Informacja ministra spraw wewnętrznych na temat stanu porządku publicznego w Warszawie w dniu 26 maja 1995 r. (21 punkt porządku dziennego)
1995-05-26, Obrady Sejmu RP, 2 kadencja, 50 posiedzenie, 3 dzień

Panie Marszałku! Panie Premierze! Wysoki Sejmie! Myślę, że ta późna, właściwie nocna debata przy niepełnej dzisiaj sali, ale cieszę się, że przy pełnych ławach rządowych, jest debatą szczególną. Oto miało miejsce precedensowe zdarzenie rządu pana premiera Oleksego, zdarzenie, które tak czy inaczej, niezależnie od tego, kto ponosi winę, a kto winy nie ponosi, czy ewentualnie nikt tu nie jest winien, będzie miało ­ jak sądzę ­ dalsze istotne konsekwencje. W tym aspekcie sprawy jako mediator, któremu mandat mediacji wygasa dzisiaj o dwunastej w nocy, chciałem się zwrócić zwłaszcza do pana marszałka Zycha, który jutro będzie uczestniczył z ramienia parlamentu w obradach rządu w związku z tą sytuacją, a także do premiera Oleksego, by jeszcze raz przeanalizować sytuację związaną z ?Ursusem?. Myślę, że sytuacja tam jest bardzo trudna, napięta. W rozmowie z premierem ­ jak pan premier to określił: jak poseł z posłem ­ poruszaliśmy te sprawy. Myślę, że dobrze by było, gdyby znalazł się sposób, który pozwoliłby uniknąć w tym wypadku dalszych napięć. Myślę, że to bardzo ważne. Wierzę w to, że pan marszałek szczególnie znany z tego, że w takich ważnych sprawach zawsze znajduje się na odpowiednim miejscu i zajmuje odpowiednie stanowisko, będzie w moim zastępstwie czy w zastępstwie tych ludzi z konieczności znakomitym mediatorem. (Wesołość na sali) (Głos z sali: Z całym szacunkiem.)

Panie Marszałku! Myślę, że nie uraziłem pana.

Wysoka Izbo! Widzę, że choć nas niewielu, to w pewnych momentach panuje wesołość także w ławach rządowych. Chciałbym powiedzieć, abstrahując od pewnych szczególnych okoliczności, których nie znam, że jest święte prawo, które stanowi podstawę działalności posła ­ ten immunitet ­ przekręcony niezręcznie przed chwilą przez chłopskiego posła, co wzbudziło tutaj swoistą wesołość ­ jest jednak prawem nienaruszalnym.

Panie Premierze! Panie Ministrze Spraw Wewnętrznych! Myślę, że tę sprawę trzeba po prostu z całą stanowczością wyjaśnić. Nie wiem, czy to prawda, nie mam powodu wierzyć albo nie wierzyć posłom z KPN. Chciałbym jednak zapewnić, że gdyby się kiedyś tak zdarzyło, że zmieniłyby się konstelacje parlamentarne i układ w parlamencie ­ nie daj Boże ­ i z posłami z innych klubów, które dzisiaj mają sporo władzy, zdarzył się taki przypadek ze strony innej władzy, to byłbym na pewno tym, który wówczas niezależnie od przekonań politycznych ująłby się za nimi. Zatem bardzo proszę pana ministra spraw wewnętrznych, pana premiera, aby tę sprawę potraktować z należytą powagą. Bo jeżeli rzeczywiście było tak, że była widoczna legitymacja poselska, to musi pan pouczyć odpowiednie służby, że poseł ­ choćby był najgłupszy ­ jest przedstawicielem narodu, jest tym, którego wybrał naród. Choćby nawet nie do końca szanował w tym momencie przepisy, jest posłem.

(Poseł Jerzy Wiatr: Nawet jeśli łamie prawo?)

Nawet jeżeli poseł łamie prawo, to należy się wobec niego zachować z odpowiednią godnością. Nie wiem, czy ci posłowie złamali prawo. Natomiast legitymacja poselska dla funkcjonariusza działającego nawet w sprawie takiej jak dzisiaj powinna być rzeczą świętą. To nie jest pierwszy przypadek w III Rzeczypospolitej. Myślę, że naszemu rządowi, siłom bezpieczeństwa, które działają z pozycji poleceń i działań naszego rządu, nie powinny się takie rzeczy zdarzać. (Oklaski)