Wniosek o uchwalenie wotum nieufności dla ministra przekształceń własnościowych Wiesława Kaczmarka (druki nr 1322 i 1364). (13 punkt porządku dziennego)
1995-11-24, Obrady Sejmu RP, 2 kadencja, 65 posiedzenie, 3 dzień

Komisja Przekształceń Własnościowych dwukrotnie obradowała nad informacją rządu o narodowych funduszach inwestycyjnych, o przygotowaniu, o stanie zaawansowania tego programu, i dwukrotnie tę informację odrzuciła. Wielokrotnie posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego i innych stronnictw wyrażali się krytycznie o różnych aspektach tego programu. Niemniej jednak nigdy ani Komisja Przekształceń Własnościowych, ani Sejm Rzeczypospolitej nie mieli okazji zapoznać się z umowami przygotowanymi dla firm zarządzających. Dopiero w ostatnim okresie udało się uzyskać ślepe umowy regulujące zarządzanie narodowymi funduszami inwestycyjnymi.

Muszę, Wysoka Izbo, powiedzieć, że po zapoznaniu się z tymi umowami, a także z licznymi ekspertyzami, nasuwa się wniosek, iż trudno sobie wyobrazić dokument takiej wagi, bo, przypomnę, reguluje on wszakże zarządzanie majątkiem narodowym o wartości ok. 70 bln zł, czyli ok. 1/10 majątku produkcyjnego Rzeczypospolitej; jest to majątek, w którym zatrudnionych jest 334 tys. ludzi. Dla porównania: w wypadku prywatyzacji kapitałowej jest to ok. 134 tys., a bezpośredniej ­ ok. 200 tys.

Przy okazji warto podkreślić pewien aspekt, który wydaje się niesłychanie istotny. Mianowicie skoro wycena 10% majątku narodowego zawiera się w liczbie 70 bln zł, tj. ok. 3 mld dolarów, to należałoby wysnuć wniosek, że cały majątek ogólnonarodowy mógłby być wyceniony tym samym systemem na ok. 30 mld zł. Wydaje się to ogromnym nieporozumieniem, mamy bowiem informację, iż handel nadgraniczny w jednym tylko roku daje obrót ok. 13 mld dolarów. Długi polskie sięgają 40 mld dolarów, a program budowy autostrad będzie kosztował ok. 9 mld dolarów. Stawia to, jak sądzę, pod dużym znakiem zapytania prawidłowość wyceny majątku ogólnonarodowego, a co za tym idzie, i realną wartość majątku przekazywanego społeczeństwu poprzez świadectwa depozytowe.

Wysoka Izbo! Pozwolę sobie obecnie przedstawić podstawowe uwagi do rzeczonych umów, jakie sporządziła Rada Legislacyjna przy prezesie Rady Ministrów. Jest to opinia licząca kilkanaście stron, zakończona ostateczną konkluzją, którą pozwolę sobie zacytować: W konkluzji należy stwierdzić, iż projekt umowy o zarządzaniu majątkiem narodowych funduszy inwestycyjnych w przedstawionej wersji nie nadaje się do przyjęcia. Opinię sygnował zespół Rady Legislacyjnej w składzie: prof. dr A. Całus, prof. dr hab. J. Frąckowiak, prof. dr hab. K. Kruczolak, prof. dr hab. Z. Radwański oraz mec. J. Żuławski. Spośród istotnych zarzutów, jakie rada konsultacyjna przedstawiła co do umów, zmuszony jestem ­ dla pełnego zapoznania Wysokiej Izby z powagą zagadnienia ­ zacytować kilka z najistotniejszych, bowiem wszystkich nie sposób.

Po pierwsze, w całości projektu umowy zabrakło artykułu, który w sposób jasny precyzował, na czym polega podstawowy obowiązek firmy zarządzającej i podstawowe obowiązki narodowego funduszu inwestycyjnego, które decydują o istocie umowy o zarządzaniu majątkiem narodowym. Jak wynika z obecnego ust. 2/7 projektu firma zarządzająca może być pełnomocnikiem lub prokurentem funduszu. Jej sytuacja może jednak być bardziej skomplikowana. Fundusz może bowiem zostać zobowiązany do powołania do zarządu funduszu osób rekomendowanych przez firmę zarządzającą. Nie jest przy tym wykluczone rekomendowanie osób zależnych od firmy zarządzającej, w tym i jej pracowników. Trzeba jednak pamiętać, że z chwilą powołania do zarządu osoba taka uzyskuje pozycję piastuna organu spółki i jej sytuacja jest regulowana także przepisami Kodeksu handlowego. Może więc powstać kolizja jej uprawnień i obowiązków jako członka zarządu i jako pracownika firmy zarządzającej. Należałoby wyraźnie przewidzieć, iż firma zarządzająca ponosi odpowiedzialność za działanie tych osób jako członków zarządu w takim zakresie, w jakim firma ta przyjęła na siebie zarząd majątkiem funduszu.

Następna istotna kwestia zawarta jest w pkt. 8 i brzmi następująco: Poważne zastrzeżenia budzi art. 4 projektu umowy. Za niedopuszczalne uznać należy ustalenie w umowie wynagrodzenia firmy zarządzającej w dolarach i przyjęcie zasady, że jego wysokość ma być indeksowana w proporcji do zmian amerykańskiego indeksu cen towarów konsumpcyjnych. Wynagrodzenie powinno być ustalone w złotych polskich, z ewentualnym wskazaniem, że powinno ono wynosić równowartość określonej sumy w ECU, przy czym można przewidzieć okresowe (ale w dłuższych okresach) renegocjacje wysokości wynagrodzenia.

Następnym istotnym zarzutem jest zarzut sformułowany w sposób następujący. W projekcie umowy o zarządzanie dokonano bardzo rozszerzającej interpretacji ust. 3 art. 24 dotyczącego wynagrodzenia zawartego w ustawie z dnia 30 kwietnia 1993 r. W ustępie tym wyróżnia się trzy rodzaje wynagrodzenia: roczne ryczałtowe wynagrodzenie za zarządzanie, roczne wynagrodzenie za wyniki finansowe funduszu oraz końcowe wynagrodzenie za wyniki funduszu. Zastosowane w takim zestawieniu słowo ?lub? wyraźnie wskazuje, że firmie zarządzającej ma się należeć wynagrodzenie ustalone tylko według jednego z tych sposobów. Tymczasem w pkt. 4/2 art. 4 zapisano: Za świadczenie usług zgodnie z niniejszą umową firma zarządzająca otrzyma oprócz wynagrodzenia za zarządzanie roczne wynagrodzenie za wyniki finansowe.

W pkt. 9 Rada Legislacyjna twierdzi: Bardzo szeroko zakreślono zakres kosztów i wydatków, które fundusz ma zwrócić firmie zarządzającej. Wymaga dokładnej analizy, za jakie właściwie czynności podejmowane przez firmę zarządzającą płaci ona sama. Analiza ta powinna dać odpowiedź na pytanie o wielkość wynagrodzenia, które ma zostać przyznane firmie zarządzającej. Skoro fundusz praktycznie zwraca firmie zarządzającej wszystkie jej wydatki, to może ograniczyć jej wynagrodzenie do wynagrodzenia za wyniki finansowe? Nasuwa się też pytanie: Kto będzie płacił wynagrodzenie, jeżeli na żądanie firmy zarządzającej jej pracownicy zostaną powołani do zarządu funduszu? Czy otrzymają wtedy wynagrodzenie z funduszu i z firmy zarządzającej?

W pkt. 10 firma zarządzająca ma być ze swej istoty i definicji wybitnym fachowcem i specjalistą w dziedzinie zarządzania majątkiem funduszu inwestycyjnego ­ stąd odpowiednio do tego powinna kształtować się jej odpowiedzialność. Powinna to być odpowiedzialność solidnego kupca, mierzona wymogami, jakie stawia się fachowemu zarządcy inwestycyjnemu. Z takim statusem firmy zarządzającej jest nie do pogodzenia większość ustaleń zawartych w art. 8, dotyczącym ograniczenia odpowiedzialności i zwolnienia od odpowiedzialności, w których stanowi się, iż z wyjątkiem przypadków rażącego niedbalstwa lub winy umyślnej nie będzie ponoszona odpowiedzialność wobec funduszu. Prawdopodobnie w niezbyt jasnej treści art. 8 można wyodrębnić sytuacje, w których wystąpi ograniczona odpowiedzialność firmy zarządzającej, jednak w zakresie wywiązywania się z najważniejszych obowiązków, takich jak zarządzanie inwestycjami, nie można zgodzić się na wyłączenie odpowiedzialności z powodu niedołożenia należytej staranności, a więc również za zwykłe niedbalstwo. Jest to więc, Wysoka Izbo, z prawnego punktu widzenia możliwe najniższe zabezpieczenie, jakie może być. Większość prawników twierdzi, iż można byłoby tego nie zapisywać, albowiem wynika to z innych przepisów.

W pkt. 11 Rada Legislacyjna stwierdza: Niepokój wywołuje ograniczenie odpowiedzialności firmy zarządzającej do winy umyślnej lub rażącego niedbalstwa ­ art. 8. W praktyce prawa cywilnego w zakresie stosunków umownych byłyby to przypadki niesłychanie rzadkie i niezwykle trudne do udowodnienia. Tego rodzaju postanowienie prowadzi do silnego uprzywilejowania firmy zarządzającej wobec funduszu. Należy również rozważyć, czy zdjęcie z firmy zarządzającej odpowiedzialności za zmniejszenie wartości funduszu można zaakceptować ­ zwłaszcza w świetle najnowszych koncepcji teoretycznych, znajdujących na przykład wyraz w nowym ustawodawstwie niemieckim.

Wysoka Izbo! Tyle najistotniejszych zastrzeżeń Rady Legislacyjnej przy premierze. Zajrzyjmy jednak do komentarza przygotowanego przez Ministerstwo Przekształceń Własnościowych do programu narodowych funduszy inwestycyjnych, zwłaszcza odnoszącego się do omawianych przeze mnie umów. W jednym z punktów czytamy: Adaptacja określonych konstrukcji prawnych, które ukształtowały się w innych systemach prawnych, była w tym przypadku koniecznością. Realizacja odmiennej koncepcji w tym zakresie nie byłaby faktycznie możliwa m.in. dlatego, że instytucje międzynarodowe finansujące przygotowanie programu narodowych funduszy inwestycyjnych, to jest zwłaszcza Bank Źwiatowy, nie byłyby skłonne zaakceptować umów w sposób zasadniczy odbiegających od sprawdzonych standardów międzynarodowych i posługujących się odmienną terminologią.

Otóż Wysoka Izbo, jak powszechnie wiadomo, Bank Źwiatowy udzielił kredytu na sfinansowanie części kosztów wprowadzenia programów narodowych funduszy inwestycyjnych i zaiste nie był to kredyt darmowy, ale gwarantowany przez skarb państwa i oprocentowany wyżej niż na wolnym rynku komercyjnym. W tymże dokumencie czytamy m.in.: Celem umowy nie jest zastąpienie statutowego zarządu narodowych funduszy inwestycyjnych przez firmę zarządzającą, bowiem ustawa nie daje podstaw prawnych do takiego rozwiązania.

Otóż, Wysoka Izbo, jeśli stwierdza to komentarz Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, to pozwolę sobie zapoznać Wysoką Izbę z załącznikiem E do umowy, zatytułowanym ?Zasady nominowania i powoływania członków zarządu?. W załączniku tym czytamy m.in.: Rada nadzorcza ustanawia trzyosobowy zespół zarządu funduszu według następujących zasad: po pierwsze, firma zarządzająca ­ powtarzam: firma zarządzająca ­ zgłasza dwóch kandydatów do zarządu, których powołuje rada nadzorcza. Jedna z dwóch powołanych osób będzie pełniła funkcję prezesa zarządu. Rada nadzorcza z własnej inicjatywy powołuje wiceprezesa zarządu.

Otóż mamy tu sytuację zasadniczo sprzeczną z przeczytanym uprzednio komentarzem, a z tego wynika sytuacja, jaka nie zdarza się w normalnych spółkach prawa handlowego. Mianowicie, oto firma zarządzająca, która jest organem podległym zarządowi i radzie nadzorczej, powołuje de facto dwóch członków zarządu z jej przewodniczącym (rada nadzorcza ma tam tylko jednego), co praktycznie oznacza, że firma zarządzająca jest jednocześnie zarządem. I w imieniu firmy zarządzającej dwóch członków zarządu może podejmować najistotniejsze dla funduszu decyzje, poza zastrzeżonymi do kompetencji rady nadzorczej.

Otóż spośród tych istotnych kompetencji najistotniejsza wydaje się kompetencja stanowiąca, iż zarząd firmy, czy ta firma zarządzająca, może podejmować decyzje o zbyciu majątku do wartości 15% funduszu. Źrednia wartość funduszu wynosi około 3­4 bln zł, co oznacza, że firma zarządzająca ­ zwykle jest to konsorcjum z przewagą kapitału zewnętrznego ­ może dokonać transakcji zbycia majątku funduszu o wartości 600­700 mld starych złotych. Jest to albo kilka mniejszych spółek, albo jedna poważna spółka prawa handlowego spośród spółek parterowych. Zarząd, podejmując taką decyzję praktycznie poprzez firmę zarządzającą, nie ma obowiązku informowania o tym rady nadzorczej. Słowem, konstrukcja zaiste interesująca.

W czasie badania owych spółek i umów postanowiliśmy prosić również jednego z profesorów, członków Rady Legislacyjnej przy premierze, o dodatkową ekspertyzę. Okazało się bowiem, iż ekspertyza rady, którą uprzednio cytowałem, dotyczyła ­ jak informowano w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych ­ tłumaczenia z angielskiego, które podobno nie było tożsame z ostatecznym kształtem projektów umów.

Prof. dr hab. Adam Jaroszyński przedstawił opinię, z której wynika m.in.: aczkolwiek odnośne postanowienia wzorca umowy w porównaniu z tekstem krytykowanym przez radę zostały zmienione, nadal nie wiadomo dokładnie, jaki jest przedmiot umowy. Wzorzec przewiduje bowiem wykonywanie przez firmę zarządzającą czynności zarządu majątku funduszu (§ 1 ust. 1) i świadczenie usług zarządzania (§ 1 ust. 2) w obu przypadkach w zakresie określonym w postanowieniach umowy, ale nigdzie tych czynności i tych usług się nie wymienia. Nie tylko wyczerpująco, ale nawet na zasadzie egzemplifikacji.

Skoro zarządzanie nie ma znaczenia normatywnego, a jest to raczej termin techniczny, wydawałoby się konieczne ustalenie, jakie uprawnienia i jakie obowiązki składają się na to, co ma robić firma zarządzająca. Oczywiście teraz jest już za późno na zmianę wszystkich umów.

W tym miejscu pozwolę sobie, Wysoka Izbo, na parę słów komentarza. Otóż umowy o zarządzanie z poszczególnymi firmami zarządzającymi opiewają na kwoty od 3900 tys. dolarów do ok. 2 mln dolarów. Jak wynika z przedstawionych opinii, nie ma w nich uregulowanego zakresu obowiązków ani odpowiedzialności firmy zarządzającej, natomiast możliwość wypowiedzenia takiej umowy istnieje, jeżeli zostanie ­ jak stwierdzają one uprzednio ­ dokonane poważne naruszenie. W związku z tym, wobec dzisiejszej sytuacji funduszy, które osiągają rentowność ok. 4%, łatwo policzyć, że jeżeli nie nastąpi gwałtowne i radykalne zwiększenie opłacalności, rentowności działania firm umiejscowionych w poszczególnych funduszach inwestycyjnych, to sumy wypłacane firmom zarządzającym pochłoną większość zysku firm. Natomiast wypowiedzenie może być dokonywane w okresie miesięcznym, ale kosztuje wówczas 50% umowy, czyli około 1,5 mln dolarów. Jestem co prawda przekonany, że Ministerstwo Przekształceń Własnościowych będzie musiało zrewidować w niedługim czasie rzeczone umowy, albowiem widać już wyraźnie, że są niewielkie szanse na uzyskanie efektu ekonomicznego, a zwłaszcza uzyskanie wymiernego efektu zwiększenia wartości funduszy wobec tak sformułowanych umów o takiej wysokości. Pan prof. Jaroszyński mówi dalej: Można zatem stwierdzić, że brak precyzyjnego określenia przedmiotu umowy stawia firmę zarządzającą w sytuacji lepszej niż narodowy fundusz inwestycyjny. Może to zwłaszcza powodować kłopoty w przypadku sporu z firmą zarządzającą. Nie da się bowiem wykluczyć, że firma ta, pobierając wynagrodzenie ryczałtowe, praktycznie nie będzie dążyć do tego, aby efektem wykonywanego przez nią zarządzania majątkiem było pomnożenie majątku NFI. Według § 1 ust. 3 umowy należy to do obowiązku firmy zarządzającej. Udowodnienie zaś, że zostało to spowodowane winą umyślną lub niedbalstwem, byłoby bardzo trudne przy braku możliwości powiązania winy lub niedbalstwa z działaniem albo zaniechaniem w odniesieniu do konkretnej czynności zarządzania. Moim zdaniem, w konkretnych życiowych przypadkach jest to praktycznie niemożliwe. Opinia ta zawiera szereg dalszych zastrzeżeń, potwierdzających, iż zmiany wprowadzone do ostatecznego projektu umów, które stały się umowami obowiązującymi, były praktycznie kosmetyczne i nie miały istotnego znaczenia.

Wysoka Izbo! Dla pełnego obrazu pozwolę sobie obecnie przedstawić kilka opinii, jakie uzyskałem od członków rad nadzorczych narodowych funduszy inwestycyjnych, a więc ludzi, którzy praktycznie na co dzień stykają się z mechanizmem funkcjonowania tych umów w rzeczywistości społeczno-gospodarczej. I mamy takie oto stwierdzenia: Interesy firm zarządzających funduszami są w pełni zabezpieczone, natomiast interesy społeczeństwa i skarbu państwa ­ nie. Nie chodzi wyłącznie o rozważania teoretyczne, ale również o zdobyte już doświadczenia praktyczne. Firmom zarządzającym zapewniono w tym programie pieniądze i władzę wykonawczą.

Na pieniądze firmy zarządzającej składają się: maksymalne roczne wynagrodzenie za wyniki finansowe funduszu przewidziane ustawą, tj. 1% liczby akcji rocznie, a więc za czas trwania umowy ­ 10% (umowy te są zawarte na okres 10-letni), maksymalne wynagrodzenie za końcowe wyniki finansowe funduszu, tj. 0,5% liczby akcji rocznie, a więc za czas trwania umowy ­ 5%, oraz całkowity zwrot kosztów działania w postaci zryczałtowanego wynagrodzenia. Łączna obsługa wynikająca ze średnich kosztów zarządzania, jakie pochłoną firmy zarządzające w ciągu 10 lat, będzie wynosić ok. 20 bln starych złotych. Warto zaznaczyć, że tzw. wynagrodzenie za wyniki nie jest od tych wyników uzależnione i będzie wypłacane niezależnie od ostatecznych efektów finansowych. Otóż, Wysoka Izbo, jest to stwierdzenie niesłychanej wagi, albowiem okazuje się, że promowana na szeroką skalę motywacyjność umów nie znajduje zastosowania w praktyce. Twierdzą tak zgodnie przedstawiciele rad, z którymi miałem okazję rozmawiać.

Przedstawiciele rad nadzorczych podzielili się również innymi interesującymi uwagami. W związku z naruszeniem przez zarząd prawa, polegającym na niedopełnieniu formalności czy spowodowaniu innych sytuacji, wobec których rada nie może być obojętna, jakakolwiek krytyka członka zarządu jest lub może być odbierana jako atak na firmę zarządzającą. Otóż, Wysoka Izbo, sytuacja nie jest taka prosta, jak by się wydawało.

W jednym z funduszy miała miejsce następująca sytuacja (jak sądzę, podobne sytuacje będą się zdarzać w innych funduszach również): wobec sporu między radą nadzorczą a zarządem reprezentowanym przez firmę zarządzającą i zagrożenia przez ową radę rozwiązaniem umowy doszło do interwencji z wysokiego szczebla ambasadorskiego potężnego państwa. Taki fakt nie powinien mieć miejsca w polskiej gospodarce, zwłaszcza w narodowych funduszach inwestycyjnych, a przynajmniej nie powinien być traktowany poważnie, jeżeli mamy mówić o pewnym minimum suwerenności. Wynika to z błędnego skonstruowania umów i z takiego sformułowania zależności między radą a zarządem, iż rada nie ma możliwości ingerowania na bieżąco w działalność firmy, która praktycznie może działać nawet w złej wierze i będzie jej to bardzo trudno udowodnić. W tym przypadku chodziło o to, że firma zarządzająca poprzez swoich ludzi w zarządzie dokonała wypłaty należności za kwartał, tj. kilkuset tysięcy dolarów, i przelała tę kwotę na konto w banku zagranicznym bez powiadomienia rady nadzorczej.

Nadanie funduszom charakteru spółki akcyjnej spowodowało konieczność powołania rad nadzorczych tych funduszy, które miały nadzorować sposób wykonywania przez firmy zarządzające ich obowiązków. W wyniku żmudnego procesu selekcyjnego 15 grudnia powołano rady nadzorcze funduszy, którym postawiono bardzo trudne zadania. Równocześnie jednak minister reprezentujący skarb państwa postawił naprzeciwko specjalistycznych firm, dysponujących potężnymi zasobami środków, 7-osobowe rady, nie wyposażając ich w nic, nawet w najbardziej podstawowe środki niezbędne do wypełniania tych funkcji. Rady rozpoczęły negocjacje już na początku stycznia. Po pierwszym losowaniu w grudniu, przez prawie 5 miesięcy członkowie rad nadzorczych ze swych prywatnych zasobów finansowali działalność funduszy będących własnością skarbu państwa. Obejmowało to ich kilkakrotne przyjazdy do Warszawy na negocjacje, na spotkania rady oraz na spotkania organizowane w MPW. Każdy list, każdy wysyłany faks musiał być sfinansowany przez rady. Dopiero po zarejestrowaniu funduszy, a więc w maju, można było wypłacić członkom rad ich zaległe wynagrodzenia, zwrócić koszty, a przynajmniej część z nich. W rezultacie w ciągu 2­3 miesięcy kapitał funduszy, wynoszący 1 mld starych złotych, został wydatkowany.

Od lipca fundusze są ponownie na utrzymaniu rad nadzorczych lub firm zarządzających ­ jeśli te wyrażą na to zgodę, bo nigdzie nie jest to dokładnie sformułowane.

Wysoka Izbo! Opuszczam szereg uwag zgłaszanych przez członków rad nadzorczych, z uwagi na cenny dla Wysokiej Izby czas, ale pozwolę sobie zacytować pewne sentencje końcowe.

Otóż w istniejącym układzie rada nadzorcza ma ograniczone możliwości spełniania swych obowiązków. Co prawda twórcy programu przewidywali, że fundusze mogą pozostawać bez środków finansowych, i wpisali do zadań firm zarządzających pokrywanie przez nie kosztów funduszu, ale zależy to od ich widzimisię oraz od posiadanych przez nie środków.

W obecnej sytuacji jedynym zadaniem rad nadzorczych funduszy, które wypełniają one w stu procentach, będzie odpowiedzialność za zdjęcie skutków realizacji programu z jego twórców. Słowa to zapewne dramatyczne, ale, Wysoka Izbo, są takie sytuacje, gdy potężne firmy zarządzające, obracające miliardami dolarów, nie zapewniają radzie nadzorczej minimum możliwości działania ­ chodzi o biuro rady, obsługę rady ­ podczas gdy rada nadzorcza ma pełnić nadzór nad wielobilionowym majątkiem. Wydaje się, że to sen ­ no bo chyba nie niedopatrzenie walnego zgromadzenia, które interweniuje dopiero wówczas, kiedy pojawiają się bardzo poważne kłopoty.

Pozwolę sobie jeszcze zapoznać państwa ­ i to, obiecuję, będą już ostatnie cytaty ­ z § 8 umowy o zarządzanie. Jest to paragraf zaiste szczególny; ciekaw jestem, czy któryś z zasiadających tutaj członków Wysokiej Izby coś takiego kiedyś słyszał. Jest on zatytułowany: Ograniczenie i przejęcie odpowiedzialności. Czytamy w nim: Z wyjątkiem przypadków niedbalstwa ­ tu odnośnik, i zobaczmy, co takiego znaczy to niedbalstwo. Otóż przez niedbalstwo należy rozumieć niedołożenie należytej staranności przy wykonywaniu elementarnych obowiązków, pomimo przewidywania skutków ich niewykonania lub nienależytego wykonania. Przy ustalaniu, czy zachodzi niedbalstwo, należy uwzględnić świadomość danej osoby co do okoliczności faktycznych istniejących w chwili niewykonania lub nienależytego wykonania obowiązków. Praktycznie oznacza to, że jest taki związek przyczynowo-skutkowy, iż nie da się w możliwym do przewidzenia przypadku takowego niedbalstwa formalnie stwierdzić.

Z wyjątkiem przypadków niebalstwa lub winy umyślnej po stronie firmy zarządzającej, członków jej statutowych organów lub jej pracowników firma zarządzająca, partner firmy zarządzającej, jednostki powiązane z nimi, członkowie ich statutowych organów, pracownicy lub akcjonariusze nie odpowiadają wobec funduszu:

1) za zmniejszenie wartości funduszu lub wartości spółki, w którą fundusz zainwestował;

2) za inną szkodę przekraczającą ogólną sumę wynagrodzenia za zarządzanie wypłaconego lub należnego firmie zarządzającej lub kwotę należną firmie zarządzającej z tytułu ubezpieczenia od odpowiedzialności za tego typu szkody ­ zależnie od tego, która z tych kwot jest wyższa.

Czytamy dalej: Firma zarządzająca, partner firmy zarządzającej, jednostki powiązane z nimi, członkowie ich statutowych organów, pracownicy lub akcjonariusze nie odpowiadają za działanie w dobrej wierze na podstawie oświadczeń, informacji lub porad, z wyjątkiem porad w zakresie inwestycji przekazanych funduszowi przez fachowego doradcę funduszu nie będącego jednostką powiązaną z firmą zarządzającą lub partnerem firmy zarządzającej w zakresie prawa, usług audytorskich, księgowości, doradztwa podatkowego lub innych usług specjalistycznych, którego firma zarządzająca w uzasadnionym zakresie uznała za eksperta w dziedzinie, w której doradca ten został zaangażowany przez fundusz. Ograniczenie to nie dotyczy przypadków niedbalstwa lub winy umyślnej firmy zarządzającej przy doradzaniu wyboru itd.

Czyli mamy tu, Wysoka Izbo, jednoznaczną sytuację ­ dokładnie, bardzo precyzyjnie zapisano, za co ta firma nie odpowiada. Gdyby w jakiś sposób zaczęła odpowiadać albo gdyby wręcz w złej wierze dokonała transakcji, chciałbym widzieć takiego prawnika, który byłby w stanie udowodnić jej przypadek niedbalstwa lub winy umyślnej. Prawnicy, z którymi rozmawiałem, jednoznacznie twierdzą, że jest to niesłychanie trudne do udowodnienia, o ile w ogóle możliwe.

Czytamy dalej: Z wyjątkiem przypadków niedbalstwa lub winy umyślnej po stronie firmy zarządzającej, członków jej statutowych organów lub jej pracowników fundusz przejmie odpowiedzialność firmy zarządzającej, partnera firmy zarządzającej lub jednostek powiązanych z nimi, członków ich statutowych organów, pracowników lub akcjonariuszy wobec osób trzecich za wszelkie straty, koszty, wydatki lub inne zobowiązania wynikające pośrednio lub bezpośrednio ze zmniejszenia wartości funduszu lub spółki, w której fundusz zainwestował.

Wysoka Izbo! Można by mnożyć te przypadki w nieskończoność, ale nie o to chodzi. Z opinii, które pozwoliłem sobie tutaj zacytować, wynika jasno, że majątek narodowy o wartości 70 bln zł znajduje się na łasce firm zarządzających, bardzo wysoko opłacanych, w których wypadku tak sformułowano umowy o zarządzanie, że nawet ­ proszę wybaczyć ­ pan minister Lewandowski z pewnością na to by się nie poważył.

Sytuacja jest następująca. Mimo wszystkich zastrzeżeń przedstawianych przez Radę Legislacyjną, wysokich rangą pracowników Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, w tym jednego z podsekretarzy stanu, mimo negatywnej opinii zespołu prawnego Ministerstwa Przekształceń Własnościowych ­ uzyskałem informacje, że podpisało ono projekty umów z zastrzeżeniami, o czym pan minister nie raczył poinformować Komisji Przekształceń Własnościowych ­ minister Rzeczypospolitej decyduje się narzucić ­ bo inaczej tego nie można nazwać ­ taki kształt umów radom nadzorczym do negocjacji. Co prawda to rady nadzorcze negocjują i podpisują umowy, ale wszak powszechnie wiadomo, że powołuje je organ założycielski, którym jest ministerstwo, i pan minister ewentualnych niepokornych zawsze ma pod ręką. Spośród 15 funduszy dotychczas tylko jeden nie podpisał umowy z firmą zarządzającą, 14 podpisało i układ kapitałowy jest taki, że tylko jedna z nich ma jednoprocentową przewagę kapitału polskiego, w jednej jest po 50%, a reszta są to firmy z dużą przewagą kapitału zewnętrznego. I nie chodzi o to, że jest to kapitał zewnętrzny, ale chodzi o to, że w przypadku kapitału zewnętrznego, jak uczy doświadczenie ostatnich lat, zwłaszcza w zakresie procesu prywatyzacji, należy zachować szczególną ostrożność, albowiem nauczono nas, nauczono różnych urzędników Ministerstwa Przekształceń Własnościowych i nie tylko ich, że gdy się formułuje umowy regulujące zarządzanie wielobilionowym majątkiem, to trzeba zwrócić uwagę na każdy przecinek, czy jest postawiony w odpowiednim miejscu. Umowy takie muszą dawać pełną gwarancję równoprawności stron, a w tym wypadku nie ma nawet mowy, żebyśmy mogli mówić o jakiejkolwiek równoprawności stron.

Wysoka Izbo! Pozwolę sobie jeszcze przedstawić pewien mechanizm, który, jak sądzę, zainteresuje Wysoką Izbę. Otóż w narodowych funduszach inwestycyjnych istnieje niesłychanie niski próg kontroli nad majątkiem funduszu. Otóż przy kapitale akcyjnym wynoszącym 15% wartości księgowej w statucie zapisano, że skarb państwa rezygnuje z prawa głosu, gdy kapitał niepaństwowy przekroczy 25% kapitału akcyjnego. Oznacza to, że wystarczy kontrolować 12,5% kapitału akcyjnego, aby kontrolować całość. A zatem 12,5% razy 15% wartości księgowej, to stanowi 2% wartości księgowej, czyli przy przejęciu kontroli nad 2% wartości księgowej w wypadku tak sformułowanych umów jest kontrola nad majątkiem wielobilionowej wartości. Można oczywiście polemizować, ale nie sądzę, żeby można było przejść do porządku dziennego nad takimi rozwiązaniami, które w przekonaniu posłów wnioskodawców w żadnym razie nie gwarantują pewnego minimum zabezpieczenia polskich interesów narodowych w funduszach, które muszą być funduszami ogólnego społecznego zaufania, albowiem służyć mają ­ jak zapewniają twórcy tego programu ­ jako namiastka powszechnego uwłaszczenia. Muszę stwierdzić, że program ten jest specyficzną hybrydą, która nie tylko nie będzie żadną namiastką powszechnego uwłaszczenia, ale będzie bardzo zręcznym wywłaszczeniem i to za minimalną cenę, bo skoro zakupujący świadectwa udziałowe za 20 zł uzyskują wartość około 100 zł ­ i jest to ekwiwalent dla polskiego obywatela 10% wartości majątku narodowego ­ to, Wysoka Izbo, to są po prostu wolne żarty. Tym bardziej że nie widać żadnej gwarancji, a przy mechanizmach, które pozwoliłem sobie przedstawić, raczej należałoby się domyślać, że będzie skutek odwrotny do zamierzonego, iż fundusze te miałyby się prawidłowo rozwijać. Budżetowi nie przynoszą one żadnych dochodów, obciążają poważnymi kosztami, a mimo to nie dopilnowano ­ jest to osobista wina ministra przekształceń własnościowych pana Wiesława Kaczmarka ­ by zapewnić pewne minimum zabezpieczające.

Kończąc, Wysoka Izbo, chciałem powiedzieć, że lista zarzutów wobec ministra Kaczmarka jest znacznie dłuższa. Źwiadomie skoncentrowałem się na rzeczonych umowach, dlatego że uważam, iż z formalnoprawnego punktu widzenia są one po prostu nie do obrony, a jednocześnie stanowią bardzo poważne zagrożenie dla wielkiej części naszego majątku. Jako poseł i jako przedstawiciel posłów, którzy zechcieli podpisać wniosek, jako przedstawiciel Polskiego Stronnictwa Ludowego, a także jako przedstawiciel koalicji rządzącej nie mogę przejść nad tym do porządku dziennego i myślę, panie posłanki i panowie posłowie, że również nie powinniście przechodzić nad tym do porządku dziennego. Niezależnie bowiem od tego, jakie będą wasze decyzje, należy niezwłocznie doprowadzić owe umowy możliwie tanim kosztem ­ a koszt ten nie będzie tani ­ do takiego stanu, iżby gwarantowały owe minimum, które można by uznać za jakąś, na najniższym poziomie gwarancję zabezpieczającą interesy polskie. Wspomnę jedynie, że wobec pewnych aktów prywatyzacji dokonanych przez pana ministra Kaczmarka, toczy się postępowanie wyjaśniające, prokuratorskie. Nie widzę pana ministra Jaskierni ­ a szkoda ­ bo chciałbym zapytać, jak to możliwe, żeby przez 8 miesięcy sprawa Drumetu nie mogła uzyskać ostatecznego zakończenia i nie ujrzała światła dziennego. Jest, panie ministrze, w tej chwili dobra okazja. Jeżeli brakuje pieniędzy, to ­ jak sądzę ­ Wysoka Izba tę kwotę, która jest potrzebna do rozwiązania tej sprawy, bardzo chętnie dopisze do rachunku Ministerstwa Sprawiedliwości.

Można by jeszcze mówić o innych sprawach, ale myślę, że wystarczy to, cośmy powiedzieli. Chciałbym jednocześnie zapewnić, że intencje, jakimi kierowali się wnioskodawcy, są na wskroś patriotyczne i wynikają ze szczególnej dbałości o to, co zostało powierzone posłom parlamentu Rzeczypospolitej. I w żadnej mierze, zwracając się do koalicjanta, nie jest to atak na koalicję, ale wskazanie wobec nieprzyjmowania argumentów ­ pan minister Kaczmarek znany jest powszechnie z tego, że argumenty docierają do niego raczej z trudnością ­ chcieliśmy pokazać, że pewien mechanizm nie może być tolerowany i błędy na takim poziomie winny wreszcie uzyskać należną i określoną zapłatę. Jeżeli mechanizmu tego nie wprowadzimy my ­ koalicja większościowa ­ to, jak sądzę, w Sejmie kolejnej kadencji powstanie taki układ, który rozliczy nas za to z całą pewnością nie z takim miłosierdziem, jakie okazaliśmy naszym poprzednikom.

Jeżeli o mnie chodzi i o Polskie Stronnictwo Ludowe ­ przynajmniej o tych posłów, którzy zechcieli podpisać się pod wnioskiem ­ po prostu nie chcemy za to brać współodpowiedzialności. I to jest ostatnia sprawa, o której chciałem powiedzieć Wysokiej Izbie, wnosząc jednocześnie o uchwalenie wotum nieufności dla pana ministra przekształceń własnościowych Wiesława Kaczmarka. (Oklaski)