynikał z ustawy obowiązującej w czasie tego działania?.
Otóż, Wysoka Izbo, w komisji przedstawiano również pogląd i kwestię tę ostatecznie będzie musiała Wysoka Izba rozstrzygnąć w głosowaniu iż należałoby wprowadzić bardzo precyzyjne zapisy określające ścisły katalog, na podstawie którego Sąd Lustracyjny mógłby orzekać o zgodności z prawdą przedkładanych oświadczeń lustracyjnych. W katalogu tym proponuje się zapisać, iż dowodem dla sądu mogą być jedynie oryginalne dokumenty świadczące o podpisaniu zobowiązania do współpracy, o potwierdzeniu pobierania wynagrodzeń z tytułu tej współpracy, odręcznie wykonane raporty składane stosownym organom, a żadne inne dowody pośrednie bądź innego typu dokumenty nie mogłyby być brane pod uwagę.
Jest to, Wysoka Izbo, jak powiadam, jeden z newralgicznych artykułów ustawy. Opinie ekspertów, pana prof. Widackiego i pana prof. Rzeplińskiego, były identyczne: gdyby przyjąć rozwiązanie proponowane we wnioskach mniejszości, okazałoby się, że współpracowników tajnych służb w PRL właściwie nie było. Rozumiem delikatność tego zapisu i jestem ostatnim z tych, którzy chcieliby tak zresztą postanowiła komisja i taka jej przyświecała wola żeby dokonać zapisu, który mógłby być dowolnie interpretowany i który naraziłby choć jedną osobę na to, że Sąd Lustracyjny, działający w dobrej wierze, podjąłby decyzję niezgodną z prawdą. Ale jednak, Wysoka Izbo, nie wyobrażam sobie również i takie zdania na posiedzeniu komisji przeważyły aby wprowadzić takie zapisy, które czyniłyby tę niesłychanie ważną ustawę ustawą martwą. Pojawiały się m.in. takie argumenty, że przecież w niektórych przypadkach, zwłaszcza gdy dotyczyło to najważniejszych agentów, nie było obowiązku składania pisemnych oświadczeń o współpracy i nie egzekwowano potwierdzania zobowiązań, raportów czy pobierania stosownego wynagrodzenia. A były i takie przypadki, że część akt, w oryginałach, zlokalizowanych w terenowych oddziałach Służby Bezpieczeństwa została zniszczona, natomiast w centralnym archiwum w Biurze C znajduje się kompletna dokumentacja, ale w kserokopiach. Gdyby taki zapis został przyjęty, moim zdaniem i zdaniem komisji, ustawa stałaby się ustawą martwą bądź kaleką, ograniczającą możliwości sądu, jego stwierdzenia odnosiłyby się tylko do ograniczonej części dokumentacji.
Wysoka Izbo! Rozwiązanie związane z Sądem Lustracyjnym było podyktowane przede wszystkim tym, aby zlustrowany uprzednio sąd mógł zgodnie z procedurą Kodeksu postępowania karnego, z dopuszczeniem obrońcy, z możliwością powołania ekspertów, z wglądem zainteresowanego we wszystkie akta na każdym szczeblu postępowania, wobec kodeksowej swobodnej oceny dowodów, biorąc pod uwagę wszystkie sprawy niejasne i rozstrzygając je na korzyść oskarżonego czy obwinionego, podjąć decyzję w najlepszej wierze. Komisja stworzyła mechanizm, żeby dobór sędziów do Sądu Lustracyjnego, podlegających uprzedniej lustracji, sędziów mających najwyższe kwalifikacje zawodowe i etyczno-moralne, z jednej strony, a tok postępowania w Sądzie Lustracyjnym z drugiej strony dawały możliwie największą gwarancję, że pomyłek sądowych nie będzie.
Jestem przekonany, że Sąd Lustracyjny, działający w 3-osobowym składzie w I instancji i w 5-osobowym składzie w II instancji, gdzie również istnieje możliwość kasacji przed Sądem Najwyższym, nie będzie popełniał pomyłek i że wszystkie ewentualne wątpliwości będą rozstrzygane wyłącznie na korzyść zainteresowanego. Nie ma innego mechanizmu, dotąd prawnicy w całym świecie nie wymyślili nic lepszego niż suwerenny sąd, a tu mamy do czynienia z sądem dobranym w sposób szczególny. Ustawa ta, której zarzuca się wiele uchybień formalnych i wiele uchybień drobniejszych proceduralnych jest, Wysoka Izbo, specyficznym lex specialis do wielu innych ustaw. Rozpatrujemy materię o znaczeniu szczególnym, a zatem i rozwiązania w ślad za ową szczególną materią muszą mieć z natury rzeczy charakter szczególny, bowiem w inaczej problem ten należałby do grupy problemów nierozwiązywalnych.
Ustawa, która jest zdaniem komisji ustawą kompleksową, oprócz zlustrowania tej najważniejszej w państwie grupy osób wychodzi również naprzeciw zapotrzebowaniu niektórych środowisk, a w szczególności niektórych osobistości, które w minionym okresie zostały w taki czy inny sposób publicznie posądzone o współpracę, a które dotąd z braku mechanizmów prawnych nie miały możliwości udowodnienia swej niewinności. W art. 8 piszemy, iż osoba, o której mowa, może złożyć do Sądu Lustracyjnego prośbę o zweryfikowanie jej oświadczenia. To oznacza, że osoby, które obejmuje dzisiaj ustawa lustracyjna, a które nie zajmują, i nie zamierzają zajmować, stanowisk wymienionych w ustawie, a także nie zamierzają kandydować na stanowisko prezydenta, do Sejmu czy do Senatu, mogą dajemy taką furtkę zwrócić się do Sądu Lustracyjnego z prośbą o weryfikację stawianych im zarzutów. Jest to, jak sądzę, istotna furtka, wyjście respektujące tzw. prawa człowieka.
Wysoka Izbo! Jednym z ekspertów komisji był członek Komisji Helsińskiej, zajmującej się problematyką obrony praw człowieka, pan prof. Rzepliński, którego obecność w komisji, a także różnego typu rozwiązania, które zaproponował, zdaniem komisji dają pewność, że ustawie tej nie można będzie zarzucić, iż nie zapewnia wystarczająco respektowania praw człowieka i obywatela, uwzględniono tu także wymagania prawodawstwa europejskiego. Zarzuty tego typu padały wielokrotnie i to z różnych stron. Jednakże zdaniem komisji zarówno art. 8, jak i inne artykuły regulujące te uprawnienia, zawarte również w procedurze postępowania sądu, dają gwarancję, że ustawa ta będzie respektować w pełni, na ile to jest możliwe, wszelkie prawa zainteresowanych.
Wprowadzamy w art. 31 swoistą abolicję, która w przekonaniu komisji powinna być narzędziem uniemożliwiającym, czy przecinającym raz na zawsze, tzw. problem teczkowy. Mianowicie zapisaliśmy, iż kto w ciągu 60 dni od dnia wejścia w życie ustawy złoży do Sądu Lustracyjnego materiały związane z problematyką lustracyjną, w których posiadanie wszedł w sposób nieformalny, niezgodny z prawem, nie będzie z tego tytułu ponosić odpowiedzialności i konsekwencji prawnych. Zapis ten daje możliwość, jak sądzę, wielu osobom, które w różnych okolicznościach, a szczególnie w okresie przełomu, w latach 19891990, kiedy niszczono akta i przejmowano nieformalnie część zawartości archiwów, weszły w ich popsiadanie zwrotu ich w sposób legalny organom prawnym. W przyszłości nie będą one mogły być wykorzystane do jakiegokolwiek szantażu. Jest to ważny zapis, który naszym zdaniem umożliwi przecięcie kwestii teczkowej i lustracyjnej raz na zawsze.
Wprowadzamy do ustawy również wiele ciekawych zapisów, które z punktu widzenia suwerenności, także parlamentu, mają zdaniem komisji istotne znaczenie. W art. 32 komisja przyjęła zapis, według którego żadne tajne służby Rzeczypospolitej, już tej suwerennej Rzeczypospolitej, nie będą mogły werbować tajnych współpracowników, powtarzam: tajnych współpracowników, spośród wymienionych w katalogu osób podlegających lustracji. Nie będzie więc można werbować również posłów, senatorów, ministrów i innych osób, które według informacji podanych w czasie obrad komisji mogą być bądź są jeszcze dzisiaj tajnymi współpracownikami Urzędu Ochrony Państwa, Wojskowych Służb Informacyjnych lub innych służb specjalnych.
Zdaniem komisji jest to rozwiązanie wychodzące naprzeciw istotnej potrzebie posiadania w demokratycznym państwie służb specjalnych, silnych, znakomicie zorganizowanych, odpowiednio dofinansowanych, ale jednocześnie nadzorowanych przez demokratycznie wybieranych polityków, którzy z jednej strony ponoszą odpowiedzialność za działalność tych służb, a z drugiej strony jeżeli państwo ma być państwem prawa uniemożliwiają pośrednie lub bezpośrednie wpływanie służb specjalnych na istotne działania gospodarcze czy decyzje polityczne z kręgu tych, które należą do kompetencji tychże organów.
W 1992 r., kiedy pojawiła się tzw. lista osób współpracujących, a potem pojawiały się również inne listy, mówiło się, iż był to komplet współpracowników, którzy w ówczesnym Sejmie i Senacie zasiadali. Otóż, Wysoka Izbo, z pełną odpowiedzialnością muszę stwierdzić, że ujawniono jedynie tych, którzy nie podjęli współpracy z Urzędem Ochrony Państwa. Nie ujawniono natomiast nazwisk tych, którzy taką współpracę podjęli, a według ekspertów komisji była to znacząca grupa. Niezależnie od tego, że zarówno Urząd Ochrony Państwa, jak i inne służby mogą być z takiego obrotu sprawy niezadowolone, wydaje się celowe wprowadzenie i przyjęcie takiego zapisu, bowiem to Wysoka Izba i wyłoniony przez Wysoką Izbę rząd, a w szczególności wysocy urzędnicy rządowi powinni tę odpowiedzialność ponosić, bez tzw. agentów wpływu czy ewentualnie oficerów drugiego rzutu, o których niedawno mówiono z tej wysokiej trybuny.
Wysoka Izbo! W ustawie wysoka komisja wprowadziła również zapis o działaniu pod przymusem. Otóż w załączniku do ustawy... Sąd Lustracyjny będzie zobowiązany, jeżeli w wyniku przeglądu dokumentów źródłowych stwierdzi, iż osoba współpracująca ze służbami specjalnymi została do tego zmuszona w obliczu zagrożenia życia, zdrowia własnego lub osób najbliższych, podać ten fakt w orzeczeniu. Jest to, jak sądzę, istotnym złagodzeniem działania niniejszej ustawy, umożliwi bowiem przekazanie opinii publicznej pełnej informacji o tych, którzy zostali do współpracy w różnych nieraz dramatycznych i niegodnych okolicznościach zmuszeni.
Pojawiły się również zarzuty związane z art. 31, że ustawa uniemożliwi swobodne wypowiadanie się prasy i zamknie usta mediom publicznym, jeżeli chodzi o możliwość przekazywania informacji o byłych współpracownikach. Zarzuty te, które mogłyby się odnosić do art. 31 ust. 3, są zdaniem komisji nieuzasadnione, gdyż zapis mówi: Kto, powołując się na posiadanie dokumentów lub materiałów, o których mowa w ust. 1, albo na znajomość ich treści, w publikacji lub w inny sposób publicznie pomawia powtarzam: pomawia inną osobę o fakt pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2 oraz karze grzywny od 50 tys. do 250 tys. zł. Zatem jedynie te publikacje, które będą dokonane w złej wierze, w celu szantażu, nacisku politycznego i które będą pomówieniem, będą podlegały tak drastycznym karom, są to bowiem zagrożenia wyższe niż w Kodeksie postępowania karnego.
Jednakże zapisy te, zawarte w art. 31, zamykają kompleksowo, właśnie tą ustawą, etap postępowania lustracyjnego i zdaniem komisji uniemożliwią w przyszłości powracanie do tego tematu, który ustawa ta w jakiś sposób przetnie.
Inne niezwykle istotne w tej ustawie zapisy są przedmiotem sporu między innymi z rządem i Urzędem Ochrony Państwa. Czy Sąd Lustracyjny, badający zgodność z prawem oświadczeń zainteresowanych, ma prawo czy ma wyłączność, i kto decyduje o tym, jakie materiały zawarte w archiwach rządowych, zarówno w biurze C, jak i w innych archiwach, mogą być udostępnione w części bądź w całości?
Otóż, Wysoka Izbo, wydaje się, że rozwiązanie zaproponowane przez komisję po burzliwej dyskusji, wysłuchaniu licznych ekspertów i przyjęte zdecydowaną większością głosów dające Sądowi Lustracyjnemu pewność wynikającą z zapisu prawnego o dostępie do wszystkich zawartych w archiwach materiałów, daje gwarancję, iż Sąd Lustracyjny wykona swoje zadanie maksymalnie obiektywnie.
Natomiast propozycje z drugiej strony zawarte między innymi w wystąpieniu pana ministra Siemiątkowskiego by Sąd Lustracyjny uzyskiwał jedynie te materiały, które zechciałby mu przekazać szef Urzędu Ochrony Państwa, mogą naszym zdaniem stwarzać możliwość podejrzeń o manipulacje bądź wykorzystywanie tej możliwości w celach odmiennych od założeń, jakie przyświecały twórcom tej ustawy.
Sąd Lustracyjny może jest to zapisane wprost żądać wszystkich dokumentów, ma dostęp do archiwów wraz z dostępem odpowiednich ekspertów, i on, i jedynie on będzie decydował o tym, które materiały i jakie materiały będą stanowić istotne dowody. Jesteśmy przekonani, że będą to wszystkie dostępne materiały, które są dzisiaj w posiadaniu państwa polskiego, a być może także i te, które jeszcze dzisiaj nie są w jego posiadaniu, ale w różnych okolicznościach się znajdą.
Istotnymi również zapisami, szanowni posłowie, są zapisy, które stwarzają możliwość... (Gwar na sali)
Panie pośle...
(Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Marek Borowski)
